09 stycznia, 2026

Prawdziwa, a nie udawana!

Parę dni temu dostałem od pewnej chrześcijanki link do nagrania na YouTube, w którym ktoś wzywa do zaopatrzenia się w ryż, fasolę olej, miód i sól, w celu przetrwania zbliżającego się kryzysu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że autor owego przesłania włożył swoje słowa w usta śp. Billy Grahama. Domyślam się, że wykorzystując autorytet znanego ewangelisty, chciał w ten sposób podwyższyć rangę swojego utworu. Niestety, taki zabieg - przypominający apokryficzną twórczość z czasów wczesnego Kościoła - podważa wiarygodność choćby nie wiem jak słusznej treści i nie może być traktowany jako prawdziwy.

Biblia mówi, że podobnie - jak ów sfałszowany filmik - może też przedstawiać się wartość pobożności niektórych chrześcijan. Już w pierwszych dekadach Kościoła w jego szeregach pojawili się bowiem ludzie kochający przyjemności bardziej niż Boga, stwarzający pozory pobożności, lecz będący zaprzeczeniem jej mocy [2Tm 3,4-5]. Prawdziwa pobożność zawsze jest zgodna z duchem ewangelii Chrystusowej i cechuje się m.in. niezwykłą mocą. Apostolskie świadectwo życia i służby wskazuje, że jest to moc nie tylko do nadnaturalnych czynów ale także, a może i przede wszystkim, do przetrwania w wierze każdych prób i prześladowań.

Jeśli szukać gdzieś wzorców prawdziwej pobożności, to mamy ją objawioną w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Bo z całą oczywistością ujawnia się wielka tajemnica pobożności: Objawił się nam jako człowiek, Duch go potwierdził, ukazał się aniołom, ogłoszony został narodom, świat w Niego wierzy, do nieba został wzięty w chwale [1Tym 3,16]. Życie, słowa i czyny Jezusa z Nazaretu – to jedyne pewne jej kryterium. Ustanawianie nowych wzorców pobożności dostosowanych do współczesnej kultury i trendów społecznych, próby zmieniania obrazu Chrystusa Jezusa, owocuje tworzeniem się substytutu Kościoła, a nie jego kontynuacją. Jeżeli trwacie przy mojej nauce, jesteście naprawdę moimi uczniami [Jn 8,31] - powiedział Pan. Owszem, udawana pobożność przede wszystkim jest wynikiem obłudy człowieka zainfekowanego grzechem, lecz - uwaga! - może zrodzić się także z gorliwych prób przypodobywania się Bogu na własne sposoby. Przekonali się o tym synowie Aarona, gdy wpadli na pomysł, aby kadzić Bogu po swojemu.

Prawdziwa pobożność to ścisłe trzymanie się Słowa Bożego, to - innymi słowy - robienie wszystkiego "po Bożemu". Jeśli ktoś naucza inaczej i nie postępuje według zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, to zaślepia go pycha [1Tm 6,3]. Pycha brzydzi się naśladowaniem. Chce być awangardą. Prostolinijne i wierne trzymanie się nauki apostolskiej uznaje za słabość i oznakę stagnacji. Deprecjonując biblijną pobożność, wyprowadza ludzi na manowce działalności kościołopodobnej i ewangelicznym treściom nadaje nowego znaczenia. Wynikający z tego rozdźwięk między niedzielną euforią a codzienną praktyką życia, wiarę tak prowadzonych ludzi wcześniej czy później skazuje na fiasko. Zatem wzywam: Wypróbujcie samych siebie, czy trwacie w wierze, i doświadczajcie siebie samych. Czy nie znacie siebie i nie wiecie, że Jezus Chrystus jest wśród was? [2Ko 13,5]. Niech nasza pobożność będzie prawdziwa, a nie udawana!

Na koniec dodam, że kto wykorzystuje autorytet Słowa Bożego do upowszechniania własnych idei, ten dopuszcza się bezprawia. Billy Graham nie może wystąpić przeciwko wspomnianym na początku nadużyciom, bo nie ma go już na tym świecie. Ale Chrystus Pan..?  Zobacz np. Mt 7,22-23.

27 grudnia, 2025

Pocałujcie Syna!

Pod wpływem ducha czasu coraz trudniej przychodzi nam traktowanie innych za wyższych od siebie. Przecież my jesteśmy tak samo ważni! Owszem, jesteśmy skłonni kogoś pochwalić, lecz pod warunkiem, że ktoś przynajmniej tak samo pochwali nas. Gdy idziemy na czyjeś urodziny – to nie tyle ze względu na solenizanta, co bardziej po to, by sobie dobrze pojeść, popić, spotkać się z kimś, a może przy tym ubić też jakiś interes. Z niesmakiem patrzymy na osoby zachwycające się czyjąś pozycją i osiągnięciami. Wyśmiewamy postawy służebne. Buntujemy się przeciwko władzy. Odrzucamy autorytety. Żądamy równości. Jak to się ma do objawionej w Piśmie Świętym prawdy o absolutnej władzy Boga?

Zapatrzeni w siebie ludzie nie lubią Słowa Bożego. Ono bowiem zdecydowanie piętnuje ludzką pychę i wywyższanie człowieka. Biblia każe nam zaprzeć się samego siebie i uniżyć się przed Bogiem. Problem narasta, bo już nie tylko ludzie bezbożni chcą żyć po swojemu. Również w kręgach chrześcijańskich zauważamy coraz odważniejsze próby zmieniania obrazu Boga i dostosowywania Go do ludzkich gustów i oczekiwań.

Zajrzyjmy dziś razem do Psalmu Drugiego. Jest to Psalm królewsko-mesjański. Mowa w nim o Królu czasów przyszłych, Mesjaszu o nadprzyrodzonej godności Syna Bożego. Cały ten Psalm dzieli się na cztery strofy: Pierwsza mówi o buncie królów ziemskich przeciwko Bogu i Jego Chrystusowi. Druga opisuje majestat i wielkość PANA, Króla Niebios, wobec ziemskich królów. W trzeciej strofie tego Psalmu pojawia się Król – Mesjasz, któremu PAN daje w dziedzictwo wszystkie narody i ustanawia Go ich władcą. Końcowa strofa jest pouczeniem, aby ludzie chętnie poddali się Synowi Bożemu, gdyż to jedyna droga zyskująca Bożą przychylność.

Przedmiotem tego rozważania jest druga część Psalmu. Ogłoszę dekret: PAN powiedział do mnie: Ty jesteś moim Synem, ja ciebie dziś zrodziłem. Poproś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi na własność. Potłuczesz je laską żelazną, jak naczynie gliniane je pokruszysz. Teraz więc, królowie, zrozumcie, przyjmijcie pouczenie, sędziowie ziemi! Służcie PANU z bojaźnią i radujcie się z drżeniem. Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby Jego gniew choć trochę się zapalił. Błogosławieni wszyscy, którzy Mu ufają (Ps 2,7-12).

Na wiele lat przed narodzeniem Jezusa z Nazaretu, Duch Chrystusowy ustami Dawida ogłosił dekret: PAN powiedział do mnie: Ty jesteś moim Synem, ja ciebie dziś zrodziłem. Użyte tu w oryginale słowo oznaczało protokół spisywany podczas przyjmowania przez nowego władcę uprawnień do godności królewskiej. Apostolskie świadectwo potwierdza, że w tym dekrecie chodzi właśnie o Jezusa. Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, powołany jako apostoł, przydzielony do głoszenia Bożej dobrej nowiny. Bóg obiecał jej nadejście już wcześniej, za pośrednictwem swoich proroków, w Pismach Świętych. Dotyczy ona Jego Syna, który według ciała jest potomkiem Dawida, lecz według Ducha uświęcenia, z racji zmartwychwstania, okazał się Synem Boga potężnym w swojej mocy. To Jezus Chrystus, nasz Pan (Rz 1,1-4).

Tak więc przyszły Król Mesjasz ogłosił, że jako Syn z dniem narodzenia, razem z godnością królewską, otrzymał od Jahwe w dziedzictwo na własność narody ziemi. Poproś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi na własność. Potłuczesz je laską żelazną, jak naczynie gliniane je pokruszysz. O absolutnej władzy Syna Bożego nad narodami dobitnie świadczy ostatnia księga Biblii: I porodziła syna, chłopczyka, który rządzić będzie wszystkimi narodami laską żelazną; dziecię jej zostało porwane do Boga i do jego tronu (Obj 12,5). A z ust jego wychodzi ostry miecz, którym miał pobić narody, i będzie nimi rządził laską żelazną, On sam też tłoczy kadź wina zapalczywego gniewu Boga, Wszechmogącego (Obj 19,15). Władza Mesjasza jako Syna, dziedzica narodów ziemi, jest władzą absolutną, taką samą jak władza Jahwe. Oto przychodzi wśród obłoków, i ujrzy Go wszelkie oko, a także ci, którzy Go przebili, i będą biadać nad Nim wszystkie plemiona ziemi. Tak jest! Amen (Obj 1,7).

Na mocy dekretu Najwyższego, Synowi Bożemu należy się całkowite poddanie. Teraz więc, królowie, zrozumcie, przyjmijcie pouczenie, sędziowie ziemi! Służcie PANU z bojaźnią i radujcie się z drżeniem. Wspomniany na początku duch czasu w każdym człowieku próbuje zbudować poczucie własnej wartości i wysokie mniemanie o sobie samym. Z tej racji wszyscy chcemy być „królami”. Tak też - przynajmniej w obrębie najbliższego otoczenia – coraz częściej się zachowujemy. Nie chcemy aby ktoś nam mówił, co mamy myśleć i robić. Chcemy królować! Słowo Boże każe nam jednak zejść z tronu. Mając świadomość, kim jest Syn, nawet najważniejsi ludzie na ziemi powinni zmienić myślenie. Z “królów i “sędziów” stać się sługami. Dodajmy, że PAN przygląda się ludziom, w jakiej atmosferze odbywa się uznanie władzy Syna. Nieraz bowiem jest tak, że polecenia zwierzchnika wykonujemy z ciężkim sercem i narzekaniem. Rzecz w tym, żeby nie było tak w odniesieniu do Syna Bożego.

Bóg wzywa do okazania serdecznej i radosnej postawy względem Jego Syna. W Biblii Gdańskiej czytamy - Pocałujcie Syna. W Biblii Poznańskiej - całujcie z drżeniem Jego stopy! Zaś w Biblii Warszawskiej -  Z drżeniem złóżcie Mu hołd. Respekt przed Synem Bożym ma splatać się z miłością do Niego, a w miłości do Syna Bożego powinno ludziom drżeć serce. Dlaczego? Ponieważ Bóg, który jest miłością (1Jn 4,16) jest też ogniem trawiącym (Hbr 12,23). Pismo Święte ostrzega przed gniewem Bożym. Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby jego gniew choć trochę się zapalił. Władza Syna polega również na tym, że może On rozgniewać się i wygubić, kogo zechce. Gdy ktoś mówi o Nim prawdę, gdy należycie i godnie Go reprezentuje, będzie mieć Jego błogosławieństwo. Jeżeli natomiast ukazuje ludziom wypaczony, własny obraz Boga, On łatwo może zapłonąć gniewem i usunąć takiego człowieka nie tylko z szeregów swoich wyznawców ale i w ogóle z tego świata.

W jakich okolicznościach w nas – jako rodzicach, kierownikach, nauczycielach, przewodnikach, szefach – wzbiera gniew? Gdy jesteśmy lekceważeni. Gdy okazuje się nam jawne nieposłuszeństwo. Gdy ktoś nam pyskuje lub buntuje innych ludzi przeciwko nam. Gdy rozpowiada o nas niestworzone rzeczy. Zrozumiałe, że się w takich sytuacjach oburzamy. Czy więc jest w tym coś dziwnego, że Syn Boży objawi swój gniew, widząc ludzkie nieposłuszeństwo ewangelii Chrystusowej? Jak można zapewnić sobie błogosławieństwo Boże i Jego przychylność? Błogosławieni wszyscy, którzy Mu ufają – odpowiada natchniony tekst. Trzeba zaufać Bogu na słowo. Z całego serca uwierzyć w Jezusa Chrystusa! Całkowicie zdać się na Niego!

W związku z powyższym mam poważny apel do wszystkich wyznawców Jezusa Chrystusa. Na nas, przede wszystkim na nas, spoczywa zadanie należytego stosunku do Syna Bożego. Służcie Jahwe z bojaźnią i Jego nogi ze drżeniem całujcie, bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze, gdyż gniew Jego prędko wybucha – czytamy w Biblii Tysiąclecia. Pocałujcie Syna, by się snać nie rozgniewał, i zginęlibyście w drodze, gdyby się najmniej zapaliła popędliwość Jego – nawołuje Biblia Gdańska. Służcie PANU z bojaźnią, cieszcie się, lecz drżyjcie! Złóżcie hołd Synowi, by się nie rozgniewał, a wy, abyście przez to nie zgubili drogi! Gdyż Jego gniew wywołać nietrudno – łagodnie ostrzega Biblia Ewangeliczna. Niech otaczający nas ludzie na naszym przykładzie zobaczą na czym polega prawdziwa pobożność!

W oczach PANA liczy się żarliwość naszej miłości do Niego, a zarazem nie może nam przy tym zabraknąć bojaźni Bożej. Kto ośmiela zwać się chrześcijaninem, ten niech odnosi się do Syna Bożego z najwyższym respektem i szacunkiem. To, kim jest dla nas Jezus Chrystus naprawdę, pokazujemy naszym postępowaniem. Także tym, jak o Nim opowiadamy innym ludziom i jak Jego naukę stosujemy w codziennym życiu. Me serce drży, gdy myślę o Jezusie – śpiewamy w refrenie jednej z pieśni.

