05 listopada, 2011

Czy masz już przeszczepione serce?

Wspomnijmy dziś, w procesie ratowania życia, wydarzenie wagi niezwykłej. 5 listopada 1985 roku prof. Zbigniew Religa dokonał pierwszej w Polsce udanej transplantacji serca. Obecnie w naszym kraju przeprowadza się corocznie ponad sto takich operacji.

 Nadmieńmy, że pierwszy na świecie przeszczep ludzkiego serca miał miejsce w 1967 roku w Afryce Południowej. Chociaż był nieudany, to jednak na tyle zainspirował lekarzy, że dziś każdego roku tysiącom ludzi na świecie można przedłużać życie, w miejsce ich niesprawnego już serca wstawiając serce zdrowe.

 O podobnej operacji, tyle że niematerialnej, mówi też Biblia. Swego czasu Bóg zapowiedział duchowe przeszczepianie serc u Izraelitów. I zabiorę was spośród narodów, i zgromadzę was ze wszystkich ziem; i sprowadzę was do waszej ziemi, i pokropię was czystą wodą, i będziecie czyści od wszystkich waszych nieczystości i od wszystkich waszych bałwanów oczyszczę was. I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań, moich praw będziecie przestrzegać i wykonywać je [Ez 36,24–27].

 Ta wielka akcja wymiany serc w narodzie izraelskim jest we wstępnej fazie przygotowania. Ponownie mają swoje państwo, wracają i mieszkają już na swojej ziemi. Nadchodzi pora, że Bóg – zgodnie z zapowiedzią – zajmie się ich sercami. Nie jest powiedziane w Biblii, że obejmie to każdego Izraelitę, ale Boża obietnica pojednania się Żydów z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa z pewnością zostanie dotrzymana.

 Syn Boży przyszedł zbawić od grzechu nie tylko samych Żydów. Mam i inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te muszę przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz [Jn 10,16]. Od czasu, gdy zmarł na krzyżu za grzech świata, a następnie zmartwychwstał, wstąpił do nieba i zasiadł na prawicy Ojca, od tamtych dni miliony ludzi z różnych narodów, którzy uwierzyli w Jezusa Chrystusa, przeżyło duchowe odrodzenie i pojednanie z Bogiem.

 Innymi słowy, Duch Święty przeprowadził miliony duchowych transplantacji ludzkich serc! Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. A wszystko to jest z Boga, który nas pojednał z sobą przez Chrystusa [2Ko 5,17–18].

 Kto jest po takim przeszczepie, ten prowadzi naprawdę nowe życie. I to nie przedłużone o kilka, czy nawet  kilkadziesiąt lat. Otrzymał z łaski Bożej dar życia wiecznego!

Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? [Jn 11,25-26].

Wspominając dziś pierwszą transplantację serca w Polsce, myślę sobie, że nikt z ludzi nie wie, kiedy miało miejsce nowe narodzenie z wody i z Ducha pierwszego Polaka. Wie to tylko Bóg. On też wie, kiedy i u kogo spoza Izraela dokona ostatniego duchowego przeszczepu serca, bo z Biblii wiemy, że zatwardziałość przyszła na część Izraela aż do czasu, gdy poganie w pełni wejdą [Rz 11,25].

Ktoregoś dnia Bóg zakończy akcję wszczepiania nowych serc ludziom z innych narodowości, w tym także Polakom. Tylko Bóg wie, kto będzie ostatnim, kto z pogan otrzyma dar życia wiecznego. Potem czas łaski Bożej dla narodów się zakończy.

Kto więc ma świadomość nieprzemienionego serca, kto jeszcze nie ma daru żywota wiecznego, a w głębi duszy słyszy głos Boży wzywający go do zmiany życia, ten niech śpiesznie wzywa imienia Pańskiego i błaga Boga o zbawienie!

Lista osób do duchowego przeszczepu serca, póki co, jeszcze nie została zamknięta!

04 listopada, 2011

Odprężająca ale i wciąż ćwicząca

Jeden ze znanych mi pastorów przeżywa w ostatnim czasie wielki zachwyt nad łaską Bożą. Objawienie wspaniałej prawdy Słowa Bożego: Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił [Ef 2,8–9] bardzo dobitnie zatryumfowało w jego duszy.

