31 maja, 2021

Zmiana warty w pracy Pańskiej

Miałem wczoraj przyjemność bycia świadkiem budującej uroczystości. Oto siedemdziesięcioletni duszpasterz podczas niedzielnego nabożeństwa przekazywał służbę młodszemu pastorowi. Obydwu braciom towarzyszyły ich żony. W obecności zgromadzonej wspólnoty miało miejsce uroczyste ślubowanie i modlitwa. Lokalny zbór Kościoła Zielonoświątkowego szczęśliwie przeszedł proces odnowienia przywództwa. Były podziękowania i życzenia. Niech ustępujący pastor cieszy się dobrym zdrowiem i w przyszłości nie raz usłyszy, że oddał służbę w dobre ręce. Niech Bóg odbierze sobie z tej zmiany chwałę i wdzięczność.

Przyglądając się takim wydarzeniom, jako sługa Słowa Bożego u schyłku służby, doznaję wielkiej radości. Nowy pastor i jego żona są ludźmi zajętymi. Obydwoje mają bardzo odpowiedzialną  i absorbującą pracę zawodową. Wychowują troje dzieci. Codziennie parę godzin spędzają w samochodzie pokonując odległości wynikające z zamieszkiwania w małej miejscowości. A jednak podjęli się służby pastorskiej. Nie mając wolnego czasu poświęcają się Panu. Oddają się do dyspozycji braci i sióstr w Chrystusie. Mają świadomość, że nie ułatwiają sobie życia, a jednak postanowili stawić czoła tym nowym wyzwaniom.

Moja radość - oczywiście - nie wynika z tego, że będzie im trudniej. Cieszę się widząc, że Chrystus Pan wciąż znajduje ludzi pragnących trudzić się w pracy Pańskiej. Jestem dumny z takich młodych chrześcijan, którzy z miłości do Jezusa wyrzekają się tzw. 'świętego spokoju' i - pomimo niechybnie zbliżających się przykrości - chcą służyć w Kościele Jezusa Chrystusa. Praca dla Pana jest zarazem piękna, jak i śmiertelnie odpowiedzialna. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, dobrego dzieła pożąda [1Tm 3,1]. Niech was tak wielu, moi bracia, nie zostaje nauczycielami, wiedząc, że wtedy wyższy wyrok otrzymamy [Jk 3,1]. Jestem bardzo tym zbudowany, gdy pragnienie udziału w służbie Bożej wygrywa z wszelkimi obawami wynikającymi z jej odpowiedzialności.

Życząc wszystkiego najlepszego nowemu pastorowi, jednocześnie chciałem mu zasygnalizować, że objęcie stanowiska w służbie nie jest żadnym sukcesem. Bardziej jest swego rodzaju nową, trudniejszą próbą wierności i szczerego oddania Chrystusowi. Dlatego raczej próbowałem wyposażyć go w biblijną motywację do pracy, wspomagając się wezwaniem Słowa Bożego: bądź dla wierzących wzorem w postępowaniu, w miłości, w wierze, w czystości [1Tm 4,12]. Na gratulacje i pochwały przyjdzie czas, gdy dotrzemy do celu naszej służby i zakończymy życiową wędrówkę. 

28 maja, 2021

Mało nagłaśniana tajemnica sukcesu

Ilustr. Gustave Doré
Król Dawid, o którym w tych dniach czytam w Biblii, znany jest między innymi z tego, że zjednoczył pod swoim berłem wszystkie plemiona izraelskie i doprowadził do pełnego rozkwitu Narodu Wybranego w Ziemi Obiecanej. Do dziś jest czczony w Izraelu jako wielki bohater narodowy. Wszyscy zwykliśmy skupiać uwagę na Dawidzie i rozsławiać jego czyny oraz osiągnięcia. Tymczasem tajemnica sukcesu tego niezwykłego króla kryje się i w tym, że otaczali go bardzo mu oddani, nietuzinkowi ludzie. Do ścisłego grona towarzyszy Dawida należeli Joab, Abiszaj i Asael, trzej synowie Serui [2Sm 2,18]. Napotkana rankiem historia biblijna każe mi dzisiaj napisać o nich parę słów.

Gdy ponownie doszło do bitwy Filistynów z Izraelem, a brał w niej udział również Dawid wraz ze swoimi wojownikami, wówczas, w czasie walki, Dawida ogarnęło zmęczenie. Wtedy Jiszbi-Benob, jeden z potomków Refaitów, krzyknął, że on uderzy na Dawida. A waga spiżowego grota jego włóczni wynosiła trzysta sykli, ponadto miał przy sobie nową, nie zużytą broń. Jednak Abiszaj, syn Serui, pośpieszył Dawidowi na pomoc, ugodził Filistyna i zabił go. Wówczas wojownicy przysięgli Dawidowi: Już więcej nie wyjdziesz z nami do bitwy, aby nam nie zgasła lampa Izraela [2Sm 21,15-17].

Jak wynika z powyższego zapisu, Dawid nie zawsze był w stanie stawiać czoła 'Goliatom'. Jak każdy z nas, miał chwile nieuwagi i słabości. Zdarzało mu się też popełniać błędy. Na szczęście byli przy nim życzliwi mu ludzie. Gotowi do wszelkich poświęceń, czuwali i natychmiast reagowali, gdy zachodziła taka potrzeba. Mało tego. Po wspomnianym dziś incydencie zatroszczyli się o bezpieczeństwo Dawida także w ten sposób, żeby go trzymać z dala od miejsc, w których mógłby zostać skrzywdzony. Rzadko o tych ludziach wspominamy, ale to dzięki nim Dawid wprowadził Izraela w złoty wiek.

Tak to już jest w życiu, że zwykliśmy skupiać uwagę na ludziach z pierwszych rzędów i o nich mówić. Czasem łatwo przy tym pomyśleć, że w pojedynkę doszli do tego, kim są i czego dokonali. Lecz prawda jest taka, że za każdym sukcesem naszych bohaterów stoi jakiś 'Joab i Abiszaj'. Bez ludzi z drugiego i z dalszych rzędów, mało kto dokonałby tego, za co zbiera pochwały. Każdy z nas swoje życie i osiągnięcia - oczywiście - zawdzięcza Bogu, ale też wielu osobom z naszego otoczenia.

Wprawdzie niczego znaczącego nie osiągnąłem, ale już nawet w granicach tego, kim jestem i co robię, zauważam ogromną wartość osób, które mnie otaczają. Najpierw moi rodzicie i rodzeństwo, potem przyjaciele, żona, dzieci, bracia i siostry w Chrystusie, nawet jednorazowo napotkani ludzie - oni wszyscy pomogli mi dotrzeć do miejsca, gdzie jestem. Jestem wdzięczny za powstrzymywanie mnie przed błędnymi krokami, za wsparcie w chwilach trudnych, za ratowanie mi skóry, gdy znalazłem się w niebezpieczeństwie, za przejmowanie moich obowiązków, gdy okazałem się zbyt słaby, chory lub zmęczony.

Wspomnianego dnia Dawid niechybnie by zginął. Jednak Abiszaj, syn Serui, pośpieszył Dawidowi na pomoc. Ja również wielokrotnie już bym się załamał, skompromitował, zszedł z drogi wiary, upadł, poddał się przeciwnościom, gdyby nie życzliwi ludzie, którzy mnie otaczają i wspierają. Po dzisiejszym rozważaniu Pisma Świętego myślę o nich ze świeżą dozą wdzięczności. A ty? Rozejrzyj się. Też otaczają cię podobni ludzie.

25 maja, 2021

Czy można było tego uniknąć?

Przeczytałem dzisiaj w Biblii o bulwersującym zachowaniu Absaloma, syna króla Dawida. Człowiek, własny syn, któremu Dawid okazał tyle serca, stał się dla ojca żmiją wyhodowaną na własnym łonie.  

Jakiś czas potem Absalom przygotował sobie rydwan i konie oraz oddział pięćdziesięciu wojowników zdolnych biec przed nim w orszaku. Wstawał też Absalom wcześnie rano, ustawiał się przy drodze do bramy i przywoływał do siebie każdego, kto udawał się do króla, aby rozstrzygnąć jakąś sporną sprawę. Zwykł pytać: Z którego jesteś miasta? I otrzymywał odpowiedź: Twój sługa należy do tego i tego plemienia Izraela. Po zapoznaniu się ze sprawą, Absalom mawiał: Moim zdaniem, twoja sprawa jest jak najbardziej uzasadniona i słuszna, lecz u króla nie znajdziesz nikogo, kto by cię z uwagą wysłuchał. Dodawał też: Gdyby to mnie ustanowiono sędzią w tym kraju i do mnie przychodził każdy, kto ma sporną sprawę, na pewno mógłby liczyć na sprawiedliwość. Również, kiedykolwiek podchodził ktoś, by pokłonić się Absalomowi, ten wyciągał do niego rękę, obejmował go i witał pocałunkiem. Tak Absalom postępował względem każdego Izraelity, który szedł, aby stanąć przed królewskim sądem — i w ten sposób zaskarbił sobie życzliwość Izraelitów.

Po upływie czterech lat Absalom powiedział do króla: Pozwól, że wybiorę się do Hebronu, aby dopełnić ślubu, który złożyłem PANU. Twój sługa złożył bowiem ślub, gdy przebywał w Geszur w Aramie: Jeśli rzeczywiście PAN pozwoli mi wrócić do Jerozolimy, to złożę Mu hołd. Król okazał przychylność: Idź w pokoju — powiedział. I Absalom udał się do Hebronu. W tym czasie Absalom rozesłał zwiadowców do wszystkich plemion Izraela. Nieśli oni wiadomość: Gdy usłyszycie dźwięk rogu, wołajcie: Absalom został królem w Hebronie! Z Absalomem wyruszyło też z Jerozolimy dwustu ludzi. Zostali oni przez niego zaproszeni i szli ze szczerymi zamiarami. Nie byli świadomi kulisów całej sprawy [2Sm 15,1-11].

Czy król Dawid mógł tego uniknąć? Owszem. Mógł nie przygarniać Absaloma, gdy ten - zdyskredytowany z powodu swoich grzechów - był na wygnaniu. Owszem. Mógł uważniej przyglądać się zachowaniu syna pod jego drzwiami i w porę ukrócić perfidię urabiania i zjednywania sobie ludzi. Mógł też bliżej się zainteresować dlaczego Absalom właśnie tam, gdzie Dawid zaczął swoje panowanie nad Izraelem, właśnie w Hebronie chce składać hold Bogu. Tak. Dawid mógł wykazać się większą przezornością i bardziej ograniczonym zaufaniem do syna, który już wcześniej bardzo go zawiódł. Dawid był przecież nie w ciemię bity. Z pewnością mógł przewidzieć bunt syna i nie dopuścić do niego. Dlaczego więc tak łatwo dał się skrzywdzić? Czy postępując inaczej wciąż byłby tym samym Dawidem?

Król Dawid - to była marka sama w sobie, to był człowiek, którego trudno było wpasować w ludzkie ramy. Od samego początku, już wtedy, gdy jako młodzieniec stawał do walki z Goliatem, było wiadomo, że całkowicie polega na Panu. Nigdy nie próbował odgrywać roli bezbłędnego człowieka. Miał zdrowy dystans do samego siebie. W głębi serca był bezgranicznie oddany Bogu i wiedział, że taka postawa jest jego najpewniejszym zabezpieczeniem. 

Zastanawiam się dzisiaj, z jakim Dawidem wolałbym mieć do czynienia? Czy z Dawidem przezornym, wyrachowanym, do bólu bezbłędnym i akuratnym? Czy raczej z Dawidem niepoprawnie prostolinijnym, emocjonalnie trochę podstrzelonym, na całego oddanym sprawie Bożej, przy którym nieraz trzeba ulać trochę łez ale i można zdrowo się pośmiać? Jakim 'Dawidem' chcę być dla otaczających mnie ludzi? Kimś kto nigdy nikomu nie da się ograć ani wykiwać? Czy raczej Dawidem, któremu nawet własny syn jest w stanie zafundować mnóstwo przykrości?

18 maja, 2021

Mimo to nie porzuci!

Gdy daleko od domu popsuje się nam samochód, to raczej nie zostawiamy go gdzieś przy drodze, nawet jeśli sam w sobie nie ma on już dla nas większej wartości. Najłatwiej byłoby go tam zostawić, ale tak nie robimy. Organizujemy transport i go zabieramy! Dlaczego? Bo jesteśmy przywiązani do niego? Niekoniecznie. Nie porzucamy naszego samochodu przede wszystkim ze względu na to, że jest do niego przypisany nasz PESEL!

Dzisiaj porozmawiamy o czymś bardzo budującym, co Biblia mówi na temat naszego Boga. Tę wielką myśl o Nim odkrywamy w sytuacji, gdy Izrael - chcąc upodobnić się do innych narodów - zażądał króla i przez to wzgardził Bogiem.

I odpowiedział Samuel ludowi: Nie bójcie się: Wprawdzie popełniliście wszystko to zło, lecz przynajmniej nie odstępujcie od Pana, a służcie Panu z całego swego serca. Nie odstępujcie od niego do nicości, które nie mogą pomóc ani wyratować, gdyż są nicościami. Nie porzuci bowiem Pan swego ludu przez wzgląd na wielkie imię swoje, gdyż raczył uczynić was swoim ludem. Również i ja daleki jestem od tego, aby zgrzeszyć przeciwko Panu przez zaniechanie modlitwy za wami. Owszem, uczyć was będę drogi dobrej i prawej. Tylko bójcie się Pana i służcie mu wiernie z całego swego serca, widząc, jak wielkich rzeczy dokonał z wami. Jeżeli atoli będziecie źle postępować, to zginiecie zarówno wy, jak i wasz król [1Sm 12,20-25].

Na czym w tym przypadku polegał grzech ludu? Co na ten temat powiedział Bóg? Posłuchaj głosu ludu. Zrób, o co cię proszą, bo to nie tobą wzgardzili. Oni nie chcą, abym Ja był ich królem. Świadczy o tym całe ich dotychczasowe postępowanie od dnia, gdy wyprowadziłem ich z Egiptu. Już wtedy porzucali Mnie, aby służyć innym bogom. To samo dotyka dziś ciebie.  Ale teraz posłuchaj ich głosu. Uświadom im tylko wyraźnie, jakie wymagania postawi im król, który będzie nad nimi panował [1Sm 8:7-9].

Samuel przedstawił więc Izraelitom wynikający z ich wyboru, nowy pakiet zobowiązań, od których wcześniej - przy bezpośredniej władzy Boga nad nimi – byli wolni, a które z chwilą wyboru króla miały stać się dla nich koniecznością. Jeśli zapanuje nad wami król, musicie liczyć się z tym, że będzie on brał waszych synów, obsadzał nimi swoje rydwany, czynił z nich swoich jeźdźców, puszczał biegiem przed swoim rydwanem,  wyznaczał ich na dowódców tysięcy lub wodzów pięćdziesiątek, zatrudniał przy oraniu swych pól, przy zbiorze swych żniw, przy wyrobie uzbrojenia i osprzętu dla rydwanów. Będzie też brał wasze córki do prac porządkowych, do gotowania i robienia wypieków. Ponadto weźmie wasze najlepsze pola, winnice i oliwniki — i da swoim sługom. Obłoży dziesięciną plony waszych pól i winnic, a to, co w ten sposób uzyska, przekaże swoim urzędnikom i dworzanom.  Wasze najlepsze sługi, służące, młodzież oraz osły zatrudni przy swoich pracach.  Pobierze dziesięcinę od waszych stad, a wy będziecie mu za sługi. A gdy któregoś dnia zaczniecie narzekać z powodu wybranego przez was króla, wówczas PAN was nie wysłucha. Lud nie chciał jednak posłuchać głosu Samuela: To nic — powiedzieli. — Niech zapanuje nad nami król! Chcemy być jak wszystkie inne narody [1Sm 8,11 – 20].

Niestety, na upór ludu nie było rady. Dopiero gdy Bóg w nadnaturalny sposób objawił z tego powodu swój gniew, Izraelici się zreflektowali. Pomódl się za swoje sługi do Pana, twojego Boga, żebyśmy nie powymierali, bo do wszystkich naszych grzechów dodaliśmy nowe zło, domagając się dla siebie króla [1Sm 12,19 BPK] - prosili Samuela. Po uznaniu przez Izraelitów faktyczności ich grzechu, z ust Samuela padły słowa zacytowane na początku naszego rozważania. Ich celem było dodanie im otuchy i powstrzymanie ich od dalszego odstępstwa. Nie odstępujcie natomiast, bo byłoby to pójściem za marnościami. Nie przyniosłyby wam one żadnej korzyści ani nie zapewniły ratunku — właśnie dlatego, że są marnościami! 

Ludowi groziło to, że po podjęciu złej decyzji i dokonaniu niewłaściwego wyboru, pogrążą się w wyrzutach sumienia i w swoim nieposłuszeństwie Bogu. Owszem, zgrzeszyli. Pomimo tego Bóg chciał okazać im wspaniałomyślność. Ale nie odstępujcie już więcej od PANA. Służcie PANU całym sercem. Tylko żyjcie w bojaźni PANA i służcie Mu wiernie, z całego serca, szczególnie że przekonaliście się, jak wielki On jest wobec was – przemówił do nich prorok Samuel.

Chociaż lud wzgardził Bogiem, Bóg w swojej łasce zapewnił ich o dalszej przychylności. Tak, PAN nie porzuci swojego ludu, ze względu na swoje wielkie imię. PAN bowiem sam zechciał przyjąć was za swój lud. Podkreślmy tu, że Bóg okazał się taki ze względu na samego Siebie! Pogrążenie się Izraela – jako narodu wybranego - w odstępstwie i bezbożności, przyniosłoby ujmę imieniu Bożemu. Dlatego Bóg obiecał, że ich nie porzuci, pod warunkiem, że się zreflektują i w tej nowej sytuacji tym bardziej będą się liczyć z Bogiem.

Zapewnienie o duchowym wsparciu padło też ze strony proroka Samuela. Również ja daleki jestem od zgrzeszenia przeciw PANU i od zaniechania modlitwy za wami. Przeciwnie, będę was uczył, jak postępować w sposób godny i prawy. Cały ten wątek kończy się przestrogą przed uporem i trwaniem w złej postawie serca. Jeśli jednak uprzecie się przy swojej niegodziwości, to zarówno wy, jak i wasz król, poginiecie! 

Czego uczymy się z tej historii? Biblia mówi, że wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył [Iz 53,6]. Nie ma ani jednego sprawiedliwego [Rz 3,10], gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej [Rz 3,23]. Na szczęście przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpiliśmy przebaczenia grzechów i usprawiedliwienia! Narodziliśmy się na nowo i zostaliśmy usynowieni przez Boga. Staliśmy się Jego własnością!

Bożym planem dla każdego chrześcijanina jest to, abyśmy trzymali się Słowa Bożego! Niech ten zwój Prawa nie oddala się od twoich ust, ale rozważaj go dniem i nocą, by postępować zgodnie z tym wszystkim, co zostało w nim napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się dobrze wiodło [Joz 1,8]. O, jak szczęśliwy jest ten, kto nie kieruje się radą bezbożnych, nie przesiąkł podłością grzeszników, nie zajął miejsca w gronie szyderców, a jego rozkosz to Prawo PANA — nad nim rozmyśla za dnia oraz nocą. Będzie jak drzewo zasadzone wśród strumieni, które wyda owoc we właściwym czasie. Jego liść nie pożółknie, a czego się podejmie, to skończy z powodzeniem [Ps 1,1-3]. Niestety, podobnie jak Izraelici, mamy skłonności do robienia po swojemu, przez co pakujemy się w niepotrzebne kłopoty. Dlaczego? Ponieważ bierzemy na siebie zobowiązania, które stają dla nas nowym prawem, obowiązującym nas także przed Bogiem.

Do takich przypadków należy - na przykład - wejście w spółkę z ludźmi nie odrodzonymi duchowo. Gdy bezbożni ludzie mówią: Zwiąż swój los z naszym, wszyscy będziemy mieli jedną kiesę. Synu mój, nie idź z nimi ich drogą, wstrzymaj swoją nogę od ich ścieżki! [Prz 1,14-15] – poucza Biblia. Przestańcie wprzęgać się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż za towarzystwo sprawiedliwości z bezprawiem? Co za wspólnota światła i ciemności?  Co za harmonia między Chrystusem a Beliarem? Gdzie część wspólna wierzącego z niewierzącym? [2Ko 6,14-15] – do dziś rozbrzmiewa apostolski apel. Gdy jednak zrobimy coś takiego, to co? To nasza dzisiejsza historia biblijna mówi, że chociaż będziemy musieli wywiązywać się z wynikających z tej spółki zobowiązań, Bóg nas nie zostawi samym sobie. Jeżeli tylko uznamy swój błąd i ukorzymy się przed Bogiem, to mimo naszego błędu, On nas nie porzuci.

Innym przykładem tego rodzaju błędu jest związek małżeński z osobą niewierzącą. Biblia wyraźnie ostrzega, aby tego nie robić. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie wydasz za mąż za ich syna, a ich córki nie weźmiesz za żonę swojemu synowi. To odwiodłoby twego syna ode Mnie, tak że służyłby innym bogom. A wtedy zapłonąłby przeciw wam gniew PANA i szybko wytępiłby was [5Mo 7,3-4]. Niestety, wielu młodym chrześcijanom wydaje się, że wcale tak nie będzie. Łudzą się, że to oni będą mieć wpływ na swojego niewierzącego współmałżonka i biorą na siebie ciężar życia w związku, w którym będzie brakowało jedności duchowej. Jeżeli wszakże w takiej sytuacji ukorzymy się przed Bogiem i wyznamy nasz grzech, jeżeli nie chcemy się pogrążać w dalszym odstępstwie i pragniemy powrócić do posłuszeństwa Słowu Bożemu, to Bóg nas nie porzuci mimo popełnionego przez nas grzechu. Owszem, trzeba nam będzie już trwać wiernie w tym nierównym związku, ale sam Pan i wierzący ludzie będą nas duchowo wspierać. 

Za trzeci przykład weźmy sytuację opuszczenia miejsca służby, zgodnego z naszym powołaniem. Każdemu chrześcijaninowi Bóg daje jakieś zadanie w Ciele Chrystusowym, oczekując, że będziemy je wiernie pełnić. Zaufaj PANU i postępuj dobrze, mieszkaj w swej ziemi i dbaj o wierność! [Ps 37,3]. Niestety, bywa tak, że zaczynamy pożądać innego miejsca i lepszej roli w służbie Bożej. Kuszeni transmisjami z innych kościołów, opuszczamy swoje stanowisko w służbie. W pogoni za czymś ważniejszym i bardziej atrakcyjnym, stajemy się podobni do wrony z bajki Iwana Kryłowa, która natkawszy ogon pawimi piórami poszła się dumnie przechadzać z pawiami. Wzgardziwszy miejscem wyznaczonym nam przez Pana, narażamy się na duchową tułaczkę i fiasko.  Powracając do obrazu wspomnianej wrony, ostatecznie tak więc skończyła się zachcianka wrony, że od swoich się odbiła, a z pawiami się nie zżyła. Gdy jednak po zrobieniu czegoś takiego ukorzymy się przed Bogiem prosząc Go o przebaczenie, to Bóg w swojej wspaniałomyślności nas nie odtrąci. Mimo naszego błędu przywróci nas do służby. Jeśli my nie dochowujemy wiary, On pozostaje wierny, albowiem samego siebie zaprzeć się nie może [2Tm 2,13]. Bóg jest taki dla nas ze względu na Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który jest ubłaganiem za grzechy nasze [1Jn 2,2].

Rozważana tu historia biblijna mówi nam jeszcze coś ważnego. Skoro Bóg okazał się taki – to i Samuel zapragnął być podobny do Boga. Również i ja daleki jestem od tego, aby zgrzeszyć przeciwko Panu przez zaniechanie modlitwy za wami. Owszem, uczyć was będę drogi dobrej i prawej – obiecał Izraelitom. A co, gdy nami ktoś wzgardzi? Gdy wejdzie w spółkę z kimś, przed kim go ostrzegaliśmy? Co, gdy zostaniemy zdradzeni przez naszego współmałżonka? Bądźmy naśladowcami Boga! Jeżeli tylko zobaczymy w naszych bliźnich oznakę skruchy i pragnienie naprawienia relacji, nie porzucajmy ich, mimo popełnionego przez nich przewinienia.

Uwaga! Tak wielką przychylność Bożą mamy ze względu na Syna Bożego – Jezusa Chrystusa! Przyjmując Syna Bożego, oddając Mu swe serce, staliśmy się dziećmi Boga [zob. Jn 1,12]. On nas usprawiedliwił i teraz wstawia się za nami przed Ojcem. Bo obietnice Boże, ile ich było, w nim znalazły swoje "Tak"; dlatego też przez niego mówimy "Amen" ku chwale Bożej [2Ko 1,20]. Gdyby nie ofiara i wstawiennictwo naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana, pogrążylibyśmy się w naszych błędach i pogubilibyśmy się w naszych pomysłach. Dzięki Panu Jezusowi zawsze możemy się podnieść i korzystać z łaski Bożej. Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie [Rz 8,1]. 

Uchwyćmy się tej prawdy Słowa Bożego. Nie porzucamy samochodu zarejestrowanego na nasze imię i nazwisko, mimo tego, że się popsuje i nas zawiedzie. Mimo naszych grzechów Bóg też nas nie porzuci. W Chrystusie jesteśmy przecież Jego dziećmi. Okażmy wiarę i wdzięczność za tę wspaniałomyślność PANA! 

