10 lutego, 2018

Pragnę triumfu w finale!

"Złoto i srebro po pierwszej serii, a w finałowej - nic!?" - rozlegają się jęki zawodu graniczące z pretensją. Jak to? Przecież powinni stanąć na podium. Niestety. Polscy skoczkowie ostatecznie zajęli dziś 4. i 5. miejsce na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Korei Południowej. Nie zagrano dziś "Mazurka Dąbrowskiego" w PyeongChang. Na podium stanęli Niemiec i dwaj Norwegowie.

Smutno mi - oczywiście - z tego powodu. Niezależnie jednak od oceny organizacji i samego przebiegu dzisiejszych skoków, ciśnie mi się do głowy myśl o finale chrześcijańskiego biegu. Przypatrując się niektórym duchowym biegaczom, póki co - w połowie dystansu - wszystko zdaje się wskazywać, że mają już pewną koronę w niebie. Ale bieg jeszcze się nie skończył. Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli [1Ko 9,24] - wzywa Słowo Boże.

Ważny jest finał!  Nie to, co teraz po drodze sami myślimy o sobie, ani to, co mówią o nas inni. Na godzinę przed finałem o Polakach wciąż mówiło się, że są faworytami. Do zawodników, najlepszych spośród zborów małoazjatyckich pierwszego stulecia, Pan powiedział: Przyjdę rychło; trzymaj, co masz, aby nikt nie wziął korony twojej [Obj 3,11]. Owszem, mieć tytuł Olimpijczyka to wielki zaszczyt, ale do niego nie jest automatycznie przypisany żaden medal. Trzeba jeszcze zwyciężyć w konkretnej rywalizacji, ażeby stanąć na podium. Zbawienie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, to niewątpliwie wspaniałomyślny dar łaski Bożej. Czy jednak wszyscy jednakowo dar zbawienia należycie wykorzystamy i sięgniemy po nagrodę?

Biblia naucza, że jeśli - jako ludzie cieszący sie darem zbawienia - będziemy budować z byle czego i byle jak, to poniesiemy szkodę. Owszem nadal pozostaniemy "Olimpijczykami", tyle, że bez medalu. Jeśli czyjeś dzieło się ostoi, ten zapłatę odbierze [1Ko 3,11]. Nie Olimpiadę jedzie się po medal, a nie tylko po to, by pomieszkać w wiosce olimpijskiej. Zbawienie w Jezusie jest godne przyłożenia się do tego, by zdobyć nagrodę. Jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie [Hbr 2,3].

Mam nadzieję, że wielu polskich tegorocznych Olimpijczyków sięgnie po medale. O niebo ważniejsze jest jednak to, ilu dzisiejszych chrześcijan tak dobiegnie do mety, aby otrzymać jedną z przygotowanych w niebie koron i nagród. Bieg się jeszcze nie zakończył.

09 lutego, 2018

Dlaczego tylko w świątyni?

Czytałem dziś rano w Księdze Wyjścia instrukcję przygotowywania olejku do poświęcania przez namaszczenie oraz kadzidła. Obydwa specyfiki miały być wykonane wg ścisłej receptury. Mogły być używane wyłącznie przez kapłanów i tylko w służbie Bożej.

Ten olejek należy do Mnie i będzie on służył do poświęcania przez namaszczanie po wszystkie wasze pokolenia. Nie wolno go nakładać na ciało innych ludzi ani sporządzać olejku o takim samym składzie. Olejek ten bowiem jest święty — i za taki macie go uważać. Ktokolwiek przygotuje olejek o takim samym składzie lub ktokolwiek nałoży go na osobę, dla której nie jest on przeznaczony, zostanie usunięty spośród swojego ludu [2Mo 30,31-33].

Kadzidło to będzie dla was największą świętością. Kadzidła o takim składzie nie sporządzajcie dla siebie. Masz je traktować jako święte — dla PANA. Ktokolwiek sporządzi takie jak to, aby używać go jako pachnidła, zostanie usunięty spośród swojego ludu [2Mo 30,36b-38].

Bóg ustanowił wyraźną różnicę pomiędzy tym, co było używane w służbie świątynnej, a wszystkim pozostałym, służącym do codziennego użytku. Proszę zauważyć, że skład i sposób przyrządzania  olejku i kadzidła wcale nie były ukryte i sekretne, jak receptura pączków u A. Blikle'go. Każdy Izraelita miał wiedzieć, co za olejek i kadzidło są używane w służbie Bożej. Jednak absolutnie nie wolno im było przygotowywać ich i używać dla celów poza świątynnych.

