31 stycznia, 2012

Strefa błogosławionego ojcostwa

fot: PAP/Jacek Turczyk
Doniesienia medialne o wczorajszej śmierci gen. Henryka Szumskiego, śmierci zadanej mu przez syna, pobudzają mnie do chwili zadumy nad stanem tych relacji we współczesnym świecie.

Oto człowiek wysoko postawiony, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a zakończył swoje życie dźgnięty nożem przez swojego Krzysia. Cóż za okropny los, cóż za potworne fiasko – ginąć z rąk własnego syna?! Jakaż szkoda, że syn gen. Szumskiego nie jest chrześcijaninem!

Abstrahując od bezpośrednich przyczyn akurat tego ojcobójstwa, można powiedzieć, że brak respektu i czci dla ojca - to jeden z objawów bezbożnego życia. Zazwyczaj, gdy młody człowiek oddala się od Boga, wraz z tym coraz łatwiej przychodzi mu nieposłuszeństwo, obojętność, bunt a nawet pogarda w stosunku do ojca. Gdy zaś zaczyna przybliżać się do Boga, jego nastawienie do ojca ulega wyraźnej poprawie.

 Tajemnica tego procesu tkwi w osobie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Biblia jasno wskazuje, że społeczność z Bogiem można mieć wyłącznie za pośrednictwem Jezusa. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus [1Tm 2,5].

 Jezus jest w doskonałej, harmonijnej relacji z Ojcem. Chodząc po ziemi na wiele sposobów to podkreślał. Ja i Ojciec jedno jesteśmy [Jn 10,30]. Stały obserwator tego związku Syna z Ojcem, apostoł Piotr napisał w natchnieniu Ducha o Jezusie: Wziął On bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki go doszedł głos od Majestatu chwały: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. A my, będąc z nim na świętej górze, usłyszeliśmy ten głos, który pochodził z nieba [2Pt 1,17–18].

 Każdy więc, kto uwierzył w Jezusa Chrystusa, ten siłą rzeczy zaczyna mieć Jezusowy stosunek i do własnego ojca. Bardzo znamiennie w tym kontekście brzmią ostatnie słowa Starego Testamentu: Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana, i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą [Ml 3,23–24].

 Kto żyje w bliskiej więzi z Jezusem, czyje życie przez wiarę zostało umieszczone w Chrystusie, ten zaczyna czcić własnego ojca, choćby nawet nie był on człowiekiem, obiektywnie rzecz biorąc, zasługującym na szacunek. Można by wręcz powiedzieć: Pokaż mi swoje nastawienie do ojca, a powiem ci, czy naprawdę jesteś chrześcijaninem. Wierzący w Jezusa Chrystusa syn nie ubliża swojemu ojcu, nie działa przeciwko niemu, a już na pewno nigdy nie podniesie ręki na swojego ojca.

W bezbożnym świecie, pełnym synów bez szacunku dla ich ojców, jest na szczęście Kościół – strefa uznanego i błogosławionego ojcostwa, gdzie synowie czczą swoich, niedoskonałych przecież, ojców. Tutaj ojcowie nie boją się swoich synów. Tutaj cieszą się ich szacunkiem i miłością. Czyś słyszał, że Kościół jest żywy, że miłość zasadą jest tam? - pyta stary hymn. Pójdźcie do Kościoła! Zapraszam i synów, i ojców.

 Jestem szczęśliwy i wdzięczny Bogu, że moje ojcostwo znajduje się w tej strefie. Oczywiście, nie dlatego, że to ja jestem wierzący, ale dlatego, że mój Tomek wierzy w Pana Jezusa Chrystusa J

30 stycznia, 2012

Solidaryzujmy się z ludźmi

Nie wszyscy pamiętają, że równo trzydzieści lat temu administracja Ronalda Reagana ogłosiła światową akcję wsparcia demokratycznej opozycji w Polsce. Nadano jej nazwę – Międzynarodowy Dzień Solidarności z Polską (ang. International “Solidarity Day”) i wyznaczono na dzień 30 stycznia 1982 roku.

 Był to dla Polaków bardzo wymowny i pokrzepiający gest ze strony świata zachodniego. Na całym świecie demonstrowano w obronie zdelegalizowanej "Solidarności", a następnego dnia rozmaite stacje telewizyjne wyemitowały program pt. "Żeby Polska była Polską" (ang. Let Poland be Poland). Audycję obejrzało 185 milionów widzów w 50 krajach świata.

 Wspominając dziś to wydarzenie rozmyślam o tym, jak bardzo jest to ważne i potrzebne, by borykającego się z problemami człowieka wspomóc jakimś dobrym słowem; udzielić mu poparcia i zapewnić, że w razie czego może na nas liczyć. Jakże dobrze jest wiedzieć, że w trudnościach nie jesteśmy sami! Polacy mogli tego dnia poczuć, że są wspierani przez bardzo wiele środowisk na całym świecie.

O ileż cenniejsza jest świadomość bycia wspomaganym przez samego Boga!? Czytając dziś rankiem Biblię natrafiłem na następujący fragment modlitwy króla Dawida: Wysłuchaj, Panie, i zmiłuj się nade mną! Panie, bądź moim wspomożycielem! [Ps 30,11]. Ten wielki sługa Boży dobrze rozumiał, że gdy sam Bóg staje się wspomożycielem człowieka, wówczas taki człowiek nabiera otuchy.

 Jakże jestem szczęśliwy, że dzięki wierze w Jezusa Chrystusa mam prawo wyznawać: Pan światłością moją i zbawieniem moim: Kogóż bać się będę? Pan ochroną życia mego: Kogóż mam się lękać? Gdy nacierają na mnie złoczyńcy, aby pożreć ciało moje - są oni moimi wrogami i nieprzyjaciółmi - potkną się i upadną. Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, nie ulęknie się serce moje, choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał [Ps 27,1–3].

 I - co bardzo ważne - nie jest to wyznanie odnoszące się tylko do jednorazowej akcji Boga, przeprowadzonej dla mojego dobra. Takie przeświadczenie i pozytywne odczucia mam w głębi serca każdego dnia!

 Dzięki temu mogę też solidaryzować się ludźmi, którzy obok mnie przeżywają swoje burze życiowe. Jestem szczęśliwy, że i dziś mogłem posłać w imieniu Jezusa parę takich sygnałów poparcia dla ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze. I jutro chcę zrobić podobnie...

27 stycznia, 2012

ACTA - narzędzie dla naciągaczy?

Najwyraźniej nie zanosi się na to, że ta sprawa porozumienia ACTA szybko ucichnie i trafi ad acta. Sieć napina się od wzmożonej aktywności internautów, ulice falują tłumami protestantów,  politycy zaczynają się kłócić, a ambasadorzy kolejnych rządów mimo wszystko podpisują umowę? Dlaczego? Przecież istniejące już przepisy prawne chronią własność intelektualną. Pozwalają też skutecznie walczyć z podróbkami. O co tu chodzi?

 Twórcy, którym zależy na tym, żeby nikt nie kopiował i nie używał ich dzieł, albo trzymają je z dala od Internetu, albo zabezpieczają swoje pliki, uniemożliwiając swobodny do nich dostęp. Ktoś, kto zamieszcza swoją twórczość w Sieci, a potem dziwi się i oburza, że inni po nią sięgnęli, przypomina człowieka, który wystawił w szkolnym holu koszyk ze słodyczami, zostawił je bez żadnego nadzoru, a potem się dziwi, że większość łakoci w czasie przerwy gdzieś zniknęła.

 W porozumieniu ACTA raczej nie chodzi o przeciwdziałanie podróbkom i wprowadzenie przepisów chroniących własność intelektualną. Poczytałem troszkę i coś mi się zdaje, że bardziej chodzi tu o stworzenie dla twórców możliwości swobodnego określania wysokości strat, jakie ich zdaniem ponieśli w wyniku nielegalnego ich skopiowania. Do tej pory takim osobom, jeżeli robili to dla zysku, zazwyczaj wymierzano karę za piractwo i koniec. Teraz, poprzez kliknięcie i ściągnięcie jakiegoś pliku narazimy się nie tylko na karę, jak dotychczas, ale stworzymy właścicielowi tego pliku podstawę do uznaniowego określenia jego strat.

 Na przykład, autor utworu muzycznego po odkryciu, że ktoś skopiował jego kawałek i słucha go z przyjaciółmi, będzie mógł podać konkretne kwoty, jakie jego zdaniem z tego powodu utracił i – jeżeli sprytnie to uzasadni – będzie miał podstawę do egzekwowania tej hipotetycznej kwoty. Na dodatek, umowa ACTA w takich dochodzeniach zapewni mu sojusz państwowych organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

 Na czym polega haczyk takiego podejścia do sprawy? Gdy kupujesz coś w realu, to po stwierdzeniu, że dany produkt cię rozczarował, możesz go zwrócić i odzyskać swoje pieniądze. Przy umowie ACTA, gdy nielegalnie coś skopiujesz, to już nieważne, czy jesteś z tego zadowolony, czy rozczarowany. Gdy cię dopadną, będziesz musiał za to zapłacić i to tyle, ile właściciel sobie krzyknie.

 ACTA uruchomi niezłe źródełko dla rozmaitych cwaniaków. Ludzi naiwnych przecież nie brakuje. Wystarczy, żeby ich namówić, naciągnąć na wykonanie kopii danego produktu, a potem będzie można zażądać od nich odszkodowania w ustalonej przez siebie wysokości. Innymi słowy, człowiek sobie kliknie, a rankiem - niczym Sławek Sikora - obudzi się z jakimś dziwnym i rosnącym długiem.

 Kto czyta Biblię, temu Słowo Boże otwiera oczy. Sieć jest niebezpieczna dla ludzi słabo widzących. Lecz na próżno zastawiona jest sieć na oczach wszelkiego ptactwa [Prz 1,17]. Widoczne sidła można ominąć. Pożyjemy, to zobaczymy, jakie będą dalsze losy porozumienia ACTA. W którąkolwiek jednak stronę to pójdzie, Biblia ostrzega przed konsekwencjami ryzykownych kliknięć. Czy może kto zgarnąć ogień do swojego zanadrza, a jego odzienie się nie spali? Czy może kto chodzić po rozżarzonych węglach, a jego stopy się nie poparzą? [Prz 6,27–28].

 Dawid trzymał się następującej zasady: Nie zasiadałem z ludźmi fałszywymi, i nie chodzę z podstępnymi [Ps 26,4]. Ludzi nieuczciwych nie brakuje i dzisiaj, a zdaje się, że ACTA, to prawo, które łatwo będzie mogło stać się narzędziem w ich rękach. Trzeba więc zachować czujność, zwłaszcza, gdy ktoś bardzo nas do czegoś namawia, a plik zawieszony w Sieci aż prosi się o skopiowanie...

O innych aspektach tej sprawy, może innym razem.

25 stycznia, 2012

Nawrócenie godne naśladowania

Nawrócenie św. Pawła Apostoła
obraz Bartolomé Estebana Murilla
Z tej okazji, że w dniu 25 stycznia katolicy wspominają nawrócenie św. Pawła, chcę dziś, odwołując się do przykładu tego dawnego wroga rodzącego się Kościoła, a potem niezwykłego naśladowcy Jezusa Chrystusa, przypomnieć podstawowe cechy prawdziwej pokuty.

 Oto opis wspominanego dziś nawrócenia: A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy. I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. [...] I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił. A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli. I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego włożył, aby przejrzał. [...] I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony. A gdy przyjął pokarm, odzyskał siły. I przebywał zaledwie kilka dni z uczniami, którzy byli w Damaszku, a już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, że On jest Synem Bożym [Dz 9,1–20].

 Pierwszym, podstawowym znakiem nawrócenia, niezależnie od dramaturgii tego przeżycia, jest całkowity zwrot w myśleniu i postępowaniu człowieka. Spotkanie Saula z Jezusem zmieniło go o 180 stopni. Uwierzył w Jezusa jako Syna Bożego i dostąpił przebaczenia grzechów. Od razu też zaniechał dalszej realizacji swoich zamysłów i podporządkował się słowom Chrystusa Pana.

 Drugim znakiem upamiętania jest uznanie innych za wyższych od siebie i szczera otwartość na posługę i radę osób już wierzących w Pana Jezusa. Paweł, pomimo tego, że z natury był przywódcą i chociaż miał tak niezwykłe, osobiste przeżycie z Bogiem, pozwolił się poprowadzić w pierwszych krokach wiary prostemu uczniowi Jezusa, Ananiaszowi.

 Trzecim objawem rzeczywistego nawrócenia jest chrzest, jako publiczne świadectwo wewnętrznej przemiany. Upamiętanie i narodzenie na nowo domaga się pogrzebu przeszłości. Poprzez akt zanurzenia w wodzie nawrócony człowiek zaświadcza całemu otoczeniu, że grzebie swoją przeszłość i zmartwychwstaje do nowego życia z Jezusem.

 Kolejną oznaką nawrócenia jest napełnienie Duchem Świętym. Żaden człowiek nie jest w stanie naśladować Jezusa bez codziennego kierownictwa i wsparcia Ducha Świętego. Każdy nowo nawrócony uczeń Jezusa powinien czym prędzej prosić Boga o chrzest w Duchu Świętym, bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi [Rz 8,14]. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego [Rz 8,9]. Napełniony Duchem Świętym Paweł natychmiast przestał radzić się ciała i krwi i zaczął żyć według Ducha.

 Ostatnią cechą prawdziwego nawrócenia, jaką chcę tu wymienić, jest ogromna potrzeba opowiadania innym o Jezusie. Apostoł Paweł przebywał zaledwie kilka dni z uczniami, którzy byli w Damaszku, a już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, że On jest Synem Bożym [Dz 9,19–20]. Kto czyta Nowy Testament, ten wie, że Paweł wciąż na nowo opowiadał o swoim nawróceniu do wiary w Jezusa Chrystusa i komu tylko się dało, przybliżał Syna Bożego.

 Podsumowując, podkreślmy, że nawrócenie św. Pawła miało charakter bardzo radykalny: Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa [Flp 3,7–8].

Czy i dzisiaj tak konkretnie można się do Pana Jezusa nawrócić? Co stoi na przeszkodzie? Dlaczego dzisiejsi naśladowcy Jezusa mieliby być mniej jednoznaczni i gorliwi? Zaglądam do lustra i patrząc prosto w oczy napotkanemu człowiekowi, zadaję to natarczywe pytanie.

 Dobrze, że natchnione świadectwo nawrócenia św. Pawła zostało zapisane. Jego wyrazistość rozbudza mnie duchowo i zmusza do zastanowienia się nad jakością mojego nawrócenia i oddania się w służbę Bogu.

24 stycznia, 2012

Nie dam się zaczernić

Dziś kilka słów o kradzieży. Pobudził mnie do tego poranny widok dziury po wyrwanym radiu i połamana deska rozdzielcza w zborowym Sprinterze. Już sobie myślałem, że w Polsce przestali kraść radia, a jednak podarowane przez jednego z naszych braci radio zniknęło nocą z naszego busa.

 Oczywiście, oburzam się w duchu na myśl, że ktoś dla drobnego zysku, bo przecież nie z głodu, ma czelność wkradać się do cudzego samochodu i przy tym go niszczyć. Gniewa mnie to, że jakiś łobuz śledzi mnie, poznaje mój rytm życia, czatuje na moje wyjście z domu i potem wyłamuje drzwi, żeby mnie okraść, nie wiedząc nawet, co mam w mieszkaniu.

 Jakże żałośnie nędzna musi być dusza takiego człowieka, który brutalnie wdziera się w przestrzeń bliźniego i wyrywa mu jego własność? Czy nie pogardza się złodziejem za to, że kradnie, nawet, aby zaspokoić głód? A gdy go złapią, musi oddać siedmiokrotnie, musi oddać całe mienie swojego domu [Prz 6,30–31]. Kradzież nigdy nie jest dobrym sposobem na zdobycie dóbr materialnych.

 Pismo Święte, uwzględniając obecność takich szkodników w społeczeństwie izraelskim, udzielało w ramach Starego Przymierza m.in. następujących wskazówek: Jeżeli ktoś ukradnie wołu lub owcę, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owcę. Jeżeli przy włamaniu złodziej zostanie złapany i pobity tak, że umrze, to nie ponosi się winy za przelanie jego krwi. Jeżeli jednak stało się to po wschodzie słońca, powstaje wina przelania krwi. Złodziej powinien dać odszkodowanie; jeżeli nic nie ma, zostanie za swoją kradzież sprzedany. Jeżeli w jego posiadaniu znaleziono to, co skradł, czy to wołu, czy osła, czy jagnię jeszcze żywe, winien zapłacić podwójnie [2Mo 22,1–4].

 Niestety, sam zakaz kradzieży nie oczyszcza społeczeństwa od złodziei. Nawet w gronie uczniów Jezusa znalazł się jeden taki, co wyciągał rękę po cudzą własność. A Judasz Iskariot, jeden z uczniów jego, syn Szymona, który miał go wydać, rzekł: Czemu nie sprzedano tej wonnej maści za trzysta denarów i nie rozdano ubogim? A to rzekł nie dlatego, iż się troszczył o ubogich, lecz ponieważ był złodziejem, i mając sakiewkę, sprzeniewierzał to, co wkładano [Jn 12,4–6]. Gdyby do sakiewki trafiło trzysta denarów, to Judasz miałby z czego sobie podciągać.

 Złodziejskie ciągotki dobitnie świadczą o niezbawionej duszy, pozostającej pod wpływem diabła i zdolnej do wyrządzania krzywdy. Postawa Jezusa jest temu całkowicie przeciwstawna. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały [Jn 10,10] - powiedział, opisując siebie, jako pasterza.

 Dobre sumienie chrześcijanina objawia się między innymi prawością jego duszy. Choćby stanął oko w oko z nie wiadomo jaką okazją, to ta okazja nie zrobi z niego złodzieja. Nawet gdy coś znajdzie, to nie zatrzymuje tego dla siebie, lecz stara się dotrzeć do właściciela zguby i mu ją przywrócić.

 Nocnej kradzieży radia z pewnością nie dokonał człowiek wierzący w Pana Jezusa Chrystusa. Nowe narodzenie skutkuje bowiem zaprzestaniem złodziejstwa. Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu [Ef 4,28]. Prawdziwy chrześcijanin pomaga, a nie okrada.

Ponieważ jednak chrześcijanie żyją na co dzień otoczeni ludźmi bezbożnymi, także złodziejami, mamy następującą wskazówkę Jezusa: Sprzedajcie majętności swoje, a dawajcie jałmużnę. Uczyńcie sobie sakwy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej nie ma przystępu, ani mól nie niszczy [Łk 12,33]. To najlepszy sposób na złodzieja!

 Dziś w nocy bus zborowy jest mniej atrakcyjny dla złodziejaszków. Z dziurą po radiu będzie mógł jednak rankiem wyruszyć, jeśli Pan zechce, i nadal służyć celom Królestwa Bożego. W tej myśli uspokajam moją duszę. Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani [2Ko 4,8–9]. Biblia wspomina o wierzących Żydach, którzy swego czasu przyjęli wręcz z radością grabież swojego mienia, wiedząc, że sami posiadają majętność lepszą i trwałą.

