03 lutego, 2021

Wyższość powrotu nad przyjazdem

Powrót Tomka
Do najbardziej błogosławionych i szczęśliwych chwil mojego życia w ostatnich latach z pewnością należą powroty mojego syna z bliższych lub dalszych wyjazdów. Widok, jak wjeżdża na podwórze Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE zawsze napawa mnie radością i pobudza do okazania wdzięczności Bogu. Tomek kocha Jezusa i nie wstydzi się Go. Miłuje nasz zbór i parę lat temu postanowił całkowicie poświęcić się pracy na rzecz naszej wspólnoty. Zrezygnował z wypracowanej pozycji w międzynarodowej korporacji i bez żadnych warunków wstępnych oddał się do dyspozycji naszego zboru. Razem z żoną, Anią, zamieszkali w surowych warunkach Dworu Olszyńskiego i już od kilku lat zajmują się wszystkim, co w danej chwili trzeba tu zrobić.

Tak oto każdy wjazd Tomka na dziedziniec zborowy nie jest już jego przyjazdem, a stał się powrotem. Do naszego zboru na Olszynce przyjeżdża wielu ludzi. Jedni przybywają z ciekawości. Drudzy pojawiają się w celu załatwienia jakiejś sprawy. Jeszcze innych sprowadza tu życiowy kryzys. Przyjeżdżają i więcej się już nie pojawiają. Pojawiają się wśród nas parę razy, lecz po jakimś czasie już ich nie ma. Z zachwytem na ustach przyłączają się do nas, a potem bez słowa znikają. Chociaż wielokrotnie przyjeżdżają, to wciąż nie można o nich powiedzieć, że tutaj wracają.

Przyjeżdża gość, interesant, poszukiwacz, turysta. Wraca mieszkaniec, ten, kto jest domownikiem. Tak właśnie jest w zborze, który jest domem Bożym na ziemi. Domownicy wiary mają w nim swoje miejsca i obowiązki. Sercem przynależą do swojej wspólnoty. Nie trzeba ich zapraszać, okazywać szczególnego zainteresowania ani robić sensacji z ich pojawienia się w zborze. Ich obecność jest czymś normalnym. Wciąż wracają, bo miłują swój zbór i nawet nie przychodzi im to do głowy, że mogliby poszukać sobie innego miejsca. W rzeczywistości są darem Bożym i błogosławieństwem dla braci i sióstr. Gdyby któregoś dnia nie wrócili, zrobiłoby się w zborze bardzo smutno.

Przyjazdy wywołują poruszenie. Zazwyczaj są jakimś rodzajem sensacji. Zaciekawieni dopytujemy się i opowiadamy, kto i dlaczego do nas przyjechał. Powrót domownika jest czymś normalnym. Nie robi się z niego wielkiego wydarzenia, chyba że jest to powrót, kogoś kto dawno temu wyjechał i długo do domu nie wracał. Takie powroty świętujemy! Ojciec zaś rzekł do sług swoich: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie też pierścień na jego rękę i sandały na nogi, i przyprowadźcie tuczne cielę, zabijcie je, a jedzmy i weselmy się, dlatego, że ten syn mój był umarły, a ożył, zginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić [Łk 15,22-24]. Modlę się, abyśmy i my w naszym zborze mieli jeszcze wiele podobnej radości.

Przyjazd zwykle jest w jakimś stopniu niewiadomą. Może nawet niepokoić. Kim jest przyjeżdżający? Co nas z jego strony czeka?  Czy przybywa w dobrych zamiarach? Powrót natomiast uspokaja. Świadczy o swego rodzaju przywiązaniu do miejsca już wcześniej poznanego. Wraca się do domu, do swoich. Wraca się, bo zna się swoje miejsce, bo jest się świadomym swojej tożsamości i wynikającej z niej przynależności. Albowiem lepszy jest dzień w przedsionkach Twoich, niż gdzie indziej tysiąc; Wolę stać raczej na progu domu Boga mego, niż mieszkać w namiotach bezbożnych [Ps 84,11]. Wraca się, bo się zatęskniło...

Cieszę się z przyjazdu nowych osób, ale szczególnie dziękuję Bogu za osoby, które się u nas  zadomowiły.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza