28 kwietnia, 2015

NOWE ŻYCIE na Olszynce

Na okoliczność dziewiętnastej rocznicy powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE postanowiłem opowiedzieć przed kamerą o naszej nowej siedzibie i wielkim zadaniu, jakiego w związku z tym miejscem się podjęliśmy.

Zapraszam do obejrzenia 13,5 minutowego materiału i polecam NOWE ŻYCIE na Olszynce Waszym modlitwom.

https://www.youtube.com/watch?v=tuyA01Lep30&feature=youtu.be

Tegorocznym priorytetem wspólnoty Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku jest remont zdewastowanego budynku dawnej wozowni i urządzenie w nim przestronnej sali spotkań.

24 kwietnia, 2015

Tajemnicze gesty

Dzisiejsza zawartość skrzynki pocztowej
Od dłuższego już czasu w skrzynce pocztowej zawieszonej przy bramie wjazdowej do Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE na Olszynce znajduję dość intrygujące „przesyłki”. Z grubsza wiem nawet, że ich „dostawcą” jest mężczyzna w średnim wieku. Podchodzi do skrzynki, rozgląda się, wyciąga małe zawiniątko i wrzuca do naszej skrzynki. Jak do tej pory najczęściej jest to połowa orzecha włoskiego bez skorupy w torebce foliowej lub cukierek. Dziś znalazłem w skrzynce batonik i cukierek czekoladowy.

Jak rozumieć te tajemnicze sygnały ze strony Nieznajomego? Nie po raz pierwszy spotykam się z dziwnym zachowaniem w stosunku do siedziby zboru. Bywało, że dość regularnie musiałem rano czyścić klamki  zajmowanego przez zbór budynku, umazane ludzkimi odchodami. Zdarzały się wybite szyby, rozmaite napisy, a nawet odwrócony krzyż, wydrapany czymś ostrym na dużym szyldzie zboru. Spotykając się z różnego rodzaju aktami niechęci, nie byłem zdziwiony. Pan bowiem powiedział: Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi [Jn 15,19]. Nie zdziwię się, gdy znowu spotka nas coś podobnie przykrego. Jak jednak mam rozumieć tajemnicze - choć na swój sposób miłe - gesty spotykające nas na Olszynce?
Choroba psychiczna? Nieśmiała forma wyrażenia zadowolenia z naszej obecności na Olszynce? Niespełniona potrzeba obdarowywania? „Nagroda” za ratowanie zabytkowego dworu? Naraziłbym się na śmieszność, gdybym próbował wyjaśniać, co znaczy cukierek wrzucony do zborowej skrzynki. Chcę jedynie zauważyć, że przyjazne gesty są nieraz bardziej intrygujące, niż akty wrogości.

Wiele niezrozumiałych rzeczy dzieje się wokół nas. Przyjmuję to z pokorą. Nawet biblijny Salomon  przyznał się, że nie wszystko ogarnia. Trzy rzeczy są niezrozumiałe dla mnie, owszem cztery, których nie pojmuję: Szlak orła na niebie, droga węża na skale, droga okrętu na pełnym morzu i obcowanie mężczyzny z kobietą [Prz 30,18-19]. Ja też nie rozumiem dlaczego nieznany człowiek przynosi do naszej skrzynki wspomniane wiktuały?

Jest to wszakże - przyznajcie - taki rodzaj niewiedzy, który pobudza wyobraźnię…

21 kwietnia, 2015

Po co nam większa sala spotkań?

Czy warto to miejsce przywracać do życia?
Wczoraj wieczorem przeczytałem, że w Holandii podjęto decyzję o zamknięciu około tysiąca świątyń katolickich. Wypełnione niegdyś po brzegi, dziś świecą pustkami. Holendrom nie chce się już chodzić do kościoła. Od dawna sami nie żyli sprawami swojej wiary i nikogo do niej nie zachęcali. Śmierć takich parafii była więc do przewidzenia. Ceremonie, obrzędy i choćby najpiękniejsze ozdoby, nie są w stanie zastąpić życia. Taki koniec czeka każdą wspólnotę, której członkowie nie mają w sobie życia Bożego.

Myślę o tym od rana w kontekście dzisiejszej rocznicy narodzin Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku.  21 kwietnia 1996 roku zapoczątkowaliśmy  służbę Bożą w nowym punkcie naszego  miasta. Opuściliśmy wygodne ławki macierzystego zboru z poczuciem wielkiej misji. Pragnęliśmy głosić ewangelię, doprowadzać ludzi do posłuszeństwa wiary i samemu mocno stać na gruncie Słowa Bożego! Takie priorytety teoretycznie mamy w naszym środowisku do dziś. A jak wygląda to praktycznie?

Po dziewiętnastu latach istnienia zboru trzeba nam w świeży sposób pomyśleć o ewangelizacji. Mamy już swój adres w mieście i stabilne warunki do działalności misyjnej. Możemy na różne sposoby pomagać ludziom i prezentować im drogę zbawienia. Czy jednak nosimy w sercach takie pragnienie? Czy wciąż chce nam się być ratownikami dusz? Przecież nie jesteśmy holenderską wspólnotą katolicką. Swego czasu narodziliśmy się na nowo i zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym. Jakie ma to znaczenie dzisiaj, gdy minęły lata od tamtych ekscytujących przeżyć?

Nie mam zamiaru roztrząsać dzisiaj stanu duchowego poszczególnych członków naszego zboru. Aż nadto mam o czym tu myśleć w odniesieniu do samego siebie. Jedno jest jasne. Chciałbym za parę lat za apostołem Pawłem mieć do kogo napisać: wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie [1Ko 4,15].  Bez rodzenia się nowych dzieci w naszej duchowej rodzinie budowana na Olszynce sala spotkań będzie za kilkanaście lat – podobnie jak wspomniane na początku świątynie w Holandii – świecić pustkami.

Czy naprawdę nie grozi to naszemu zborowi? Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na Olszynce, gdy przyjdzie? Jezus Chrystus godzien jest tego, abym każdego dnia starał się komuś o Nim opowiedzieć.

18 kwietnia, 2015

Pomoc Pana

W oczekiwaniu na murarzy
Mijający tydzień wypełniony był intensywnymi pracami przygotowawczymi do prac murarskich przy adaptacji starego budynku gospodarczego na salę spotkań Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Mam tu przywilej współudziału w wierze i w służbie wielu wspaniałych braci i sióstr w Chrystusie. Razem zmagamy się z przeciwnościami i razem cieszymy się ze zwycięstw. Kilku naszych braci, mimo uciążliwej, wietrznej pogody, ciężko pracowało w tych dniach, by zdążyć z rozbiórką części murów, które wymagają przemurowania. Dziś rano bowiem, z oddalonych o siedemset kilometrów wiosek Ewangelicznej Wspólnoty Zielonoświątkowej wyruszyło siedmiu braci murarzy, aby w nadchodzącym tygodniu wspomóc nas w dziele, któremu sami nie jesteśmy w stanie sprostać. Na naszej budowie trzeba teraz sporego wysiłku i kunsztu murarskiego.

Czy w Gdańsku nie ma dobrych murarzy, żeby trzeba było sprowadzać ich aż z Bieszczad? Owszem są, ale my modliliśmy się o wolontariuszy. Nie mamy pieniędzy na zlecenie naszej budowy firmie budowlanej. Mamy marzenie, żeby tego dzieła dokonać tak, aby pod każdym względem Bóg miał z niego chwałę.

Jestem szczerze wzruszony. To, co się nam przydarza, po raz kolejny ożywia we mnie słowa Pisma Świętego: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj! [2Mo 14,13]. To Słowo Boże, które już bardzo pokrzepiło mnie w ciężkich zmaganiach blisko dwa lata temu, powraca w konkretnym działaniu. Tydzień temu przyjechało do pracy na tydzień czterech braci z Litwy. Na początku maja zapowiedziała się ekipa pięciu mężczyzn z Palowic i pięciu ze Stanów Zjednoczonych. Już dzisiaj widzę pomoc Pana. Wierzę, że przy naszym oddaniu i zaangażowaniu w dzieło Boże na Olszynce, będziemy ją nadal oglądać.

Niech ten przykład pomocy Pana pokrzepi dziś i ciebie. Jeżeli tylko jesteś chrześcijaninem, tj. narodzonym na nowo, szczerym i oddanym naśladowcą Jezusa Chrystusa, możesz liczyć na Pana. On w twojej słabości i biedzie nie zostawi cię na pastwę losu. Wierz, a zobaczysz pomoc Pana.

16 kwietnia, 2015

Zobaczyć

Jeszcze nie wiem, jak wygląda. Jeszcze nie miałem możliwości choćby zaocznego kontaktu, a już popłakałem się z radości. Moja córka, Katarzyna, urodziła dziś córeczkę. Mając na uwadze, jak bardzo od lat jej pragnęła, cieszę się ogromnie, wdzięczny Bogu za dar nowego życia w naszej rodzinie. Przez ostatnie dwanaście lat byłem dziadkiem wspaniałego wnuka, Jakuba. Od dziś – błogosławiony niech będzie Pan!  - mam też wnuczkę, Anastazję.

Dziwne. Mija zaledwie parę godzin od narodzin tej niezwykłej dla mnie dziewczynki, a już nie mogę się doczekać, kiedy ją zobaczę. Dystans trzystu kilometrów i obowiązki tworzenia warunków dla nowego życia na Olszynce, nie pozwalają na spotkanie od razu. Serce jednak ekscytuje się i drży. Już wkrótce się z nimi zobaczę.

Narastające, silne pragnienie spotkania budzi we mnie myśl o zbliżającej się chwili, gdy zobaczę mojego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Tego miłujecie, chociaż go nie widzieliście, wierzycie w niego, choć go teraz nie widzicie, i weselicie się radością niewysłowioną i chwalebną, osiągając cel wiary, zbawienie dusz [1Pt 1,8-9]. W tych natchnionych słowach wyczuwa się radosne drżenie serc pierwszych chrześcijan. Jeszcze Pana nie widzieli, a już cieszyli się na myśl o tym, że wkrótce Go zobaczą.

Zawstydzam się przyjemnie. Dzięki Anastazji odnajduję w sobie świadomość miłości, która jeszcze nie widzi, a już się weseli. Miłuję Pana Jezusa, chociaż Go nie widziałem. Najszczerzej więc, jak tylko potrafię, powtarzam za Hiobem: Tak! Ja sam ujrzę go i moje oczy zobaczą go, nie kto inny. Moje nerki zanikają we mnie za tym tęskniąc [Jb 19,27].