27 kwietnia, 2018

Co się liczy, gdy nadciąga burza?

Wczorajsza burza nad jeziorem Galilejskim
Widziałem wczoraj na własne oczy jak na jeziorze Galilejskim, zwanym też Tyberiadzkim, a przez miejscowych - jeziorem Kinneret, nagle potrafi rozszaleć się straszna burza. Błyskawice, szalony wicher, grad i deszcz w bardzo krótkim czasie nie tylko pozbawiły nas pięknego widoku jeziora, ale i wywołały swoistą trwogę. Od razu moje myśli znalazły się przy ewangelicznym fragmencie o uciszeniu burzy.

Tego samego dnia, wraz z nastaniem wieczoru, polecił im: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora. Pozostawili więc tłum i odpłynęli z Nim tak jak siedział w łodzi, a towarzyszyły Mu inne łodzie. Wtem rozszalała się wielka burza. Zerwał się wiatr. Fale biły w łódź z taką siłą, że woda wypełniała już wnętrze. On tymczasem był na rufie i spał na podgłówku. Obudzili Go więc i wołają: Nauczycielu, nie martwi Cię to, że giniemy? Wtedy On wstał, stłumił wiatr i powiedział do rozszalałej toni: Zamilcz! Uspokój się! I ustał wiatr — i zapanowała wielka cisza. Wówczas zwrócił się do nich: Dlaczego brak wam odwagi? Wciąż jeszcze nie macie wiary? A ich ogarnął wielki strach, tak że zaczęli mówić jeden do drugiego: Kim On jest, że są Mu posłuszne nawet wiatr i wzburzone fale? [Mk 4,35-41].

Tak nieraz bywa i w życiu. Nadciąga burza, która w jednej chwili zamienia sielankę życia w pasmo przykrości. Żadna późniejsza opowieść o niej, podobnie jak i nasze zdjęcia wczorajszej burzy, nie są w stanie odzwierciedlić jej grozy. Szalony żywioł, wypadek drogowy, śmiertelna choroba, zdrada, zawiść i wrogość drugiego człowieka - takie rzeczy nie tylko pozbawiają nas radości, ale przeobrażają życie w rozpaczliwą walkę o przetrwanie. Żaden człowiek nie jest w stanie przed nimi się zabezpieczyć, ani samodzielnie stawić im czoła. Nawet najwięksi tego świata padają ofiarą niespodziewanych tragedii.

W obliczu życiowych burz, które w każdej chwili mogą i nam się przytrafić, najważniejsze jest, aby iść przez życie z Jezusem. Uczniowie odpłynęli na drugi brzeg jeziora z Jezusem w łodzi. To był ich wielki atut. Gdy się zrobiło niebezpiecznie mieli się do kogo zwrócić z prośbą o ratunek. Byli razem z Nim. On ma władzę nawet nad żywiołami wszechświata. Rozkazał burzy, że ma się uciszyć i w jednej chwili znowu zrobiło się spokojnie.

Gdy w życiu chrześcijanina żyjącego w bliskiej więzi z Jezusem zbliża się jakaś nawałnica, staje się ona okazją do oglądania cudownej mocy Chrystusa Pana. Rzecz w tym, abyśmy Mu ufali i nie dali się zastraszyć okolicznościom, w jakich się znaleźliśmy. On ma moc nas ocalić i zachować od złego. Przecież wyraźnie powiedział do wierzących w Niego, że chociażbyśmy i umarli, żyć będziemy, bo On dał nam dar życia wiecznego.

Skoro nasz Pan jest wszechmogący, to dlaczego w ogóle dopuszcza do tego, aby takie burze nam się  zdarzały? Z różnych powodów. Nie będę się wymądrzać. Radzę jednak, abyśmy idąc przez życie stale trzymali się blisko Niego i utrzymywali z Panem Jezusem dobry kontakt. To wystarczy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza