29 listopada, 2009

Czy iść na Andrzejki?

Wieczór i noc z 29 na 30 listopada to pora zabaw i wróżb andrzejkowych. Dawniej miały one charakter przede wszystkim matrymonialny. Urządzano je z myślą o niezamężnych dziewczynach, aby w atmosferze zabawy powróżyć, która z nich jako pierwsza wyjdzie za mąż i kim będzie jej wybranek. Obecnie są okazją do spotkania zarówno dziewcząt jak i chłopców, i wspólnego poznawania wróżb, przesądów i zaklęć dotyczących przyszłości.

 Andrzejki, jak sama nazwa wskazuje, mają też związek ze św. Andrzejem. Ów rzymskokatolicki patron panien rzekomo pomaga dziewczętom w odkrywaniu szczegółów ich zamążpójścia. Zabawę zaczyna się więc od słów: Andrzeju, Andrzeju, nasz dobrodzieju dobrą wróżbę daj! Nawet porzekadło ludowe wiąże wspomnianego świętego z wróżbami matrymonialnymi: W listopadową, ciemną noc, swój los wywróżę sobie, a św. Andrzeja poproszę o moc, by powiedziały mi o tobie.

Najpopularniejszą formą wróżb andrzejkowych jest lanie, często przez ucho od klucza, rozgrzanego wosku na zimną wodę. Powstałą w ten sposób bryłę woskową o nieregularnych kształtach, oświetla się z jednej strony, aby na podstawie jej cienia wyciągać wnioski na temat przyszłego męża. Zgodnie z innym porzekadłem: W tę jedną, jedyną noc wróżby i przepowiednie sprawdzają się do joty... więc lejcie wosk starannie, by nie wywróżyć sieroty, – wystarczy dobrze się do tego przyłożyć, a wyniki wróżby mogą okazać się nadzwyczaj trafione.

 Co na to Biblia? Dla prawdziwych chrześcijan jest rzeczą zupełnie oczywistą, że św. Andrzej w tych wróżbach absolutnie nie macza palców, bo i nie może. Jako wierny apostoł Jezusa odszedł z tego świata i jest z Chrystusem. Dokonał już swego biegu, wykonał wyznaczone mu zadanie i od chwili swojej śmierci, nie ma do ludzi fizycznie żyjących na ziemi, żadnego dostępu. Modlitwy do św. Andrzeja ani do jakiegokolwiek innego świętego zmarłego, nie znajdują w świetle Biblii najmniejszego oparcia.

 Biblia bardzo wyraźnie wskazuje, że wiedzę o naszej przyszłości mamy czerpać z czytania Słowa Bożego i pielęgnowania bliskiej społeczności z Duchem Świętym, a nie poprzez kontaktowanie się z umarłymi. A gdy wam będą mówić: Radźcie się wywoływaczy duchów i czarowników, którzy szepcą i mruczą, to powiedzcie: Czy lud nie ma się radzić swojego Boga? Czy ma się radzić umarłych w sprawie żywych? [Iz 8,19].

 Ażeby rozwiać wszelkie wątpliwości w tej sprawie, Izraelici wkraczający do ziemi, gdzie wróżby wcześniej były na porządku dziennym, otrzymali od Boga następujące instrukcje: Gdy tedy wejdziesz do ziemi, którą Pan, Bóg twój, ci daje, nie naucz się czynić obrzydliwości tych ludów; niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni, i z powodu tych obrzydliwości Pan, Bóg twój, wypędza ich przed tobą. Bądź bez skazy przed Panem, Bogiem twoim, gdyż te narody, które ty wypędzasz, słuchają wieszczbiarzy i wróżbitów, a na to Pan tobie nie pozwolił [5Mo 18,9–14].

 Nic dodać, nic ująć. Po lekturze powyższego fragmentu Pisma wszystko jest jasne. Prawdziwi chrześcijanie z radością okazują posłuszeństwo Słowu Bożemu. Zapraszani na zabawę andrzejkową wiedzą, co mają odpowiedzieć.

28 listopada, 2009

Ile rzeczy mogłoby zniknąć z mojego mieszkania?

Ostatnia sobota listopada w Europie to Dzień Bez Zakupów [ang. Buy Nothing Day]. Został on ustanowiony w USA na początku lat 90. ubiegłego wieku, w celu wyrażenia sprzeciwu wobec zbędnych zakupów i nadmiernej konsumpcji dóbr w krajach rozwiniętych. W Polsce zaczęto o nim mówić w 2003 roku, a ma on polegać przede wszystkim na powstrzymaniu się w tym dniu od robienia zakupów.

Czy to możliwe? Właśnie rusza świąteczny shopping. Z badań społecznych wynika, że w tym roku polska rodzina przeciętnie wyda na święta ok. 1500 zł. Ile z tych zakupionych rzeczy okaże się zbędne? Ilu wydatków można byłoby uniknąć, gdyby tylko towarzyszył nam namysł i zdrowy rozsądek? Problem w tym, że zbyt często kupujemy rzeczy, które wcale nie są nam potrzebne. Jak to zatrzymać? Czy Dzień Bez Zakupów może wywołać w społeczeństwie jakieś otrzeźwienie?

Nie mam zamiaru prawić tu morałów albo radzić, jak odwrócić uwagę od robienia niepotrzebnych zakupów. To zależy przecież od tego, przy czym na co dzień są nasze myśli? Jeśli ktoś ciągle przegląda katalogi, ogląda reklamy, sprawdza promocje, ciągle o tym rozmawia ze znajomymi i włóczy się po centrach handlowych, to zrozumiałe, że będzie kupował rzeczy tak naprawdę mu niepotrzebne.

Abstrahując od tego, że są na ziemi ludzie nadmiernie oszczędni, żeby nie powiedzieć skąpi, którzy z takich właśnie pobudek unikają robienia zakupów, chcę wskazać dziś na chrześcijańską zasadę poprzestawania na małym. Biblia poucza, że pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym. Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym [1Tm 6,6–8].

Prawda jest taka, że do codziennego przeżycia człowiek faktycznie potrzebuje bardzo niewiele. Według Piśma potrzebna nam jest odzież i wyżywienie na dzisiaj. Nie ma co martwić się na zapas, bowiem nie wiadomo, czy jeszcze jutro będziemy czegokolwiek potrzebowali. Być może nawet ubranie i jedzenie już jutro nie będzie nam potrzebne. Jeśli więc trawę polną, która dziś jest, a jutro zostaje wrzucona do pieca, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, o małowierni? Więc i wy nie pytajcie o to, co będziecie jeść i co będziecie pić, i nie martwcie się przedwcześnie. Tego wszystkiego bowiem ludy tego świata szukają; wie zaś Ojciec wasz, że tego potrzebujecie; lecz szukajcie Królestwa jego, a tamto będzie wam dodane [Łk 12,28–31].

Prawdziwy chrześcijanin jest nastawiony na świat wartości duchowych. Żyje nie tym, co by tu nowego kupić i skonsumować, a bardziej tym, jak mógłby lepiej w swoim życiu uczcić Jezusa i jak Go zaprezentować innym ludziom. Dbając o to, wprawdzie nie za bardzo wie, co ile kosztuje i gdzie jest taniej, ale za to dobrze wie, co jest miłe w oczach Bożych. Takim człowiekiem chciałbym pozostać, pomimo szalejącej wokoło konsumpcji.

Od dłuższego już czasu zamyślam się nad tym, ile rzeczy mam w domu, tak naprawdę mi niepotrzebnych? Dlaczego miałyby nadal zagracać mieszkanie? Tylko dlatego, że może kiedyś mi się jeszcze przydadzą? Przecież nie wiem, czy jeszcze jutro będę chodził po ziemi. Bardzo nie chciałbym, aby po moim odejściu do Domu, ludzie znaleźli w moim mieszkaniu mnogość rozmaitych rzeczy. Ostatnio złodzieje przekonali się, że po części już mi się to udało ;)

Mam zamiar konsekwentnie pozbywać się tego, co nie jest mi potrzebne, a tym bardziej, wystrzegać się kupowania rzeczy, bez których zupełnie dobrze mogę się obejść. Także w ten sposób chciałbym podobać się Jezusowi. A może zaczynam popadać w jakąś niezdrową skrajność?

26 listopada, 2009

Najlepsze miejsce do życia

Na początku bieżącego roku jeden z brytyjskich banków przeprowadził wśród kilku tysięcy ekspatriantów badania, aby ustalić, który kraj na świecie zapewnia zagranicznym pracownikom najlepsze warunki do życia?  W badaniach wzięto pod uwagę najróżniejsze kwestie, takie jak np. świadczenia zdrowotne, edukację, możliwości nawiązywania kontaktów itd.

Na podstawie tych badań oceniono, że krajem, w którym żyje się najlepiej na świecie jest Kanada. Zaraz po Kanadzie, dobrą jakość życia oferuje Australia i Tajlandia. Z krajów europejskich najwyższą pozycję w badaniach uzyskała Francja. Ciekawe, że tak często wybierana przez Polaków Wielka Brytania znalazła się dopiero na 23. pozycji całego rankingu.

Normalne, że ludzie interesują się poprawą warunków życia i poszukują najlepszego dla siebie miejsca na ziemi. Z młodości pamiętam, jak pewna starsza już kobieta, wyjeżdżając na stałe do Ameryki, powiedziała, że jej ojczyzna jest tam, gdzie dla niej jest najlepiej. Nie spodobało mi się takie podejście do sprawy, ale przecież każdy ma prawo decydować o tym zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniem. Tak zazwyczaj patrzy na tę kwestię człowiek, kierujący się swoją naturalną mądrością.

 W świetle Biblii sprawa wygląda jednak inaczej. Stwierdza ona, że Bóg z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,26–27]. Z tych słów wynika, że wyznaczone nam granice zamieszkania najwyraźniej mają jakiś związek z szukaniem i znalezieniem Boga.

 Kto wierzy w Boga, nie szuka przede wszystkim wygodnego dla siebie miejsca do życia na ziemi, lecz szuka Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. Wszyscy biblijni bohaterowie wiary wyznali też, że są gośćmi i pielgrzymami na ziemi [Hbr 11,13]. Koncentrowali się więc na pełnieniu woli Bożej, a nie na swoich wygodach. Jeżeli czasem gdzieś się przeprowadzali, to tylko ze względu na powierzoną im przez Boga misję, a nie w celu poprawienia sobie warunków życia.

 Chrześcijanin ma całym swoim życiem świadczyć, że wszystko na tej ziemi traktuje jako krótkotrwałe i przejściowe. Bo ci, którzy tak mówią, okazują, że ojczyzny szukają. I gdyby mieli na myśli tę, z której wyszli, byliby mieli sposobność, aby do niej powrócić; lecz oni zdążają do lepszej, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się być nazywany ich Bogiem, gdyż przygotował dla nich miasto [Hbr 11,14–16].

 Według Pisma Świętego nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy [Hbr 13,14]. Najlepszym dla wierzących miejscem do życia na ziemi jest to miejsce, w którym objawił się nam Bóg i powołał nas, abyśmy abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości [1Pt 2,9]. Gdziekolwiek więc jesteśmy, w wyznaczonym nam czasie i zakreślonych nam przez Boga granicach zamieszkania, cieszmy się, sami będąc zapatrzeni w nadchodzące Królestwo Boże i wskazując je otaczającym nas ludziom.

 Nie ma dla nas lepszego miejsca do życia, od tego miejsca, w którym umieścił nas Bóg. Dla mnie jest to Gdańsk. Pomimo tego, że od lat nie mogę tu pomyślnie załatwić w urzędzie ważnej dla zboru sprawy, że często stoję w korkach, że kolejny raz włamali mi się do mieszkania itd., jestem szczęśliwy, bo żyję tu na co dzień z Jezusem! Wiem, że tutaj mam głosić Słowo Boże i stąd się modlić: ... Przyjdź Królestwo Twoje.  A Ty? Czy myślisz podobnie o miejscu, w którym mieszkasz?

24 listopada, 2009

Naruszenie litery, lecz nie istoty prawa!

W miniony czwartek, 19 listopada, sąd umorzył znaną od paru lat sprawę krakowskiej lekarki Ilony Rosiek–Koniecznej, która wypisywała bezpłatne recepty dla bezdomnych. Jak wiadomo, absolutnie nie robiła ona tego w celu wyłudzenia pieniędzy, a z czystego współczucia i pragnienia niesienia bezinteresownej pomocy bezdomnym i najbiedniejszym.

 To co zrobiła, wprawdzie naruszało przepisy w ich literalnym brzmieniu, lecz z pewnością nie stanowiło pogwałcenia prawa w sensie działania wbrew intencjom ustawodawcy. Po wielu przesłuchaniach, wyjaśnieniach, opiniach i rozprawach na szczęście stało się to jasne nawet dla tych, którzy wcześniej „Janosikową” postawili w stan oskarżenia. Z tego, co wyczytałem, w końcu już nawet sama prokuratura wniosła o umorzenie tej sprawy, a sąd się do jej wniosku przychylił.

 Nie widzę potrzeby przypominania tu szczegółów tej dość dobrze od kilku lat nagłaśnianej sprawy. Chcę natomiast przywołać słowa Ilony Rosiek–Koniecznej, która nazwała swój przypadek klasycznym pojedynkiem prawa i sumienia. Skojarzyło mi się to od razu z podejściem wielu biblijnych postaci do prawa Mojżeszowego.

 Pismo Święte wielokrotnie pokazuje, że naruszenie litery zakonu wcale nie musi od razu stanowić działania wbrew jego duchowi, a więc w gruncie rzeczy nie jest łamaniem tego prawa. Najbardziej znanym tego przykładem jest spożycie przez Dawida i jego żołnierzy świętych chlebów zabranych z Przybytku Bożego. Gdy uczniowie Jezusa w sabat rwali kłosy i spożywali ziarno, łamiąc literę innych przepisów żydowskich, Jezus, broniąc ich, powołał się właśnie na ten przypadek: Czyż nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy był głodny, on i ci, którzy z nim byli? Jak wszedł do Domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie wolno było jeść jemu ani tym, którzy z nim byli, tylko samym kapłanom? [Mt 12,3–4].

 Jezus, jak najbardziej stojąc na straży przestrzegania przykazania: Przestrzegaj dnia sabatu, aby go święcić, jak rozkazał ci Pan, twój Bóg [5Mo 5,12], w wielu sytuacjach – zdaniem postronnych obserwatorów – naruszał i łamał przepisy zakonu. Jednak w rzeczywistości On ani razu nie naruszył istoty prawa Bożego, a więc nie był przestępcą zakonu, chociaż niektórzy to właśnie Mu zarzucali. Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu. Tak więc Syn Człowieczy jest Panem również i sabatu [Mk 2,27–28] – wyjaśnił.

 Podobnie, uczniowie Jezusa. Wiedzieli, że jak najbardziej powinni być posłuszni władzy zwierzchniej i innych tego nauczali. Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione [Rz 13,1]. Czy więc odmawiając posłuszeństwa starszym Izraela, zabraniającym im nauczania i występowania w imieniu Jezusa, stali się przestępcami Słowa Bożego? Oczywiście, że nie. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli im i rzekli: Czy słuszna to rzecz w obliczu Boga raczej was słuchać aniżeli Boga, sami osądźcie [Dz 4,19].

 Może nie wszyscy wiedzą, że Ilona Rosiek–Konieczna swego czasu przeżyła nowe narodzenie. Jako osoba odrodzona z Ducha Świętego od lat stara się naśladować Jezusa Chrystusa. Jest więc – podobnie jak Jezus – w głębi duszy wolna od skrępowania literą prawa. Jest więc też zdolna do niekonwencjonalnych zachowań. Uczniowie Jezusa są znani z tego, że nie podlegają literalnym zakazom typu: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj [Kol 2,21]. Są prowadzeni Duchem Świętym i gdy On im mówi, że mają coś zrobić, to okazują Mu posłuszeństwo, choćby za cenę więzienia, a nawet śmierci. Sumienie jest ważniejsze niż litera.