Stosując te zasady do dzisiejszej posługi w kościele można powiedzieć, że ani słudzy Boży, ani to, czego używają w służbie, a nawet i sama służba duchowa nie są mistyczne ani tajemnicze. Wszystko jest jawne i odbywa się wg powszechnie znanej "receptury" ewangelii Chrystusowej. Jednakże to, co jest używane  w służbie Bożej powinno być oddzielone od celów pospolitych. Innymi słowy, gitara używa podczas niedzielnego uwielbiania Boga nie powinna, nie ma prawa grać wcześniej ani później w bezbożnym rozgwarze i oparach alkoholowych nocnego klubu muzycznego. Nie możecie pić z kielicha Pańskiego i z kielicha demonów. Nie możecie brać cząstki ze stołu Pańskiego i stołu demonów [1Ko 10,21]. Osoby usługujące w kościele, z racji poświęcenia Panu, nie mogą udzielać się w bezbożnych lub bałwochwalczych imprezach. Nie możecie służyć Bogu i mamonie [Łk 16,13].

Żyjemy w czasach swobodnego mieszania świętego z pospolitym. Światowe trendy, metody, środki i zwyczaje powszechnie stosuje się w kościele, a określoną w Biblii świętość osób i akcesoriów służby Bożej ma się za nic. Gdzie podziała się powaga nabożeństwa chrześcijańskiego, chrztu wiary czy sprawowania Wieczerzy Pańskiej? Olejek poświęcenia leje się na prawo i lewo, bez należytej troski o uświęcenie życia namaszczanych, a kadzidło, miast uatrakcyjniać wyłącznie czas i miejsce zgromadzenia świętych,  staje się pachnidłem uprzyjemniającym prywatne i beztroskie życie kościelnych celebrytów. Wszystko, co jest przyniesione do domu Bożego i złożone w ofierze, jest poświęcone Panu i nie ma prawa być używane do zaspokajania prywatnych zachcianek i przyjemności.

Bogu niech będą dzięki, że mamy w Kościele i w poszczególnych zborach ludzi prawdziwie poświęconych Bogu i oddanych w służbie Bożej. Nie na każdego należy wylewać olej namaszczenia i go poświęcać. Bogu niech będą dzięki, że mamy miejsca i sprzęty przygotowane i przeznaczone do pełnienia posługi duchowej. Doceniamy nastrój domu Bożego i miejsce przebywania Jego chwały [Ps 26,8], bo pachną nam, niczym święte kadzidło. Nie opuszczajmy wspólnych zgromadzeń zboru i nie próbujmy kadzidlanej atmosfery stwarzać sobie w domu na użytek własny i swojego "kościoła domowego".

Tak Bóg postanowił, że niektóre czynności, przedmioty i miejsca mają być oddzielone od tego, co pospolite. Miejcie wiarę w Boga!

31 stycznia, 2018

Naucz się uprzedzać wroga

Spokojne, codzienne życie ewangelicznie wierzącego chrześcijanina w Polsce. Można powiedzieć, że życie bezpieczne. Spokojnie się ułożę i zasnę, bo Ty sam, Panie, sprawiasz, że bezpiecznie mieszkam [Ps 4,9]. Nawet nie wypada się trwożyć. Nie ulękniesz się strachu nocnego ani strzały lecącej za dnia, ani zarazy, która grasuje w ciemności, ani moru, który poraża w południe [Ps 91]. I któż wyrządzi wam co złego, jeżeli będziecie gorliwymi rzecznikami dobrego? [1Pt 3,13]. Tak jest. W Chrystusie czujemy się super bezpieczni.

Nie zapominajmy wszakże, że jest i druga strona medalu. Wiemy, że przebywając w ciele jesteśmy oddaleni od Pana [2Ko 5,6]. Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć [1Pt 5,8]. Nie każdy kontakt z ludźmi jest bezpieczny. Nie każdego jednakowo należy gościć w domu i w zborze. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać [Jn 10,10]. Zagrożenie wisi w powietrzu. Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat [1Jn 4,1].

Wiara nie zabezpiecza nas przed trudnościami. W każdej chwili można popaść w tarapaty. W dobre lata młodości Józefa wtargnęła zawiść braci i wywózka do Egiptu. Żyjący według serca Bożego Dawid z dnia na dzień musiał błagać o ponowne stworzenie w nim czystego serca. Sielskie życie Hioba nagle zostało przerwane serią nieszczęść. Pobożność Daniela nie uchroniła go od wrzucenia do lwiej jamy.

Oto prosta ilustracja sprzed sześciu lat. Luksusowa siedziba konsulatu USA w libijskim mieście Benghazi. Piękny, słoneczny dzień 11 września 2012 roku. Ambasador Christopher Stevens relaksował się pod okiem ochroniarzy ze świadomością, że w pobliżu stacjonuje sześciu agentów tajnych służb chroniących bazę CIA. Nagle raj zamienił się w piekło. Ambasador poniósł śmierć, a agenci przez siedem godzin toczyli nierówną, makabryczną walkę o przetrwanie. Wszystko stało się bardzo skomplikowane. Opowiada o tym film pt. "13 godzin. Tajna misja w Benghazi".

Atak Al-Kaidy na konsulat USA w Benghazi powinien dać spokojnie żyjącym chrześcijanom sporo do myślenia. W każdej chwili w naszą stronę może polecieć jakiś rozżarzony pocisk złego [Ef 6,16]. Zagrożenie nie zawsze przychodzi z zewnętrz, bowiem źródłem pokus człowieka są jego własne żądze. To one go pociągają i nęcą [Jk 1,14]. Musicie wiedzieć, jak stawić opór w krytycznej chwili i jak wyjść z potyczek zwycięsko [Ef 6,13].

Oto przynajmniej kilka wskazówek, które winniśmy brać na co dzień pod uwagę.

1. Ciesząc się pięknymi chwilami miejmy włączony system duchowego ostrzegania i podtrzymujmy świadomość, że raj w każdej chwili może zamienić się w piekło. Świadomy zagrożenia Nehemiasz przeorganizował odbudowę murów Jerozolimy.  Ale od tego dnia połowa moich ludzi wykonywała pracę, a połowa pozostawała w pogotowiu, uzbrojona we włócznie, tarcze, łuki i pancerze. Dowódcy byli rozmieszczeni tak, że mieli przed sobą całą wspólnotę judzką, wszystkich budujących mur. Tragarze nosili materiał w jednej tylko ręce. W drugiej trzymali broń. A co do budujących, każdy z nich pracował, mając miecz u boku. Trębacz natomiast był przy mnie [Neh 4,16-18]. Przeciwników jest wielu. Nie odkładajmy na bok zbroi Bożej.
.
2. Trwajmy we wspólnocie i kontakcie z innymi wierzącymi. Liczmy się z tym, że pomoc z ich strony może być ograniczana nieżyciowymi zasadami i religijnymi procedurami. W krytycznej chwili zazwyczaj nie ma na nie czasu. Dobrze jest pozostawać w łączności z chrześcijanami, o których wiemy, że niezależnie od przynależności denominacyjnej są z nami jednego ducha. Którzy w razie potrzeby natychmiast, bez najmniejszej zwłoki, staną przy nas i zawalczą o nasz los praktycznie i w modlitwie. Przypomina mi się biblijna wzmianka o tym, jak Danici ruszyli na Laisz, na lud spokojny, nie przeczuwający niebezpieczeństwa. Tam wybili mieszkańców ostrzem miecza, a ich miasto spalili. Nikt nie przybył im na ratunek, ponieważ mieszkali daleko od Sydonu, a też nic ich z nikim nie łączyło [Sdz 18,27-28].

3. Analizując rozmaite sytuacje, w których na polu duchowej walki doszło do porażki, zauważam, że wiele głębokich ran zostało zadanych z powodu bagatelizowania szczegółów i braku zdecydowanej postawy obronnej. Doceniajmy wagę każdej chwili i bądźmy świadomi jej znaczenia. Przeciwnik stara się nas omamić. Gdy ulegniemy złudzeniu, że jesteśmy całkowicie bezpieczni, wówczas wystarczy mu dosłownie chwila, aby wprowadzić do naszego serca pokusę i przypuścić śmiertelny atak. Potrzebna nam naprawdę daleko idąca czujność. Gdy już zostaniemy zaatakowani, koniecznie zachowajmy zimną krew, zdecydowanie stając ze złem oko w oko. Nie wolno nam wówczas wymięknąć ani na moment. Tak jak policjant w trakcie interwencji musi bez najmniejszego wahnięcia działać zdecydowanie aż do chwili aresztowania przestępcy, tak chrześcijanin nie może odpuścić pokusie, dopóki całkowicie jej nie przezwycięży. Przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was [Jk 4,7].

4. Dość często w duchowych zmaganiach poważnym problemem staje się  brak orientacji, kto naprawdę jest z nami, a kto przeciwko nam. We wspomnianej obronie placówki dyplomatycznej USA w Benghazi taką uciążliwością byli libijscy bojownicy Brygady 17 Lutego. Z wyglądu niczym się nie odróżniali od napastników z Al-Kaidy i amerykańscy komandosi ciągle nie mieli pewności, z kim mają do czynienia. Nauka apostolska wspomina o niebezpieczeństwie ze strony fałszywych braci [2Ko 11,26]. Nie wolno liczyć na kogoś, kto w każdej chwili może nam wbić nóż w plecy. Kto nienawidzi, wargami może udawać, że tak nie jest, jednak w swoim wnętrzu knuje podstęp. Chociaż głosem okazuje przychylność, nie wierz mu, bo skrywa w sercu siedem obrzydliwości [Prz 26,24-25]. Dlatego każdy zbór potrzebuje daru rozeznawania duchów, a każdy poszczególny chrześcijanin zaufania do braci i sióstr przestrzegających przed niektórymi kontaktami. Wtedy - jak świadczy Słowo Boże - sprawę da się ogarnąć z dobrym skutkiem. Stało się tak pomimo nacisków fałszywych braci, którzy znaleźli się we wspólnocie z ukrytym zamiarem wyszpiegowania wolności danej nam w Chrystusie, i wzięcia nas w niewolę. Nie ustąpiliśmy im ani na chwilę [Ga 2,4-5].

5. W skutecznym stawianiu czoła pokusom i innym duchowym wrogom niebagatelną rolę odgrywa duchowe przywództwo. Świetnie wyszkoleni żołnierze przez parę godzin czekali tuż obok w bazie CIA na decyzję, czy mogą pomóc kolegom w ochronie ambasadora. Zaraz po informacji o pierwszym ataku na Amerykanów w Benghazi, błyskawicznie z Niemiec przerzucono na Sycylię trzy oddziały specjalne szybkiego reagowania, w tym komando z Delta Force. Operacyjnie wszystko było w zasięgu ręki. Myśliwce w ciągu 20 minut mogły obrócić w popiół atakujące bojówki Al-Kaidy. Potrzebna była tylko decyzja prezydenta Obamy i zgoda na rozpoczęcie akcji ratunkowej. Niestety, nikt w Libii tej zgody się nie doczekał. Jakie to przykre, gdy czasem bracia z powodu tzw. poprawności politycznej lub innych - tylko im znanych - racji pozostają nieczuli na czyjeś nieszczęście. Miłość rozpoznaliśmy po tym, że On oddał za nas swoje życie. My też powinniśmy oddawać życie za braci [1Jn 3,16]. Nie wolno nam odwracać się od braci i sióstr w potrzebie. Nie godzi się zostawiać nikogo na polu walki samego. Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa [2Tm 2,3]. Nawet jeśli przywódcy nas zawiodą, niechby nie zabrakło nam towarzyszy wiary, którzy w kryzysie nie odstąpią od nas ani na krok.

6. Każdy zaprawiony w duchowym boju chrześcijanin zna wartość wsparcia ze strony najbliższych. Nie wszyscy mają wierzących współmałżonków, rodziców czy domowników, lecz każdy może zadbać o sformowanie kilkuosobowej grupy wsparcia. Budując wzajemne zaufanie i pozostając z członkami takiego przyjacielskiego grona w stałym kontakcie, zapewniamy sobie wzajemnie duchowe bezpieczeństwo. W chwili nagłego ataku sił ciemności natychmiast mamy kompanię naszych bliskich. Źle robimy poświęcając wiele uwagi działalności na odległych polach misyjnych, a zaniedbując relacje z domownikami oraz kontakt z braćmi i siostrami z własnego zboru. A kto nie troszczy się o swoich, zwłaszcza o domowników, ten wyparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego [1Tm 5,8]. Nauczmy się  więcej czasu poświęcać osobom nam bliskim, którzy nas autentycznie kochają. W chwilach pokuszenia są oni dla nas prawdziwym oparciem i okazują się bardziej pomocni aniżeli najwięksi mężowie Boży z daleka.