W tych dniach trwa burzliwy spór o umowę ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Wiele serwisów w proteście przeciwko jej podpisywaniu zaczerniło swoje strony internetowe. Jedni popierają wprowadzenie kar za sięganie po czyjąś własność intelektualną, inni walczą o swobodne buszowanie po Internecie i możliwość korzystania z tego, co się im spodoba.

 Nie zamierzam zaczerniać swojego życia z powodu wspomnianej nocnej kradzieży. Będę chodził w światłości, radując się ze skarbu, którego żaden złodziej mi nie odbierze.

18 stycznia, 2012

Podglądnijmy Jezusa: Ustalić twarz i ją zachować!

Jak niektórzy już wiedzą, od kilku ładnych miesięcy w środowe wieczory w naszej wspólnocie w Gdańsku omawiamy życie Jezusa. Chcemy przyjrzeć się bliżej ziemskiej służbie naszego Pana i w miarę możliwości ustalić chronologię wydarzeń.

 Idąc śladami Jezusa, dziś opuszczamy już Galileę, w której Chrystus Pan spędził większość czasu swojej publicznej służby. Dochodzimy do momentu Jego decyzji o pozostawieniu stosunkowo przyjaznej Mu Galilei i wyruszeniu w drogę do Jerozolimy, gdzie spotka się z wielką wrogością, zwieńczoną ukrzyżowaniem.

 Rozmyślając dziś o tej ważkiej decyzji Pana Jezusa, jestem pod wrażeniem mocy i stałości Jego postanowienia. Biblia w przekładzie Warszawskim wzmiankuje tę decyzję następująco: I stało się, gdy dopełniały się dni, kiedy miał być wzięty do nieba i postanowił pójść do Jerozolimy... [Łk 9,51]. Słowa te nie wyrażają dostatecznie jednoznaczności i ostateczności Jezusowego postanowienia.

 Spójrzmy, jak ten werset brzmi w przekładzie dosłownym: Stało się zaś, gdy dopełniły się dni wzięcia do góry go i On oblicze utwierdził, by ruszyć do Jeruzalem... [Grecko–polski NT, wyd. interlinearne]. Jezus dosłownie ustalił twarz w tej sprawie i tak trzymał ją już do samego końca. Żadne przeciwne wiatry, żadne złe prognozy, żadne dobre rady i przestrogi nie były w stanie tego zmienić. Jezus trzymał się swego postanowienia, zgodnego z wolą Ojca.

 Powszechną prawdą o wielu ludzkich decyzjach jest ich niestałość i zmienność. Minęła zaledwie połowa stycznia, a już niektóre noworoczne postanowienia poszły w niepamięć. Ustalamy twarz w określonych sprawach, ale nie potrafimy jej zachować. Bóg powiedział kiedyś do Jerozolimy: Jakże lekko ci przychodzi zmieniać swoją drogę! [Jr 2,36].

Tak przedstawia się prawda o niejednym człowieku. Ślubowanie małżeńskie, słowo dane przyjacielowi, liczne zobowiązania, czasem potwierdzone podpisem, a także; publiczne przyrzeczenie naśladowania Jezusa złożone podczas chrztu wiary, przynależność do zboru, postanowienie, że będziemy pracować dla Jego chwały – gdzie się to wszystko podziało? Dobre postanowienia potrzebują stałości i niezłomności!

 Jezus utwierdził swoje oblicze w sprawie rozpoczęcia swej drogi do Jerozolimy. Ustalił, że zrobi tak, a nie inaczej! Pragnę i w tym naśladować Jezusa. Ustalam twarz, aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej [1Pt 4,2]. Utwierdzam moje oblicze, że nie będę się w tym uzależniać od pogody, nastrojów i reakcji otaczających mnie ludzi. Postanawiam i pragnę tak ustaloną twarz zachować aż do końca.

A Ty? Masz już coś w swoim życiu ustalone, czy wszystko wciąż zależy od chwilowych nastrojów?