Jesteśmy dumni z Ciebie, siostro Ilono! Twoja piękna postawa współczucia dla biednych i chęć niesienia pomocy zasługuje nie tylko na pochwałę, lecz przede wszystkim jest godna naśladowania. Chcę naśladować Ciebie, tak jak Ty naśladujesz naszego Pana.

23 listopada, 2009

Oznaka prawdziwej pobożności

Oto dwa tytuły z działu gospodarczego dzisiejszego serwisu Onet.pl: „Luksusowe życie związkowców. Zarabiają 22 tysiące miesięcznie”. „Polscy europosłowie dostają sowite pensje z Brukseli, ale i tak dorabiają sobie w kraju”.

 Co mnie uderza w tych tytułach? To, że ludzie powołani, by zatroszczyć się o dobro innych, najbardziej dbają o to, żeby samemu się jak najwięcej nachapać. Wywindowani nadzieją zwykłych obywateli, przeważnie słabych i ubogich, bez żadnych skrupułów odwracają się do nich plecami, myślą o własnych korzyściach, a jeżeli gdzieś tam ponownie zwracają się ku ludziom, to tylko w celu poprawienia własnego wizerunku. Obrzydliwe.

 Faktycznie nie ma w tym nic dziwnego, że na tym świecie, gdzie nie spojrzeć, gołym okiem widać coraz większą przepaść między biednymi i bogatymi. Pieniądze potrafią bardzo zmienić człowieka. Wystarczy, że do szyby, przez którą przedtem dostrzegałeś innych ludzi, dodasz trochę srebra, a już widzisz tylko siebie – tłumaczył jeden rabin tajemnicę powstania lustra.

 Na szczęście są na tej ziemi ludzie, którzy przechowują i pielęgnują w swoich sercach zasady Królestwa Bożego. Kto stał się obywatelem Królestwa, ten odczuwa silną potrzebę dzielenia się z innymi tym, co posiada. Jest po prostu do tego powołany. Ma to we krwi. Gdy rosą jego dochody, to jednocześnie rosną dochody jego współpracowników. Gdy sam ma lepiej, to inni wokół niego też mają lepiej. Tylko w jednym przypadku jego otoczenie przeżywa niedostatek, mianowicie wtedy, gdy on sam doświadcza kryzysu i niedostatku.

 Ludzie należący do Królestwa Bożego noszą w sercu pasję pomagania biednym, słabszym, chorym i niedoświadczonym. Rankiem rozmawiałem dziś z jedną kobietą z Ciechanowa, zaangażowaną w niesienie pomocy ludziom biednym. Pod wieczór sędziwa kobieta z Florydy powiadomiła mnie, że za chwilę jej mąż wyrusza, aby w centrum handlowym zbierać pieniądze na wsparcie dla wdów. Resztę dołożymy ze swojej emerytury – powiedziała. Alleluja! Są jeszcze tego rodzaju ludzie na ziemi!

 Zamyśliłem się nad tym, co ich motywuje do takiej aktywności? Mogliby przecież wygodnie usiąść w fotelu, włączyć telewizor i korzystać z wygód własnego życia. Ale oni tak nie potrafią. Można o nich napisać tak, jak kiedyś święty Paweł napisał o Tymoteuszu: Albowiem nie mam drugiego takiego, który by się tak szczerze troszczył o was; bo wszyscy inni szukają swego, a nie tego, co jest Chrystusa Jezusa [Flp 2,20–21]. Oni - ze względu na Chrystusa - prawdziwie szukają korzyści nie dla siebie, a dla bliźnich.

Niewątpliwie jest to jedna z oznak prawdziwej pobożności! Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat [Jk 1,27]. W świetle Biblii wartość udzielanej pomocy mierzy się stopniem rezygnacji z własnych wygód i korzyści. Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali [2Ko 8,9].

 W pierwszym zborze chrześcijańskim takie pojmowanie pobożności było na porządku dziennym. Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba [Dz 4,34–35]. A jak jest w naszym zborze? Mniej więcej tak, jak jest w moim własnym sercu. I  w Twoim też.