 Parę razy słuchałem jego burzliwego wystąpienia na ten temat, a dzisiaj przeczytałem na Facebooku kolejną wypowiedź. Powołując się na fragment Listu do Rzymian: "A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską" [Rz 11,6], rzeczony brat stawia kościołom ogólny zarzut wymieszania Nowego Przymierza ze Starym, co jego zdaniem ewangelię pozbawia mocy.

 Wtóruje mu inny, znacznie mniej znany mi pastor, zalecając oglądanie na GodTV pewnego nauczyciela z Singapuru oraz lekturę jego książek i przyznając się, że jakiś czas temu również przeżył to samo, co on. Dzięki temu teraz nie da się już zapędzić w zakon i jest bardzo szczęśliwy, ... w końcu.

 Oczywiście, cieszy mnie zachwycanie się łaską, ale jednocześnie, akurat w tym przypadku, tym zachwytem jakoś się niepokoję. Sposób, w jaki ów brat prezentuje swoje oświecenie, może rodzić przypuszczenie, że zaczyna on w swoich poglądach o łasce Bożej schodzić na manowce skrajności.

 Nie jest to bowiem żadnym mieszaniem Nowego Przymierza ze Starym, gdy nauka apostolska podkreślająca zbawienie z łaski, a nie z uczynków, jednocześnie objaśnia, że Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili [Ef 2,10].

 Ta niezasłużona wspaniałomyślność Boża, wyrażona między innymi odpuszczeniem nam wszystkich grzechów [Kol 2,13], nie wprowadza nas jednak w stan totalnego wyluzowania. Albowiem okazała się łaska Boża, zbawienna wszystkim ludziom, ćwicząca nas, abyśmy odrzekłszy się niepobożności i świeckich pożądliwości, trzeźwie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie [Tt 2,11–12 wg Biblii Gdańskiej].

 Nie ma to nic wspólnego z duchem żołnierskich koszar postrzeganych okiem rekruta, który z jednej strony bramy widzi napis: Witamy was!, by po jej przekroczeniu zobaczyć napis: Mamy was! Żołnierz niekoniecznie kocha koszary i kaprala. Chrześcijanin natomiast kieruje się serdeczną miłością do Pana Jezusa. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1Jn 5,3].

 Z okazaną nam łaską Bożą można postąpić różnie. Można obrócić ją ostatecznie w rozpustę, gdy się zaniecha bojaźni Bożej. Albowiem wkradli się niektórzy ludzie, dawno już przedtem naznaczeni na to potępienie, niepobożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i samego się Boga i panującego Pana naszego, Jezusa Chrystusa zapierają [Jd 1,4 wg Biblii Gdańskiej].

 Można też, w pragnieniu zrzucenia z siebie ciężaru opierania się aż do krwi w walce przeciw grzechowi [Hbr 12,4], w celu uspokojenia i uśpienia dobrego sumienia, sklecić sobie na kolanie własną doktrynę, tak aby nie trzeba było już zmagać się z cielesnością, ani też niepokoić się wezwaniem apostolskim skierowanym do świętych i wierzących braci w Chrystusie, którzy są w Kolosach [Kol 1,2]: Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem, z powodu których przychodzi gniew Boży [Kol 3,5–6].

 Lecz można także należycie skorzystać z łaski Bożej; Przyjąć za darmo, z łaski, dar zbawienia i będąc pod ogromnym wrażeniem wspaniałomyślności Pana naszego, Jezusa Chrystusa względem nas, z ufną odwagą przystępować do Boga, wierząc, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają [Hbr 11,6]. Ta świadomość, że nasz Zbawiciel i Pan widzi nas w każdej chwili i zna wszystkie nasze myśli, z jednej strony dodaje nam otuchy, a z drugiej, mobilizuje nas do trwania w posłuszeństwie Słowu Bożemu.

 Dlatego musimy tym baczniejszą zwracać uwagę na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi. Bo jeśli słowo wypowiedziane przez aniołów było nienaruszalne, a wszelkie przestępstwo i nieposłuszeństwo spotkało się ze słuszną odpłatą, to jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? [Hbr 2,1–3].

 Bez łaski Bożej w ogóle nie moglibyśmy być zbawieni. Ofiara Jezusa Chrystusa całkowicie załatwiła problem ciążącego na nas gniewu Bożego. Zostaliśmy usprawiedliwieni z łaski, przez wiarę, bez potrzeby, a nawet bez możliwości dodawania do tego jakiegokolwiek naszego uczynku. To jest fundament naszego zbawienia. A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień [1Ko 3,12–13].

 Innymi słowy, ten trzeci sposób podejścia do łaski Bożej polega na zrozumieniu, że zbawienie jest i darem łaski Bożej, i zadaniem człowieka przed Bogiem. Jestem przekonany w Panu Jezusie, że takie właśnie jest biblijne stanowisko w kwestii łaski Bożej.

Ponieważ wszystkim nam grozi niebezpieczeństwo popadania w skrajności, Biblia przypomina nam o potrzebie brania od uwagę całości Bożego objawienia. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany [2Tm 3,16-17].

Tak ma być również w odniesieniu do  łaski, ponieważ nie najważniejsze jest to, abyśmy czym prędzej poczuli się wyluzowani i szczęśliwi (tym chlubi się większość ludzi bezbożnych), lecz abyśmy wytrwali w Słowie Bożym i zyskali upodobanie w oczach Pana.

03 listopada, 2011

Chrislam? Wierzyć się nie chce

Chrislam! Chrześcijanie i Muzułmanie – towarzysze wiary, bratnie dusze a teraz także współpracownicy! Tak w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej coraz częściej mówi się o jedności między obydwoma religiami.

 Nie tak dawno temu, wielce hołubiony w niektórych środowiskach Rick Warren, założyciel i pastor kalifornijskiego Saddleback Community Church, zwracając się do społeczności islamskiej Ameryki Północnej stwierdził, że muzułmanie i chrześcijanie muszą pracować razem aby przezwyciężyć stereotypy, promować pokój i wolność oraz rozwiązywać globalne problemy. "Zanim uściśniemy waszą dłoń, prosimy o przebaczenie Miłosiernego i całą społeczność muzułmańską na świecie" – powiedział Rick Warren do muzułmanów.

 Latem 2011 roku zbór Memorial Drive Presbyterian Church w Houston, wraz z innymi społecznościami chrześcijańskimi z Atlanty i Detroit, zainicjował serię kazań w celu doprowadzenia do ekumenicznego pojednania pomiędzy Chrześcijaństwem a Islamem. Poza kazaniami także lekcje szkółki niedzielnej zostały skoncentrowane na 'inspirujących naukach Proroka Mahometa', a na kościelnych ławkach obok Biblii wyłożono egzemplarze Koranu.

 Zdaniem niektórych przywódców zbliżenie pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami jest możliwe choćby w oparciu o fakt, że w tymże Koranie Jezus został wspomniany aż dwadzieścia pięć razy. Mało kto przy tym zauważa, że nie jest w nim przedstawiony jako Jedyny Syn Boży ani też jako Mesjasz, który z woli Ojca przyszedł odbudować Dom Dawidowy. Jezus w Koranie widziany jest raczej jako prorok wyznaczony przez Allacha do przygotowania ludzkości na nadejście Mahometa.

 Koncepcja Chrislamu, aktualnie wspierana przez takich przywódców chrześcijańskich jak Rick Warren czy Robert Schuller, odwołuje się także do chrześcijańskiego obowiązku miłowania bliźniego. "Jezus mówi, że powinniśmy miłować naszych bliźnich. Nie możemy tego robić bez utrzymywania relacji z nimi" – wyjaśnia jeden z przywódców chrześcijańskich z Atlanty.

 Chrislam w Ameryce otrzymał silny bodziec rozwojowy poprzez stwierdzenie prezydenta George W. Busha, że chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi czczą tego samego Boga, a także za sprawą Ricka Warrena, który na okoliczność inauguracji prezydentury Baracka Obamy wypowiedział w swej modlitwie imię Jezus także po muzułmańsku.

 Nie jest już żadną nowością jednoczenie się przedstawicieli różnych religii we wspólnej modlitwie. Od zainicjowanej przez papieża Jana Pawła II w 1986 roku w Asyżu ekumenicznej modlitwy o pokój, do której papież zaprosił przedstawicieli 13 religii, w tym nawet szamana, idea tego rodzaju modlitwy stała się popularna na całym świecie.

 Oto ogłoszenie sprzed paru dni: "Prezydent Miasta Gdańska zaprasza na tradycyjną modlitwę międzywyznaniową w dniu Wszystkich Świętych, 1 listopada 2011 roku o godzinie 12:00. W spotkaniu modlitewnym na Cmentarzu Nieistniejących Cmentarzy przy ul. 3 Maja w Gdańsku wezmą udział przedstawiciele wyznań obecnych w naszym mieście: Kościół Rzymskokatolicki, Kościół Ewangelicko–Augsburski, Kościół Polskokatolicki, Kościół Prawosławny, Wyznaniowa Gmina Żydowska, Muzułmańska Gmina Wyznaniowa, Kościół Chrześcijan Baptystów, Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Grekokatolicki, Kościół Ewangelicko–Metodystyczny. Po uroczystości nastąpi przejście pod pomnik Ofiar Tyfusu do parku Grodzisko u zbiegu ulic Powstańców Warszawskich i Dąbrowskiego. Tam zostaną zapalone znicze pamięci".

Duch jednoczenia się ludzi rozmaitej wiary stał się w tym świecie faktem. Jak jednak amerykańska idea chrislamu i wspólne modlitwy przedstawicieli różnych religii wyglądają w świetle Biblii? Nie wyglądają, bo Pismo Święte nie dopuszcza czegoś takiego, by prawdziwi chrześcijanie w czymkolwiek jednoczyli się duchowo z innymi religiami.

 Natchniony Duchem Świętym apostoł Paweł tak oto wezwał żyjących na co dzień w bardzo zróżnicowanym pod względem religijno – kulturowym, Koryncie: Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14–18].

 Słowo Boże nie ma tu na myśli fizycznego oddzielenia się prawdziwych naśladowców Chrystusa od ludzi niewierzących [Zobacz: 1Ko 5,9–11]. Zawsze w takim przypadku chodzi o związki duchowe i wspólne przedsięwzięcia o charakterze duchowym. Na takiej płaszczyźnie Biblia nie przewiduje wspólnej drogi.

 Biblijnie rozumiana miłość chrześcijańska nie polega na przyjaźnieniu się ze światem. Nie domaga się też budowania żadnej jedności duchowej z ludźmi, którzy nie należą do Chrystusa. Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga [Jk 4,4]. Z tymi, którzy do nas nie należą, postępujcie mądrze, wykorzystując czas [Kol 4,5].

 Wielość religii i wyznań nie może prowadzić wyznawców Jezusa Chrystusa do zmiany stanowiska, że nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12].

 Bo chociaż nawet są tak zwani bogowie, czy to na niebie, czy na ziemi, i dlatego jest wielu bogów i wielu panów, wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy [1Ko 8,5–6].

 Cóż tedy chcę powiedzieć? Czy to, że mięso składane w ofierze bałwanom, jest czymś więcej niż mięsem? Albo że bożek jest czymś więcej niż bałwanem? Nie, chcę powiedzieć, że to, co składają w ofierze, ofiarują demonom, a nie Bogu; ja zaś nie chcę, abyście mieli społeczność z demonami. Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów [1Ko 10–19–21].

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie mówimy tu o społecznym wyobcowaniu i ucieczce od życia. Prawdziwy chrześcijanin zawsze jest osobą społecznie pożyteczną. W jakimkolwiek środowisku nie przyszłoby mu się żyć, jest radosny, pracowity, uczciwy, życzliwy i pomocny. Taką postawą składa swemu otoczeniu świadectwo wiary w Jezusa Chrystusa, a integralnym elementem jego pobożności jest uświęcenie, czyli zachowywanie siebie niesplamionym przez świat [Jk 1,27].

 Kolejne miesiące i lata przyniosą dalszy rozwój wspomnianych idei i zaowocują jeszcze większym zacieraniem się duchowych linii demarkacyjnych. Prawdziwy Kościół nigdy jednak nie połączy się duchowo ze światem.

 Zawsze pozostanie oddzielony dla Boga jako Oblubienica Jezusa Chrystusa.

Polecam dodatkową lekturę na powyższy temat. Kliknij.

01 listopada, 2011

Budująca niezawodność

fot. Reuters
Dzisiejsze lądowanie awaryjne Boeinga 767 Polskich Linii Lotniczych LOT na warszawskim lotnisku, to – przy żywej wciąż w naszej pamięci katastrofie lotniczej z 10 kwietnia 2010 roku – wydarzenie wagi niezwykłej. Zaalarmowany przez moich najbliższych i zwerbowany czym prędzej przed ekran telewizora z drżeniem serca patrzyłem na zbliżającą się do ziemi bez wysuniętych kół maszynę i na to, jak owe blisko dwieście ton sunie się po pasie.

 Serce mi drżało, ale i z każdą sekundą rosło! Jestem dumny z naszych pilotów oraz obsługi technicznej lotniska. Już nie tylko Amerykanie mają swojego bohatera, który w styczniu 2009 roku posadził Boeinga 737 na rzece Hudson w Nowym Jorku. Od dziś takiego bohatera mają także Polacy. Jest nim kapitan Tadeusz Wrona. Ogromnym samolotem bez podwozia wylądował z taką klasą, że na pewno na zawsze pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci.

 Jest za wcześnie, aby cokolwiek pisać o szczegółach dzisiejszego lotu nr 16 i tak dramatycznego lądowania w Warszawie. Nie jest jednak za wcześnie na to, aby zachwycić się tym, że obok ludzi nijakich, miernych, a nawet szkodliwych, mamy wokoło siebie także ludzi z wielkim sercem, wyjątkowo odważnych i naprawdę zdolnych.

 Gdy człowiek patrzy, jak jakiś wyrostek przewraca na ulicy staruszkę wyrywając jej torebkę albo gdy dorosły mężczyzna w ciasnym przejściu odbiera komuś telefon komórkowy, to gwałtownie narastające oburzenie i chęć tępienia takiego zła, miesza się w nas z poczuciem przykrości, że przyszło nam żyć w tak chorym społeczeństwie.

 Gdy jednak stajemy się świadkami czyjegoś bohaterstwa, gdy dane nam jest zobaczyć człowieka ratującego drugiemu życie, albo – tak, jak dzisiaj – patrzeć, jak ktoś w tak krytycznej sytuacji nie traci zimnej krwi i z godnym podziwu profesjonalizmem stawia czoła niezwykłemu zadaniu, to jakby na nowo odzyskujemy wiarę w człowieka.

 Pozwolę więc sobie dziś pod wieczór na następującą refleksję: Mamy w naszym społeczeństwie wielu wspaniałych, dobrych, życzliwych i odważnych ludzi. Niech miałkość niektórych osobowości nie zasłania nam krzepiącego obrazu wielu szlachetnych postaci. Niech rozczarowanie niektórymi osobami nie nastawia nas negatywnie do wszystkich.

 Swego czasu prorok Eliasz popadł w czarnowidztwo i już był gotowy myśleć, że wszyscy w Izraelu stoczyli się w bałwochwalstwo i niewiarę. Albo czy nie wiecie, co mówi Pismo o Eliaszu, jak się uskarża przed Bogiem na Izraela: Panie, proroków twoich pozabijali, ołtarze twoje poburzyli; i zostałem tylko ja sam, lecz i na moje życie nastają. Ale co mu mówi wyrocznia Boża? Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów, którzy nie zgięli kolan przed Baalem [Rz 11,2–4]. Wciąż byli tam ludzie prawi i godni pochwały.

 Byliśmy dziś w naszym kraju o krok od wielkiej tragedii. Na szczęście nie zawsze jest tak, że zawodzi czynnik ludzki. Maszyna zawiodła, ale człowiek okazał się dziś niezawodny. Dzięki niech będą Bogu!

Dlaczego w tych dniach nie odwiedzam grobów bliskich mi osób?

Dziś w Polsce dzień wolny od pracy z powodu rzymskokatolickiej uroczystości Wszystkich Świętych. Jest to święto obchodzone od 731 roku w dniu 1 listopada ku czci wszystkich znanych i nieznanych świętych katolickich. Ma ono charakter religijny ale i osoby niereligijne świętują tego dnia pamięć o zmarłych, oddając im cześć i szacunek.