Uwaga! Liczy się w tym także nasza miłość do Kościoła i jego lokalnego zboru. Są ludzie uważający się za chrześcijan, a pogardzający zborem. Biblia mówi, że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Nie można więc całować Syna, a pomijać i lekceważyć lokalną wspólnotę ludu Bożego. O, jakże kocham Twój, najświętszy Boże, dom, też żywy Kościół z ludzkich dusz zbawionych Twoją krwią! – wyznajemy w jednym z hymnów. Tak więc do dzieła, Bracia i Siostry! Dołóżmy starań, aby nie tylko przynależeć do zboru Pańskiego ale też aktywnie przyczyniać się do jego działalności. Nie zaniedbamy domu naszego Boga (Neh 10,40).

W oparciu o ten sam Psalm 2. chcę skierować parę słów do osób skupionych na sobie, dla których Jezus Chrystus jest kimś obojętnym. Jak się czujecie, gdy ktoś bawi się na całego, a was traktuje jak powietrze? Na przykład, przyszedł na wasze urodziny, jest w waszym domu, korzysta z wszystkiego, a na was nie zwraca uwagi! Jeśli podobnie myślimy, to jest wam co najmniej przykro. Dlatego zachęcam was, abyście zmienili podejście do Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Przestańcie Go lekceważyć. On powołał was do życia w tym celu, abyście Mu służyli i oddawali chwałę Bogu. Dopóki tego nie robicie, dopóty nie spełniacie swej życiowej roli i jesteście w stanie buntu przeciwko Bogu. Najwyższy czas to zmienić! Serdecznie was do tego zachęcam.

Mam też słówko do krytykantów pobożności innej niż wasza. Za przykład niech nam tu posłuży sposób świętowania narodzin Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Niektórzy - w imię źle pojętej prawowierności – opluwają i wyśmiewają święta Narodzenia Pańskiego. Pod jednym z moich przedświątecznych rozważań o Jezusie, ktoś napisał: Pogańskie święta celebrujecie! Saturnalia, ku czci Boga słońca. Bałwochwalcy! Póki co, w imię Boże proszę:  Złóżcie hołd Synowi, by się nie rozgniewał, a wy, abyście przez to nie zgubili drogi! Uważajcie, bo to co robicie może rozgniewać Boga, a wtedy całkowicie się pogubicie. Znam już takich, co krytykowali innych, a sami stali się rozbitkami w wierze.

Wszyscy pamiętajmy, że Bóg Ojciec uważnie patrzy na to, jak się odnosimy do Jednorodzonego Syna Bożego. Jako ojciec wiem coś na ten temat. Lubię tych, co lubią mojego syna. Gdy ktoś go lekceważy lub poniża, naraża się na mój gniew. Tym bardziej narażamy się na święty gniew Boga, lekceważąc Syna Bożego, podważając Jego boskość lub pomniejszając Jego znaczenie. Wziął On bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki Go doszedł głos od Majestatu chwały: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem (2Pt 1,17).

Pocałujcie Syna! – wzywa nas Słowo Boże. Pocałunek – to forma wyrażenia miłości, zachwytu i serdecznego związku. W księdze Pieśni nad Pieśniami Oblubienica wyznaje: Ach, gdybyś ty był moim bratem, wykarmionym piersiami mojej matki, to spotkawszy cię gdziekolwiek, zaraz bym cię ucałowała i nikt by mnie za to nie zganił (PnP 8,1). Te słowa skierowane do Oblubieńca świadczą, że Pieśń nad Pieśniami, to nie erotyk, jak niektórzy chcieliby ją traktować, a natchniona księga oddająca poziom serdecznego związku Kościoła z Chrystusem. Polecam jej treść w celu uwolnienia się od wpływu wszelkiej maści krytykantów. Nic nas nie ma prawa wstrzymywać na drodze bezgranicznego rozkochania się w Jezusie!

Kończąc, w autorytecie Słowa Bożego i z całą powagą ogłaszam, że narodzony około 2030 lat temu Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, jedynym Zbawicielem, Panem i ustanowionym przez Boga Sędzią wszystkich ludzi. Zatem, na postawie rozważonego tu fragmentu Pisma Świętego, wszystkim nam życzę, abyśmy w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach do tego stopnia nabrali respektu i czci w stosunku do Pana Jezusa Chrystusa, by z drżeniem całować Jego stopy i szczerze składać Mu hołd. Najwyższy już czas, by On naprawdę zakrólował w naszych sercach! Życzę nam wszystkim, byśmy na co dzień okazywali się prawdziwymi czcicielami i wyznawcami Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Pocałujcie Syna!

24 grudnia, 2025

Życzenia Świąteczne 2025

Na okoliczność Świąt Narodzenia Pańskiego A.D. 2025 - w autorytecie Słowa Bożego i z całą powagą - ogłaszam, że narodzony około 2030 lat temu Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, jedynym Zbawicielem, Panem i ustanowionym przez Boga Sędzią wszystkich ludzi.

Jednocześnie na postawie Psalmu 2,12 - Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby Jego gniew choć trochę się zapalił -  wszystkim moim Znajomym, Czytelnikom, Słuchaczom nagranej przeze mnie Biblii, a przede wszystkim Braciom i Siostrom z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku - życzę, abyśmy w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach do tego stopnia nabrali respektu i czci w stosunku do Pana Jezusa Chrystusa, by z drżeniem całować Jego stopy i szczerze składać Mu hołd. 

Najwyższy już czas, by On naprawdę zakrólował w naszych sercach! Życzę nam wszystkim, byśmy w tegorocznym okresie świątecznym okazali się prawdziwymi czcicielami i wyznawcami Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Niech - w trakcie świątecznych spotkań, biesiad i uścisków - ogarnia nas święty smutek i niepokój, dopóki tak się nie stanie. Pocałujcie Syna!

P.S. Więcej na ten temat w jutrzejszym kazaniu Słowa Bożego w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE pod tym samym tytułem.

Pocałujcie Syna!

04 grudnia, 2025

Duchowa bezdomność

Każdego roku późną jesienią w naszym społeczeństwie na nowo ożywa temat bezdomności. Wiele osób, które latem - zdawać by się mogło - całkiem nieźle radziło sobie bez własnego kąta, staje się obiektem społecznej troski. Służby socjalne dwoją się i troją, by z nadejściem mrozów bezdomnym ludziom zapewnić warunki niezbędne do przetrwania zimy. Niektóre z tych osób same w porę szukają dla siebie schronienia na zimowe miesiące, lecz wciąż są i takie, które na tyle cenią swą "wolność", że trzeba je tropić i namawiać na ciepłe łóżko, aby uratować je przed zamarznięciem. Niech to zjawisko społeczne w niniejszym rozważaniu posłuży nam, jako ilustracja zachowania coraz większej liczby ewangelicznych chrześcijan.

Zacznijmy od tego, że każdy normalny chrześcijanin przynależy do jakiegoś Zboru. Najczęściej jest to wspólnota blisko miejsca zamieszkania. Bywa jednak i tak, że naszym domem duchowym jest Zbór oddalony nawet o wiele kilometrów, co przy dzisiejszych środkach komunikacji nie stanowi większego problemu. Ważne, że Pismo Święte wszystkich naśladowców Chrystusa widzi w społeczności lokalnego Zboru Kościoła a Duch Święty nieodpartą potrzebę przynależności i trwania we wspólnocie świętych wpisuje w duszę osób narodzonych na nowo. Dzięki temu, niezależnie od warunków zewnętrznych, osobistych nastrojów oraz życiowych sytuacji, jesteśmy domownikami wiary. Ciesząc się domem duchowym, czujemy się za niego współodpowiedzialni. Korzystamy z różnych zasobów wspólnoty ale też razem z innymi jej członkami dbamy o bieżące utrzymanie Zboru. Podobnie jak normalni użytkownicy mieszkania regulują rachunki, utrzymują porządek i myślą o zaopatrzeniu lodówki, tak też członkowie Zboru mają to na uwadze w odniesieniu do miejsca wspólnych zgromadzeń.

Dużo łatwiej jest nie mieć na głowie tego rodzaju odpowiedzialności. Bezdomność wielu ludzi właśnie stąd się wzięła, że w jakimś momencie życia machnęli ręką na te przyziemne obowiązki. Poczuli wiosnę. Przestali pracować, regulować rachunki i dbać o swoje kąty. Lato wolności szybko minęło i zanim nadeszły mrozy niedostatku, stracili klucze do swego miejsca schronienia. Nastał czas rozglądania się za jakąś ogrzewalnią, jadłodajnią, noclegownią lub domem pomocy społecznej. Tak zachowują się też niektórzy chrześcijanie. Przestają miłować i doceniać swój Zbór. Powoli odpływają na fali źle pojętej wolności w Chrystusie. Jacyś inni, duchowo bezdomni ludzie, "zaświecili" im walorami życia bez kościelnej przynależności, tak że do pewnego czasu są wręcz święcie przekonani o słuszności  pójścia za ich przykładem. Jednak wcześniej, czy później staje się jasne, że potrzebują wspólnoty Kościoła. 

Dzisiaj przed sklepem widziałem młodego człowieka, jak zagadywał ludzi, żeby mu coś kupili. Dlaczego? Ponieważ przebimbał lato i nie ma nawet na chleb. Nieraz widzimy, jak po ciepły posiłek ustawia się długa kolejka. Dlaczego? Bo ci ludzie nie mają kuchenki ani warunków do jego przygotowania. Do miejskiej ogrzewalni cisną się osoby, którym zrobiło się naprawdę zimno, a niestety nie mają już własnego kąta i piecyka. Do czego piję? Ludzie zwący się chrześcijanami, a żyjący bez przynależności do Zboru, w jakimś momencie zaczynają łaknąć chleba, pragną zasiąść z innymi do stołu, no i nieco ogrzać się duchowo. Co wtedy robią? Jeżeli własna duma nie stanie im na przeszkodzie, wtedy idą do jakiegoś Zboru albo jadą na konferencję. Pojawiają się w różnych miejscach, bo są przecież duchowo bezdomni. Niektórzy z nich przypominają sobie o wspólnocie w sytuacji potrzeby, gdy na horyzoncie zarysuje się im jakaś chwilowa korzyść lub zawiśnie nad nimi widmo poważnej choroby. Pamiętam, jak przed laty w Zborze regularnie zaczęła pojawiać się dawno nie widziana kobieta, co wywołało wśród nas oczywistą radość. Wkrótce okazało się, że jej mąż śmiertelnie choruje. Zorganizowaliśmy mu za friko chrześcijański pogrzeb oraz poczęstunek dla uczestników uroczystości, a parę tygodni potem owa "chrześcijanka" znowu zniknęła nam z oczu.

Mam świadomość rozmaitych przykrości i rozczarowań, których można doświadczyć w Zborze. Właśnie tym najczęściej tłumaczą swoje odejścia od społeczności osoby bez przynależności kościelnej. Wszakże podobnie jak normalni ludzie z powodu jakiejś usterki i konieczności remontu nie porzucają swego domu, tak też odpowiedzialni chrześcijanie nie decydują się na duchową bezdomność z uwagi na jakiś mankament w lokalnej wspólnocie Kościoła. Biblia oczekuje od nas dojrzałości w wierze. Wyrażamy ją m.in. staraniami o naprawę i odbudowę tego, co się popsuło, bo przynależność do Zboru jest wartością na wagę złota. O jedno proszę Jahwe i tego tylko pragnę gorąco: bym mógł przebywać w Domu Jahwe po wszystkie dni mojego życia, doświadczając łaskawości Jahwe i odwiedzając Jego Świątynię. On skryje mnie w swym Przybytku w dzień przeciwności, schroni mnie w głębi swego Namiotu, wyniesie wysoko na opokę [Ps 27,4-5].

Miłujmy swój Zbór, jakikolwiek jest - mały, średni czy duży. Dbajmy o nasz dom duchowy bez względu na to, jak wygląda na tle innych wspólnot, a nigdy nie popadniemy w duchową bezdomność.

Więcej na ten temat w tekście: Czy potrzebujemy przynależności do lokalnego Zboru Kościoła?

20 listopada, 2025

Współczesna wersja troski o życie

Wielu z nas pamięta, jak w dawnych latach martwiliśmy się o zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. Co włożyć do garnka, by nakarmić gromadkę dzieci? Gdzie zdobyć żywność, gdy w sklepach pustki? I chociaż wciąż są ludzie cierpiący niedostatek, to jednak większość z nas obecnie ma pełną lodówkę. Czyż więc Chrystusowe wezwanie do zaprzestania trosk o jedzenie i picie przestało mieć zastosowanie w życiu współczesnych chrześcijan? Owszem, w krajach wysoko rozwiniętych nie cierpimy już głodu. Troski jednak pozostały, bo nasze zmartwienie o to, co jeść i co pić, weszło w nową fazę i nabrały innego charakteru.

 Obecnie dla coraz większej liczby osób staje się ważna tzw. zdrowa żywność i przestrzeganie różnego rodzaju diet. Nie chodzi już o to, aby nie umrzeć z głodu, lecz aby utrzymać formę i żyć jak najdłużej. Tysiące ludzi zastanawia się nad tym, co pomaga, a co szkodzi ich długowieczności? Jak wyeliminować z organizmu zły cholesterol? Jak zmniejszyć ryzyko choroby nowotworowej? Co jeść, aby należycie zadbać o prawidłową gospodarkę energetyczną swojego ciała? W jaki sposób wspierać swój układ odpornościowy? Jak spowolnić proces starzenia? Tego rodzaju kwestie spędzają dziś sen z oczu mnóstwa osób. A zatem wciąż jak najbardziej na czasie pozostają słowa Jezusa. Przestańcie martwić się o życie, o to, co zjeść lub wypić; a także o ciało, o to, w co się ubrać. Bo czy życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż okrycie? [Mt 6,25].

Z moich skromnych obserwacji wynika, że obfitość dóbr nie zapewnia życia [Łk 12,15]. Iluż to już ludzi mających dostęp do wszelkich środków prozdrowotnych i leczniczych umarło w kwiecie wieku! Kto z was, pomimo ciągłej troski, może swoje życie wydłużyć choćby o godzinę? [Mt 6,27] - pyta nas Słowo Boże. Znam przypadki ludzi, którzy wręcz książkowo dbali o swoje zdrowie, a jednak się rozchorowali. Znam też osoby niemające nawet możliwości, by zdrowo jadać, a wciąż żyją i mają się dobrze. Dawcą życia jest Bóg i On wyznacza ilość naszych dni tutaj na ziemi. PANIE, powiedz, kiedy nadejdzie mój kres, daj mi znać, ile pozostało mi lat — Niech wiem, jak jestem znikomy! Oto wymierzyłeś moje dni na szerokość kilku dłoni [Ps 39,4-5] - w natchnieniu Ducha prosił król Dawid. Tak jak nikt nie może troskliwą zapobiegliwością dodać do swojego wzrostu łokieć jeden [Łk 12,25], tak też żadne ludzkie środki i starania nie wydłużą wyznaczonego nam przez Boga ziemskiego życia.

Mój z tego wniosek jest więc prosty. Jako chrześcijanin mam to szczęście, że w żadnej sprawie nie jestem zdany na siebie samego. Duch Święty jest moim Doradcą, Opiekunem i Pocieszycielem. On jest rękojmią mojego zbawienia i z pewnością w stosowym czasie doprowadzi mnie do celu. Póki co, mogę śmiało jadać to, na co mam ochotę i co akurat jest dostępne, bo nie ma dla człowieka nic lepszego niż to, by się najeść i napić, i korzystać z dóbr zdobytych własnym trudem [Kzn 2,24]. Całą moją uwagę i aktywność chcę kierować na Królestwo Boże, aby jak najlepiej zadbać o jego interesy. Gdy tak robię, jestem spokojny o to, że dopóki Bóg widzi moją użyteczność dla Królestwa Bożego na ziemi mogę za apostołem Pawłem powtarzać, że pozostanę przy życiu i będę z wami wszystkimi, abyście robili postępy i radowali się w wierze [Flp 1,25]. Gdy zaś PAN uzna, że  czas rozstania mego z życiem nadszedł [2Tm 4,6], bo już nic korzystnego dla sprawy Bożej na ziemi nie zrobię, a nawet mógłbym przynieść ujmę imieniu Bożemu, to zabierze mnie stąd i nic Go w tym nie powstrzyma.

Taki jest mój stosunek do typowych, i tych dawnych, i współczesnych trosk o życie. Dlatego nie martwcie się i nie zastanawiajcie: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? W co się ubierzemy? O to wszystko kłopoczą się narody. Wasz Ojciec w niebie wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane [Mt 6,31-33].

14 listopada, 2025

Konferencja czy audiencja?

W środowiskach chrześcijańskich zapanowała moda na konferencje, wielkie koncerty uwielbienia, weekendy integracyjne, szkolenia i rozmaite eventy, gromadzące ludzi wokół ich pasji, potrzeb i zainteresowań. Nie wiem skąd wziął się ten pomysł, że powołania Bożego, że inspiracji i wyposażenia do służby Bożej należy szukać w zgrupowaniach i w zbiorowym przeżywaniu społeczności z Bogiem, bo przecież w świetle Biblii sprawa wygląda zgoła inaczej.