21 listopada, 2009

Światowy Dzień Życzliwości

21 listopada to Światowy Dzień Życzliwości, dla mnie osobiście bardzo pamiętna kartka w kalendarzu, bowiem jest to jednocześnie dzień urodzin mojego syna.

 Mamy w społeczeństwie powszechne zapotrzebowanie na życzliwość. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy życzliwi dla innych, sami chcielibyśmy jej doświadczać na każdym kroku. Uśmiech, dobre słowo, miły gest, pogodne spojrzenie, serdeczny uścisk – to najbardziej pożądane cechy u napotykanych ludzi. Dla takich chwil gotowi jesteśmy niejedno zrobić, a nawet i pocierpieć.

 Czytałem kiedyś historyjkę o starszej pani, która przyszła na znaną z miłej obsługi pocztę i ustawiła się w długiej kolejce do okienka, aby zakupić znaczek na list. – Jeżeli potrzebuje pani tylko znaczek pocztowy, to bez czekania w kolejce, może pani zakupić go sobie w stojącym tuż obok automacie – poradziła jakaś życzliwa kobieta. – Tak wiem – odrzekła staruszka – ale ten automat nie zechce zapytać mnie o mój artretyzm.

 W świetle Biblii życzliwość nie ogranicza się jedynie do samych słów, uśmiechów i temu podobnych gestów. Ma ona praktyczny wymiar. Błogosławiony jest człowiek życzliwy, gdyż udziela ze swojego chleba ubogiemu [Prz 22,9]. Życzliwość jest w Biblii powiązana nie tylko z udzieleniem konkretnej pomocy, ale także z gotowością do zrobienia tego od razu. Nie mów do swego bliźniego: idź i przyjdź znowu, dam ci to jutro - jeżeli możesz to teraz uczynić [Prz 3,28].

 Życzliwość to taka postawa serca względem bliźniego, która nie potrzebuje odżywiać się jego dobrym zachowaniem. W każdym bądź razie nie uzależnia się od tego. Nawet jeżeli nasz przyjaciel postąpił źle, nadal go miłujemy i wyciągamy do niego życzliwą dłoń. W takich chwilach jest ona mu przecież szczególnie potrzebna. Strapionemu należy się życzliwość od przyjaciela, choćby nawet zaniechał bojaźni Bożej [Jb 6,14].

 Na okoliczność Światowego Dnia Życzliwości  zachęca się nas, byśmy zapomnieli o wszelkich krzywdach i antagonizmach. W ten dzień, chociaż w ten jeden dzień, niech zakróluje między nami wzajemna życzliwość. Jutro prawdopodobnie będzie znowu 'po staremu', wrócimy do ‘normalnych’ emocji, ale dzisiaj postarajmy się trzymać fason, bo to przecież wyjątkowy dzień!

 Dzień życzliwości brzmi dla nas, jak propozycja jakiegoś święta, jesteśmy bowiem z natury dziećmi gniewu, jak i inni [Ef 2,3]. Jakże inaczej jest z Bogiem! Wysławiajcie Pana, święci jego, i wyznawajcie święte imię jego! Bo tylko chwilę trwa gniew jego, ale życzliwość jego całe życie [Ps 30,5–6]. Cóż za całkowite odwrócenie proporcji! Bóg jest nam  życzliwy ciągle, przez całe nasze życie. Czasem zasmuci się lub rozgniewa, ale to jest tylko chwila w porównaniu z Jego nieustającą życzliwością w stosunku do nas.

I jeszcze jedno. Niektórych ludzi stać na wielką życzliwość w stosunku do wybranych osób, podczas gdy pozostałym potrafią wyrządzać wiele przykrości. Tymczasem Słowo Boże wzywa - bądźcie wielkoduszni wobec wszystkich [1Ts 5,14]. Jak to możliwe?  Potrzebujemy duchowego odrodzenia, obdarowania naturą dzieci Bożych. Gdy zaczynamy prawdziwie naśladować Jezusa, wówczas życzliwość staje się naszym standardowym zachowaniem na co dzień, a nie tylko emocjonalnym wysiłkiem jednego dnia w roku.