 Nie będę dziś pisał o tym, kto wg Biblii jest świętym, a kto nie. Nie zajmę się też tym, czy należy adorować zmarłych męczenników oraz innych świętych katolickich i modlić się do nich. Nie odniosę się nawet do kwestii modlitwy za zmarłych. Kto czyta Pismo Święte, ten wie, jak się te sprawy mają, a kto nie jest Słowem Bożym zainteresowany, ten raczej nie czyta też tego bloga ;)

 Zajmijmy się dziś fenomenem niezwykłego tłoku na cmentarzach i w kościołach na okoliczność Wszystkich Świętych. Skąd taka wzmożona frekwencja Polaków w tych miejscach?

 Otóż niewątpliwym magnesem przyciągającym dziś i jutro katolików na cmentarze i do kościołów są łatwo dostępne odpusty. Odpust to – wg nauki rzymskokatolickiej – darowanie przez Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy. Rozróżniają oni odpusty cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają od kary doczesnej). Odpusty te, po spełnieniu odpowiednich warunków, każdy ochrzczony katolik może zyskiwać dla siebie, lub ofiarowywać je za zmarłych.

 I tak, dzisiaj od południa i przez cały dzień jutrzejszy, czyli tzw. Dzień Zaduszny w kościołach i kaplicach publicznych można uzyskać odpust zupełny. Wystarczy pobożnie nawiedzić kościół lub kaplicę, odmówić "Ojcze nasz", "Wierzę w Boga" i dowolną modlitwę w intencji papieża oraz wyspowiadać się i wziąć udział w Komunii św. W ciągu kolejnych dni, aż do 8 listopada, można także pozyskać odpust zupełny za nawiedzenie cmentarza pod wyżej wymienionymi warunkami. W pozostałe dni roku za nawiedzenie cmentarza pozyskuje się odpust cząstkowy.

 Innymi słowy, pójście na cmentarz w tych dniach, poza odwiedzeniem grobów swoich bliskich, oznacza dla katolików okazję do otrzymania niezwykłego bonusu, a mianowicie odpustu zupełnego, czyli całkowitego uwolnienia od kary doczesnej za popełnione grzechy. Sprytnie pomyślane. Ponieważ katolicy wierzą, że naprawdę jest tak, jak im się obiecuje, gremialnie idą w tych dniach na cmentarz i do kościoła.

 Pismo Święte nigdzie ani trochę nie daje podstaw do takiego myślenia, że uwolnienie od kary za grzechy może być uzależnione od odwiedzenia cmentarza lub obecności w kościele. Odpuszczenie grzechów i uwolnienie od kary za ich popełnienie, grzesznik uzyskuje za darmo, z łaski Bożej, gdy uwierzy, że Syn Boży, Jezus Chrystus, również i za niego złożył ofiarę zagrzeszną, i przez nią pojednał go z Bogiem. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił [Ef 2,8–9].

Przebaczenie następuje z chwilą ukorzenia się przed Bogiem i wyznania Mu swoich grzechów. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1Jn 1,9]. Biblia nic nie mówi o obowiązku udania się w związku z tym do jakiegoś szczególnego miejsca. Wszystko tu zależy od postawy serca i osobistej wiary człowieka, a to można wyrazić przed Bogiem w każdym miejscu.

Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa [Rz 3,21-26].

 Znowu więc, za apostołem Pawłem chciałoby się powtórzyć: Bracia! Pragnienie serca mego i modlitwa zanoszona do Boga zmierzają ku zbawieniu moich rodaków. Daję im bowiem świadectwo, że mają gorliwość dla Boga, ale gorliwość nierozsądną; bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu [Rz 10,1–3].

 Nie chcę uczestniczyć w niebiblijnych praktykach religijnych. Już sama moja obecność mogłaby zostać odczytana w ten sposób, że podzielam te przekonania. Jako uczeń Pana Jezusa nie chodzę więc w tych dniach na cmentarz.

Na groby bliskich mi osób zajrzę sobie w innym terminie.

31 października, 2011

Jak uzbierać na zaspokojenie jutrzejszych potrzeb?

Ostatni dzień października to Światowy Dzień Oszczędzania. Podobno robi to tylko 7 procent Polaków. Inni, albo nie mają takich nawyków i szybko przepuszczają cały swój przychód, albo na tyle z trudem wiążą koniec z końcem, że nie są w stanie odłożyć nawet złotówki. Celem pomysłodawców Dnia Oszczędzania jest popularyzacja idei oszczędnego życia i zachęta do oszczędzania.