Jeżeli jest prawdą, że szatańskie intrygi są nam dobrze znane [2Ko 2,11] to trzeba nam w porę zajmować pozycję obronną i nie dać się im zaskakiwać. Nauczmy się uprzedzać posunięcia wroga. Przecież nie tylko z własnych doświadczeń wiemy, w jaki sposób zastawia on zasadzki i doprowadza ludzi do upadku. Nieuwaga i zbytnia pewność siebie szybko kończy się nieszczęściem. Dlatego kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł [1Ko 10,12].  Bóg w Chrystusie powołał nas do zwycięskiego życia. Grzech bowiem nie będzie nad wami panował, gdyż nie jesteście już pod Prawem, lecz pod łaską [Rz 6,14]. Wystarczy trochę więcej duchowej uważności, a ogniste pociski złego nie tylko nie zrobią nam krzywdy ale coraz częściej polecą sobie gdzieś w maliny.

27 stycznia, 2018

Fontanna łez

Dziś Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w celu pielęgnowania pamięci o Żydach wymordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy. Datę obchodów wyznaczono na 27 stycznia tj. rocznicę wyzwolenia w 1945 roku obozu Auschwitz-Birkenau.

Z biblijnego punktu widzenia wiadomo, że naród izraelski od zawsze był wyjątkowym obiektem miłości JHWH, powołanym przez Stwórcę do szczególnej roli wśród narodów świata. Bo jak pas przylega do bioder męża, tak chciałem, aby cały dom izraelski i cały dom judzki - mówi Pan - przylgnął do mnie, aby być moim ludem, moją chlubą, chwałą i ozdobą. Lecz oni nie słuchali [Jr 13,11]. Z tej przyczyny ukrzyżowanie Syna Bożego Jezusa Chrystusa i Holocaust mają ze sobą coś wspólnego. Pierwsze dotyczy grzechów całego świata, drugie zaś nieposłuszeństwa Izraela. W obydwu przypadkach miłość i gniew Boga splatają się w trudne do pojęcia, niewyobrażalnie przykre konsekwencje nieposłuszeństwa.

Holokaust przeraża nas prawdą o tym, jak to jest, gdy ludzie sami muszą wypić kielich gniewu Bożego z powodu swoich win. Ukrzyżowanie ogłasza, że ów kielich - w zastępstwie każdego pokutującego grzesznika - wypił Syn Boży, Jezus Chrystus. Pamięć o ofiarach Holocaustu nie pozwala nam zapominać, że ludzie z natury są źli i giną z powodu swoich grzechów, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem [Tt 3,3]. Krzyż wywyższa ofiarę Jezusa Chrystusa złożoną za grzech świata, która jedna nas z Bogiem i uśmierza Jego gniew.

Na tę okoliczność chciałbym przybliżyć dzieło chrześcijańskiego rzeźbiarza Rick'a Wienecke zatytułowane "Fountain of tears", zlokalizowane w miejscowości Arad w Izraelu. Siedem wypowiedzi Jezusa, które padły z Jego ust, gdy wisiał na krzyżu, Rick w artystyczny i bardzo interesujący sposób łączy z ogromem cierpienia i rozterki ofiar Holocaustu. Tytuł wzięty z fragmentu Słowa Bożego: Ach, gdyby tak moja głowa była morzem, a oczy źródłem łez, opłakiwałbym dniem i nocą pobitych córki mego ludu! [Jr 8,23] świadczy o wielkiej wrażliwości autora tej niezwykłej instalacji. Jej szczegółowy sens osobiście wyjaśnia on w "The Fountain of Tears — Beauty for Ashes". poczynając od 7. minuty filmu.

Dla wzmocnienia zainteresowania twórczością Ricka dodaję link do filmu, w którym pogląd o wyjątkowości "Fountain of tears" podziela m.in. Linda Olmert - dyrektor Yad Vashem Holocaust Museum  w Jerozolimie oraz David Nekrutmann - dyrektor Judeochrześcijańskiego Centrum na Rzecz Porozumienia i Współpracy. Parę dni temu dowiedziałem się,  że replika "Fontanny łez"  powstaje w Oświęcimiu niedaleko bramy, przez którą do obozu docierały transporty śmierci. Wkrótce więc zaproponowany przez Ricka Wienecke  głęboki namysł nad Ukrzyżowaniem i Holokaustem będzie dostępny także dla każdego Polaka tutaj na miejscu, bez konieczności wyjeżdżania do Izraela.

