Kto by z uczniów Jezusa pomyślał, że zaledwie po trzech latach wspólnej wędrówki ich Mistrz zostanie ukrzyżowany i pospiesznie złożony do grobu? Trochę odkryli się ze swoimi myślami i wyobrażeniami w drodze do Emaus. Na Niego to arcykapłani i nasi przełożeni wydali wyrok śmierci i ukrzyżowali. A my mieliśmy nadzieję, że On jest tym, który będzie wyzwalał Izrael. Tymczasem upływa już trzeci dzień od tego wydarzenia [Łk 24,20-21]. Jeszcze w czwartek siedzieli razem przy stole, a w sobotę On leżał już w grobie.
Kto w dniu 21 lipca 2018 roku by pomyślał, że zaledwie po ośmiu latach od chwili, gdy w domu modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku modliliśmy się o wspólne życie małżeńskie Marcina i Hani, będę patrzył na trzyletniego Władzia i roczną Anielkę, jak tulą się już tylko do Mamy, bo Tatę złożyliśmy dzisiaj do grobu? Jakże kruche i ulotne jest nasze życie...
Jezus oddał swoje życie za nas, aby nas usprawiedliwić i obdarować życiem wiecznym. Następnie zmartwychwstał, poszedł do Ojca z ofiarą pojednania, aby otworzyć nam drogę powrotu do społeczności z Bogiem. Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6] - poinstruował swoich uczniów. Kto by jednak pomyślał, że aby trafić do nieba, trzeba narodzić się na nowo, że trzeba osobiście uwierzyć w Jezusa Chrystusa, oddać Mu swoje serce, ochrzcić się chrztem wiary i Go naśladować?
Koniecznie trzeba, aby każdy z nas o tym pomyślał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz