30 września, 2026

Lewe (po)ziomki przy domu modlitwy

Wzdłuż domu modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE od strony ogrodu rosną dziwne rośliny. Pojawiły się ubiegłego lata i rosną intensywnie, wypuszczając wciąż nowe pędy. Mają piękne, czerwone owoce, łudząco przypominające poziomki. Początkowo nawet myślałem, że to naprawdę są poziomki. Gdy jednak wziąłem je do ust, od razu stało mi się jasne, że poza wyglądem, do naszych poziomek jest im bardzo daleko. Cóż więc to za rośliny? Otóż są to poziomki indyjskie. Cechą ich owocników jest to, że rosną w górę, a nie zwisają jak poziomki rodzime. Nade wszystko zaś charakteryzują się tym, że chociaż nie są trujące ani toksyczne, to są całkowicie pozbawione smaku i zapachu.

Jak te "poziomki" zasiały się w przykościelnym ogrodzie? Tego nie wiem, ale od razu przyszła mi do głowy myśl, że podobnie ma się rzecz z ludźmi. Prawdziwi chrześcijanie wydają woń Chrystusową. To Bóg sprawił, że jesteśmy dla Niego zapachem Chrystusa — zarówno wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i tych, którzy giną. Dla jednych jest to woń śmierci zapowiadająca śmierć, dla drugich zapach życia — obwieszczający życie (2Ko 2,15-16). Ich życie, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa, nabrało też odpowiedniego smaku. Wy jesteście solą ziemi (Mt 5,13) - powiedział Jezus. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu (Kol 4,6). 

W ogrodach lokalnej wspólnoty Kościoła nie wiadomo jak potrafią się zasiać też ludzie, którzy wyglądem przypominają chrześcijan, a nimi nie są. Podobnie jak poziomki indyjskie ładnie wyglądają, lecz nie mają smaku ani zapachu prawdziwych poziomek, tak też owi "chrześcijanie" odgrywają tylko rolę ludzi wierzących. Wprawdzie nie stanowią dla społeczności śmiertelnego zagrożenia, ale też niczego dobrego do niej nie wnoszą. Przy bliższym kontakcie szybko staje się jasne, że wcale nie pachną Chrystusem, a ich życie jest duchowo jałowe i bez smaku. W pierwszym kontakcie traktujemy ich jak braci i siostry w Chrystusie, ale wkrótce przekonujemy się, że są jedynie imitacją prawdziwego chrześcijaństwa.

Czy powinienem wytępić poziomki indyjskie i usunąć je z przykościelnego ogrodu? Nie zrobię tego. Niech rosną tuż przy oknie sali nabożeństw i będą naoczną lekcją, że nie po zewnętrznym wyglądzie i przybranej pozie rozpoznaje się prawdziwego chrześcijanina. A może będzie z nimi podobnie jak z "lewymi" chrześcijanami? Nie wiadomo z czyjego nadania w zborze się pojawiają i nie wiadomo kiedy i z jakiego powodu znikają...

09 września, 2026

Dwulicowość ma się dobrze

Wczoraj zrobiło się głośno, że liderka skrajnie prawicowej partii, która w tę niedzielę wygrała wybory samorządowe w jednym z niemieckich landów, żyje w związku homoseksualnym. Szok. Publicznie walczy o rodzinę w jej tradycyjnym kształcie, podczas gdy prywatnie sama jest lesbijką i żyje w związku z inną kobietą. To jakaś zadziwiająca niekonsekwencja i obłuda! Zdumieni i wzburzeni są nawet ludzie o bardzo liberalnych poglądach. Nie zmienia to faktu, że owa partia wraz z jej liderką są na fali i mają się całkiem dobrze.

O ile wśród ludzi żyjących bez Boga na świecie dwulicowość nie jest rzadkością, to w kręgach chrześcijańskich w ogóle nie powinna mieć racji bytu. Chrystus Pan zdecydowanie ją piętnuje. Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Dbacie o czystość zewnętrznych części kielicha i misy, nie o to, że środek pełny grabieży i gwałtu. Ślepy faryzeuszu! Czyszczenie kielicha zaczynaj od wnętrza, a wtedy to, co na zewnątrz, też zalśni czystością. Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Przypominacie groby pokryte białą farbą. Na zewnątrz są piękne, a wewnątrz — kości zmarłych i wszelka zgnilizna. Wy też w oczach ludzi uchodzicie za sprawiedliwych, ale w waszych wnętrzach pełno obłudy i bezprawia (Mt 23,24-28).

Chrześcijanie, a zwłaszcza ich przywódcy i duszpasterze, mają dbać o to, by ich codzienne życie było spójne z tym, co wyznają i głoszą. A jednak - niestety - bywa inaczej. Zachowanie w prywatnym życiu wielu chrześcijan drastycznie rozmija się z nakazaną nam przez Pana miłością. O pomstę do nieba wołają takie sytuacje, że mąż jest miły dla żony w otoczeniu innych osób, a gdy zostają sam na sam, przeradza się w jej gnębiciela. Jest nie do pomyślenia w środowiskach ewangelikalnych, by kaznodzieja wzywał innych do przestrzegania biblijnych norm moralności, a sam skrycie je łamał. Jeśli masz przekonanie, że jesteś przewodnikiem niewidzących, światłem pogrążonych w mroku, wychowawcą niemądrych, nauczycielem ludzi nieświadomych rzeczy, człowiekiem znajdującym w Prawie wyraz poznania i prawdy — jeśli więc ty pouczasz drugiego, dlaczego sam nie czerpiesz z tej wiedzy? Dlaczego głosisz, by nie kraść, a kradniesz? Mówisz, by nie cudzołożyć, a cudzołożysz? Brzydzisz się bożkami, a bezcześcisz świątynię? Szczycisz się Prawem, a przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga? Gdyż to z waszego powodu — jak czytamy — imię Boga obraża się wśród pogan (Rz 2,19-24).

Tak. Rozdźwięk między publicznie wyznawanymi wartościami a praktycznym postępowaniem, wywołuje zgorszenie i przynosi ujmę imieniu Bożemu. Prawdziwi chrześcijanie nie prowadzą podwójnego życia. Wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem (2Ko 4,2). W kręgach naśladowców Jezusa Chrystusa nie akceptujemy żadnego udawania i fałszu. Pamięć o tym, co stało się z Ananiaszem i Safirą (Dz 5), wciąż pobudza nas do życia w bojaźni Bożej. Wiedząc zatem, co to znaczy bać się Pana, przekonujemy ludzi, a wobec Boga wszystko w nas jest jawne. Spodziewam się, że podobnie jawne jest w waszych sumieniach. Nie polecamy się wam ponownie, ale dajemy wam powód do chluby z naszego powodu, abyście mogli odeprzeć zarzuty tych, którzy szczycą się pozorami, a nie tym, co jest w sercu (2Ko 5,11-12).

 Kto sam jest obłudny, ten nie ma moralnego prawa do napominania innych ludzi. Sami w czymś uchybiając, wolimy przemilczać też cudze błędy. Chyba dlatego dwulicowość ma się tak dobrze. W środowisku Kościoła tak być nie może! Każdy chrześcijanin ma nie tylko zadbać o zgodność teorii z praktyką we własnym życiu, ale być też zdolnym do napominania tych, którzy w prywatnym życiu grzeszą, a publicznie udają wierzących. Dlatego - byśmy mieli do tego moralne prawo - nauka apostolska świeci nam przykładem i wzywa nas do osobistej szczerości, żebyście mieli co mówić przeciwko tym, którzy się chlubią z powierzchownych rzeczy, a nie z serca (Biblia Gdańska 2Ko 5,12).

05 września, 2026

Straż poranna przed Panem

Kilka lat temu ktoś pochwalił się w Internecie tym, że zadał sztucznej inteligencji pytanie, co by zrobiła, gdyby była diabłem i chciała zniewolić ludzi bez użycia przemocy? Jeden z punktów jej "diabelskiej" odpowiedzi dotyczył rozpraszania uwagi i brzmiał następująco: "Zależałoby mi na tym, aby ludzie nigdy nie mieli czasu na głębsze refleksje czy rozwój duchowy. Wypełniłbym ich życie rozrywkami, technologią, mediami społecznościowymi, natłokiem informacji, a nawet sztucznie wzbudzanymi lękami i problemami. W ten sposób trudno byłoby im spojrzeć na życie w sposób bardziej świadomy". Jakkolwiek to się dzieje, czy rzeczywiście z inspiracji diabelskiej, czy jedynie z ludzkiego braku rozsądku i uważności, wciąż powielamy ten wspomniany w Biblii błąd marnowania czasu. Bo sami Ateńczycy, podobnie jak mieszkający tam cudzoziemcy, niczemu innemu nie poświęcali tyle czasu, co opowiadaniu lub słuchaniu najświeższych nowin (Dz 17,21).  