Póki co, w Dniu Pamięci o Ofiarach Holocaustu trzeba mi zastanowić się nad moją zdolnością do zapłakania nad własnymi grzechami. Bywa, że łatwiej smucimy się z powodu przykrych konsekwencji cudzych grzechów, aniżeli przejmujemy się ciężarem gatunkowym własnych win. Każdy mój grzech wszakże wywołuje gniew Boży i ktoś musi ten kielich gniewu Bożego wypić. Za mnie zrobił to Jezus Chrystus, bo w Niego uwierzyłem. A co z tobą?

02 stycznia, 2018

Jak pojednać się z Bogiem?

Przełom roku to dobra pora na pojednanie z Bogiem. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę [Iz 53,6] - mówi Biblia. Każdy z nas potrzebuje więc nawrócenia. Jak to zrobić? Jezus powiedział, że nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6]. To znaczy, że Bóg w Chrystusie świat ze sobą jedna, nie poczytując ludziom ich upadków, i nam powierzył słowo pojednania. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,19-20] - objaśnia nauka apostolska.

Jak więc naprawić swój kontakt z Bogiem? W tych dniach mocno przemawiają do mnie słowa Pisma Świętego, na których Dwight Eisenhower w styczniu 1953 roku - podczas zaprzysiężenia  na 34. prezydenta Stanów Zjednoczonych - trzymał palec. Gdy mój lud, nad którym wzywane jest moje imię, ukorzy się, ludzie zaczną modlić się, szukać mojej woli i zawrócą ze swoich błędnych dróg, to Ja wysłucham ich z nieba, odpuszczę ich grzech i uzdrowię ich ziemię [2Kn 7,14].

Trzeba nam ukorzyć się przed Bogiem, zacząć się modlić, szukać woli Bożej i zawrócić, aby pójść drogą naśladowania Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Serdecznie do tego zachęcam. Ja już tak  zrobiłem. Tobie też radzę, żeby dłużej już z tym nie zwlekać.

29 grudnia, 2017

Pokuta na przełom roku?

Największą potrzebą człowieka ubrudzonego jest prysznic. W takim stanie nie próbujemy pomagać innym ludziom, nie szukamy towarzystwa, rozrywki czy wiedzy. Najpierw musimy się umyć.

Chrześcijanin zanieczyszczony grzechem pilnie potrzebuje oczyszczenia. Jeżeli dał przystęp złemu i ma obciążone sumienie, to absolutnie nie powinien nad tym przechodzić do porządku dziennego. Trzeba mu czym prędzej ukorzyć się przed Bogiem. Trzeba z wiarą i w imię tego, że w Jezusie Chrystusie odpuszczono mu wszystkie grzechy, przeprosić za niezgodne z naturą dziecka Bożego zachowanie. Osobowy związek z Panem Jezusem w zaistniałej sytuacji domaga się szczerej modlitwy. Przemilczanie sprawy nie oczyści i nie naprawi relacji z Bogiem.

Zbliża się koniec roku. Świadomi naszych słabości i upadków nie udawajmy, że wszystko jest w porządku.  Ciężaru starych grzechów nie wnośmy w Nowy Rok. Jako dzieci Boże przeprośmy naszego Pana, zgłośmy Mu pragnienie, że chcemy dalej się uświęcać, prośmy Go o wsparcie, a na pewno dostąpimy duchowej odnowy.

Są ludzie, którzy w ostatnim dniu roku, niezależnie od tego jak marnie wygląda ich codzienność, idą na imprezę i robią dobrą minę do złej gry. Przykrywanie duchowej nędzy chwilową wesołością niczego jednak nie zmieni. Ażeby w Nowym Roku nie było tak samo źle, jak w Starym, potrzebna jest gruntowna odnowa duchowa. Na szczęście ta opcja wciąż jest dostępna. Oto stoję u drzwi! Pukam. - mówi Jezus.

Wszystkich, którym trzeba się opamiętać, wyprostować swoją drogę, pojednać się z Bogiem albo odnowić swoje postanowienie naśladowania Jezusa Chrystusa - serdecznie zachęcam: Uniżmy się, urońmy łzy pokuty i czym prędzej naprawmy społeczność z naszym umiłowanym Zbawicielem i Panem! Zaprośmy Go, dając Mu znowu pierwszeństwo w naszym życiu.