 Na czym polega typowe oszczędzanie? Według definicji słownikowej oszczędzać to – zbierać, odkładać pieniądze na jakiś cel. Innymi słowy, najpierw należy żyć oszczędnie, zbierać niezbędne środki, a gdy zaoszczędzimy dostatecznie dużo, wówczas możemy realizować swój upragniony cel. Dodajmy, że jakąś formą wymuszonego nieco oszczędzania, choć coraz bardziej powszechną w życiu niektórych osób, jest spłacanie zaciągniętego kredytu.

 Ponieważ praktyka pokazuje, że dla większości z nas ani nie jest łatwo zaoszczędzić cokolwiek, ani tym bardziej spłacać pożyczonych pieniędzy, proponuję wszystkim ludziom wierzącym w Jezusa Chrystusa całkiem inne podejście do tematu.

 Mam na myśli raczej mało racjonalny, ale za to absolutnie niezwykły, wręcz przygodowy, sposób gromadzenia sobie środków niezbędnych do realizacji wszelkich, zgodnych z wolą Bożą, celów życiowych. Polega on na odejściu od idei priorytetu odkładania na kupkę i przeorientowaniu życia na praktyczne okazywanie pomocy ludziom w potrzebie.

 W rezultacie takiego dysponowania na bieżąco posiadanymi środkami materialnymi, wprawdzie nie powiększa się zawartość przysłowiowego kosza, nie rośnie stan naszego konta w ziemskim banku, ale za to rosną nasze notowania w oczach Bożych.

 Dzięki temu, gdy chrześcijanin stanie w obliczu jakiejś rzeczywistej potrzeby, może być pewny, że Bóg sięgnie do swoich zasobów, i da mu, ile trzeba. Biblia zapowiada bowiem, że: Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, a ten mu odpłaci za jego dobrodziejstwo [Prz 19,17].

 Jest to bardzo praktyczny i o wiele bardziej pewny sposób zapewnienia sobie niezbędnych środków na zaspokojenie potrzeb w przyszłości. Sprzedajcie majętności swoje, a dawajcie jałmużnę. Uczyńcie sobie sakwy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej nie ma przystępu, ani mól nie niszczy [Łk 12,33].

 Warto wziąć tę radę pod uwagę, tym bardziej, że oszczędzanie w typowy sposób nie daje nam gwarancji, że na pewno zdążymy z zaoszczędzonych środków skorzystać. I powiedział im podobieństwo: Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich? I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty [Łk 12,16–21].

Wdowy z okresu Wczesnego Kościoła praktykowały następujący sposób gromadzenia sobie osczędności na przyszłość:  Na listę wdów może być wciągnięta niewiasta licząca lat co najmniej sześćdziesiąt i raz tylko zamężna, mająca dobre imię z powodu szlachetnych uczynków: że dzieci wychowała, że gościny udzielała, że świętym nogi umywała, że prześladowanych wspomagała, że wszelkie dobre uczynki gorliwie pełniła [1Tm 5,9-10]. Dzięki takim "oszczędnościom" wierząca wdowa miała dozgonny wikt i opierunek w swoim zborze.

Lepiej zadbać o to, żeby być w Bogu bogatym, żeby nasze życie obfitowało w czyny posłuszeństwa Bogu. Wtedy Bóg, widząc zaistniałą potrzebę oddanego mu dziecka, w odpowiednim momencie uruchomi środki niezbędne do zaspokojenia tej potrzeby.

 Mam na to wiele dowodów. Nawet dzisiaj dostąpiłem czegoś takiego, że koncentrując się wcześniej na służbie Bożej, na niesieniu w imię Chrystusa pomocy ludziom w potrzebie, a nie na typowym ciułaniu, w jednej chwili otrzymałem pełną możliwość zaspokojenia kolejnej mojej potrzeby.

 Taki sposób "oszczędzania" odkryłem w Biblii i praktykuję go od lat. W rezultacie wprawdzie nie mam tzw. oszczędności, ale na bieżąco mam wszystko, co jest mi potrzebne do życia i do pobożności.

Mam nadzieję, że zostałem dobrze zrozumiany. Moja propozycja nie wyklucza zwyczajnego odłożenia paru złotych na zakupy przewyższające miesięczne możliwości budżetowe.