Dzisiaj rano przeczytałem w Biblii natchnione słowa proroka Izajasza: Każdego ranka budzi moje ucho, abym słuchał jak ci, którzy się uczą. Wszechmogący Pan otworzył moje ucho, a ja się nie sprzeciwiłem ani się nie cofnąłem (Iz 50,4-5). Od razu odżyła we mnie myśl o znaczeniu porannej, osobistej społeczności z Bogiem. Wpajał nam to w Szkole Biblijnej w Warszawie nasz nauczyciel, śp. Mieczysław Kwiecień. Każdego dnia rano; zanim zaczniemy rozmawiać, sięgniemy po telefon, spotkamy się z ludźmi, pójdziemy do sklepu, wyjdziemy do pracy, włączymy radio itd., - chociaż kilkanaście minut spędźmy z Bogiem czytając Biblię z modlitwą. Czytając fragment Pisma Świętego zadawajmy sobie pytania pomocnicze typu: Co Pan Jezus przez te słowa mówi dzisiaj do nas? Jakiej wskazówki nam udziela? Na co zwraca nam uwagę? Do czego przez ten fragment nas wzywa? Za co nas pochwala, a za co gani? O co powinniśmy dzisiaj zadbać? Itp. 

W Szkole Biblijnej ten osobisty czas z Bogiem nazywaliśmy "Strażą poranną przed Panem". Chodzi o to, by zaczynając dzień, zanim pójdziemy do pracy czy szkoły, zanim podejmiemy się jakichkolwiek czynności, najpierw stanąć przed Bogiem na poranną odprawę. Skoro tak robi się nawet w zwykłej firmie, że pracownicy przed rozpoczęciem pracy, choćby na chwilę, spotykają się ze swoim kierownikiem i otrzymują instrukcję dotyczące najbliższych zadań, to tym bardziej jest wskazane, by - podejmujący się rankiem swoich codziennych obowiązków - chrześcijanin potrafił zatrzymać się i zapytać, co Duch Święty podpowiada mu na najbliższe godziny. Może byłoby warto prowadzić też sobie osobiste zapiski z tej odprawy, by co jakiś czas je przejrzeć i wyciągnąć szersze wnioski...

Żyjemy w czasach ogromnego natłoku napływających do nas z każdej strony najróżniejszych informacji. Nie jesteśmy w stanie tego zjawiska zatrzymać, ani go uniknąć. Możemy wszakże należycie stawić mu czoła ukierunkowując swoje myśli, słowa i czyny poprzez poranną odprawę przed Panem. Zwracajcie zatem uwagę na własne postępowanie. Nie zachowujcie się jak niemądrzy. Żyjcie raczej jak ludzie mądrzy, którzy nie marnują najdrobniejszej chwili, szczególnie że przyszło nam żyć w trudnych czasach. Dlatego koniec z brakiem rozsądku. Starajcie się pojąć, co jest wolą Pana (Ef 5,15-17).

01 września, 2026

Zdolni innych nauczać

uczeń MB we wrześniu 1966 roku
Dzisiaj mija dokładnie 60 lat od czasu, gdy zacząłem moją szkolną przygodę. Począwszy od tego pamiętnego dnia, stosownie ubrany, z tornistrem na plecach, sześć razy w tygodniu pokonywałem piechotą dystans trzech kilometrów, by znaleźć się w miejscu podstawowej edukacji. Wreszcie mogłem przez kilka godzin każdego dnia skupić się na zdobywaniu wiedzy. Moim wielkim atutem w tamtym czasie była nasza nauczycielka, pani Gałęzowa - dojrzała, mądra kobieta z życzliwym, aczkolwiek wymagającym, podejściem do każdego z jej uczniów. Kluczowe, pierwsze lata nauki pod jej okiem miały zbawienny wpływ na moje podejście do wszelkich, późniejszych wyzwań życiowych. Myślę, że - obok mojej Mamy - miała spory udział w procesie wpajania mi pracowitości, uczciwości, odpowiedzialności i staranności, które okazały się niezastąpione również w - praktykowaniu pobożności.

Tajemnicą sukcesu szkoły są jej nauczyciele. A Kościoła? Starszy zatem ma być nienaganny. Powinien być mężem jednej żony, człowiekiem trzeźwo myślącym, umiarkowanym, przyzwoitym, gościnnym, zdolnym do nauczania, wolnym od nałogów, nie wybuchowym, lecz łagodnym, niekłótliwym, nie nastawionym na pieniądz, dobrze kierującym własnym domem, dzieci trzymającym w posłuszeństwie, z wszelką godnością. Bo skoro ktoś nie potrafi kierować własnym domem, jak może troszczyć się o kościół Boży? (1Tm 3,2-5). Lokalne zbory Kościoła pilnie potrzebują takich nauczycieli. Skąd ich wziąć? To, co usłyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać również innych (2Tm 2,2). Zatem, nie każdemu Bóg powierza rolę duszpasterską i nauczycielską w Kościele. Biblia wskazuje na kilkustopniowy proces przygotowywania i powoływania do posługi Słowem i to pod okiem doświadczonych sług Bożych.

Sporym problemem naszych czasów jest zjawisko samopowoływania. Jak grzyby po deszczu, na lewo i na prawo, zwłaszcza w większych miastach, wyrastają samozwańczy pastorzy, nauczyciele i prorocy. Nikt ich nie zweryfikował pod względem etycznym i moralnym. Nikt nie zrobił im egzaminu z teologii. Sami, bez żadnego duchowego zwierzchnictwa, zaczynają nauczać nie pytając nikogo o zdanie. Przecież nawet apostoł Paweł miał potrzebę skonsultowania się z innymi sługami Bożymi aby jego posługa nie okazała się daremna (Ga 2,2). Prawdziwy Kościół nie jest miejscem działania na własną rękę. Niech oni najpierw odbędą próbę, a potem, jeśli się okaże, że są nienaganni, niech przystąpią do pełnienia służby (1Tm 3,10). Niestety, Internet nie żąda przedstawienia listów uwierzytelniających, nie pyta o poglądy, nie sprawdza charakteru i nie zagląda do życiorysu. Wystarczy założyć konto na Facebooku lub YouTube, zatytułować się po swojemu – i już! Bądźmy ostrożni. Biblia uczy, że On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego (Ef 4,11-12).

Pani Gałęzowa z jej uczniami
Sześćdziesiąt lat temu stając się uczniem, sam nie wybierałem sobie nauczyciela, od którego będę czerpać wiedzę. Przesądziła o tym moja lokalizacja i dyrektor miejscowej szkoły. Tak też jest z „pierwszakami” w sensie duchowym. Są formowani przez ludzi ze środowiska, w którym narodzili się na nowo. Dopiero potem mogą decydować, kto będzie ich nauczycielem. Chrystus Pan przestrzegł, aby robić to bardzo rozważnie. Wy nazywacie mnie Nauczycielem i Panem, i słusznie mówicie, bo jestem nim (Jn 13,13). To wybór podstawowy i najsłuszniejszy! Jednakowoż, w naszej wolności doboru możemy popełnić błąd i wybrać sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce (2Tm 4,3). Tak wielu chrześcijan już zrobiło. Mają swoją internetową listę ulubionych mówców. Nie potrzebują już słuchać miejscowego pastora, zwłaszcza, że jest mniej błyskotliwy. Tamci, z Internetu, powoli przejmują jego nauczycielską rolę. A kto może na odległość, w świecie wirtualnej iluzji, być pewnym, że są to nauczyciele wiarygodni i tym samym zdolni innych nauczać?

Wszyscy twierdzą, że występują w imieniu Jezusa. Większość bez zmrużenia oka przypisuje Duchowi Świętemu autorstwo ich osobistych fantazji i poglądów. Całkiem spore grono internetowych nauczycieli uprawia domorosłą interpretację Pisma Świętego, natchnionym tekstom nadając znaczenie, które pasuje do ich prywatnych przekonań i celów. Owszem, przemawiają pięknie i porywająco, ale czy to przesądza o tym, że mają prawo nauczać w Kościele?