Zacznijmy od natchnionych ksiąg Pisma Świętego Nowego Testamentu. Jak i gdzie do służby przygotował się Jan Chrzciciel? Otóż doszło Słowo Boże Jana, syna Zachariasza, na pustyni. I przeszedł całą krainę nadjordańską, głosząc chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów [Łk 3,2-3]. Gdzie był Jezus tuż przed rozpoczęciem publicznej służby? I zaraz powiódł go Duch na pustynię. I był na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez szatana, i przebywał pośród zwierząt, a aniołowie służyli mu. A potem, gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii [Mk 1,12-15]. Jaki plan szkoleniowy miał dla swoich uczniów? I powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii [Mk 3,14]. A kto Pawła apostoła inspirował i szkolił do tak wielkiej i owocnej posługi? Gdy jednak spodobało się Bogu, który mnie wyznaczył jeszcze w łonie mojej matki i powołał dzięki swojej łasce, żeby we mnie objawić swego Syna, abym głosił Go między poganami, nie radziłem się ciała ani krwi. Nie udałem się też do Jerozolimy, do tych, którzy przede mną byli apostołami, lecz natychmiast odszedłem do Arabii [Ga 1,15-17]. Parę lat później Barnaba poszedł do Tarsu, aby odszukać Saula, a gdy go znalazł, przyprowadził go do Antiochii [Dz 11,25-26], skąd po pewnym czasie wyruszyli w pierwszą podróż misyjną. Świadectwo apostolskie wyraźnie wskazuje, że jego przygotowanie do służby nastąpiło w odosobnieniu, w ramach osobistej społeczności z Panem Jezusem. Oznajmiam wam bowiem, bracia: Dobra nowina, którą wam głosiłem, nie jest owocem myśli ludzkiej. Nie przejąłem jej od człowieka ani nikt mnie jej nie nauczył. Mam ją dzięki objawieniu Jezusa Chrystusa [Ga 1,11-12]. 

Nie inaczej było z prawdziwymi prorokami Bożymi w czasach Starego Przymierza. Mojżesz, Samuel, Eliasz, Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel, Amos - każdy w odosobnieniu i w osobistej rozmowie z Bogiem odbierał swoje powołanie oraz treść poselstwa. Owszem, i wówczas działały szkoły prorockie, ale w Biblii nie czytam, by zgrupowani prorocy byli autorami dobrej posługi duchowej w Izraelu. Oto przykład: Król izraelski zgromadził więc proroków w liczbie około czterystu mężów i zapytał ich: Czy mam wyruszyć na wojnę pod Ramot Gileadzkie, czy też mam tego zaniechać? A oni odpowiedzieli: Wyrusz, a Pan wyda je w rękę króla [1Krl 22,6]. Jak z dalszego opisu wynika, występujący razem, wzajemnie nakręcający się prorocy, ulegli zbiorowemu zwiedzeniu [zob. 2Krn 18,21]. W innych okolicznościach Jeremiaszowi Bóg odpowiedział: Ci prorocy kłamią. I to w moim imieniu. Nie posłałem ich, nie przekazałem im żadnych poleceń ani nie przemawiałem do nich. Ich widzenia są kłamstwem, ich wróżby nie mają wartości, prorokują sobie przed wami nic innego jak własne złudzenia! [Jr 14,14]. Prawdziwi słudzy Boży oddzielali się, wsłuchiwali się w głos Boży i w stosownym czasie ruszali z przesłaniem zaadresowanym do konkretnych miejsc dopiero wtedy, gdy osobiście zostali przez Boga posłani.

Czy aby głosić ewangelię koniecznie trzeba najpierw pojechać na spotkanie ze sławnym ewangelistą? Czy dzisiejszy sługa Boży w celu rozpoznania własnego powołania potrzebuje kogoś biegającego z mikrofonem po scenie? Czy składanie świadectwa o Jezusie w dzisiejszych czasach zostało uzależnione od udziału w szumnych konferencjach i od włożenia rąk ludzi obiecujących duchowe przełomy? Ten, którego posłał Bóg, głosi Słowa Boże; gdyż Bóg udziela Ducha bez miary [Jn 3,34] - powiedział Pan Jezus. Kto chce naprawdę być sługą Bożym, ten - zanim pójdzie do ludzi - najpierw potrzebuje się oddzielić, osobiście rozmawiać z Bogiem i wsłuchać się w głos Ducha Świętego. Uczestnicząc w gwarnych spotkaniach z głośną muzyką łatwo ulegamy złudzeniu, że dzięki temu otrzymujemy powołanie i duchowe upoważnienie do posługi w imieniu Jezusa. Może się to niestety skończyć wielką przykrością, gdy PAN powie: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie [Mt 7,23]. Zabiegając u samego Chrystusa Pana o udzielenie nam audiencji i mając za sobą czas spędzony z Nim osobiście, mamy pewność, że będzie prowadzić nas Duch Święty, a nie rozbudzone przez ludzi zbiorowe chęci i emocje.

Chcesz być przez Boga posyłany i używany? Oddzielaj się dla Niego. Weź parę dni urlopu nie po to, by jechać na reklamowany event, lecz by w modlitwie zaszyć się gdzieś na uboczu z Biblią w ręku. Proś o napełnienie Duchem Świętym i objawienie woli Bożej, co i kiedy masz robić. Potrzebujesz audiencji, a nie kolejnej konferencji.