13 maja, 2021

Zmień przykrość w radość

Każdemu od czasu do czasu zdarza się taka sytuacja, że zostanie źle zrozumiany. Jeżeli to niezrozumienie wzięło się z nieklarowności jego wypowiedzi lub zachowania, to pół biedy. Wtedy można udzielić dodatkowych wyjaśnień. Gorzej, gdy ktoś naszej wypowiedzi świadomie przypisuje znaczenie, które jest nam obce i po nadaniu jej opacznego zabarwienia, używa naszych słów jako argumentu przeciwko nam. Wtedy robi się nam przykro. 

Swego czasu coś takiego spotkało Jezusa. Otóż zdarzyło sie naszemu Panu, że w ferworze dyskusji z Żydami, w zawoalowany sposób posłużył się swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, jako argumentem, że ma pełne prawo do tego, by wystąpić w sprawie przywrócenia modlitewnego charakteru świątyni. Wtedy odezwali się Żydzi, mówiąc do niego: Jaki znak okażesz nam na dowód, że ci to wolno czynić? Jezus, odpowiadając, rzekł im: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją odbuduję. Na to rzekli Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty w trzy dni chcesz ją odbudować? Ale On mówił o świątyni ciała swego [Jn 2,18-21].

Nikt z nas nie ma dziś wątpliwości co do tego, że Jezus miał na myśli swoje zmartwychwstanie. Powiedział zatem Żydom, że ma taki znak i któregoś dnia go okaże. Zabijcie Mnie, a Ja trzeciego dnia zmartwychwstanę! Jego ciało było świątynią Ducha Świętego. Zmartwychwstanie Jezusa miało się stać - i faktycznie jest - największym znakiem oraz najdobitniejszym dowodem, że otrzymał On rangę kapłana wielkiego nad domem Bożym [Hbr 10,21]. 

Niestety, Żydzi nie byli zainteresowani poprawną interpretacją słów Jezusa. Woleli swoje, opaczne zrozumienie, zwłaszcza, że obstając przy nim, mieli 'mocny' argument do wytoczenia przeciwko Jezusowi. Skwapliwie skorzystali z tego argumentu, poszukując jakiegoś powodu do skazania Jezusa na śmierć. I nie znaleźli, chociaż przychodziło wielu fałszywych świadków. Na koniec zaś przyszli dwaj i rzekli: Ten powiedział: Mogę zburzyć świątynię Bożą i w trzy dni ją odbudować. Wówczas powstał arcykapłan i rzekł do niego: Nic nie odpowiadasz na to, co ci świadczą przeciwko tobie? Ale Jezus milczał [Mt 26,60-63].

Krótko mówiąc, skoro nasz Pan został oskarżony na podstawie opacznego zrozumienia Jego słów i skazany na śmierć, to czemu my, Jego naśladowcy, mielibyśmy z taką przykrością nigdy się nie spotkać? Przecież nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana [Mt 10,24]. Powiem więcej, takie przeżycie jest wielkim honorem dla ucznia Jezusa. Przenosi go bowiem na wyższy poziom naśladowania Mistrza i stawia w chwalebnym szeregu wielu zacnych Jego naśladowców, którzy w tym świecie doznawali podobnego losu.

Spotkaliście się ostatnio z przykrością niezrozumienia lub opacznego potraktowania waszych słów?  Nie róbmy minorowej miny, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili [1Pt 4,13]. Niech ta obserwacja z życia Jezusa w tego rodzaju przeżyciach zawsze poprawia nam nastrój. U mnie to działa :)

12 maja, 2021

Czy należy walczyć z Systemem?

Gdy Wszechmogący Bóg coś postanawia i ogłasza, to Jego rozstrzygnięcia mają charakter arbitralny i ostateczny. Kiedy Bóg podjął decyzję o potopie, to Noe miał się skupić na wykonaniu otrzymanego zadania, a nie na próbach zmiany postanowienia Bożego. Gdy w niebie zapadł wyrok o zniszczeniu Sodomy, to wstawiennictwo Abrahama uratowało jedynie rodzinę Lota, co i tak było w Bożych planach. Gdy Bóg postanowił wydać swój lud w czyjeś ręce, to nieodwracalnie sprawy przybierały taki obrót.

Niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, w sprawowaniu swych rządów nasz Pan posługuje się także ludźmi niewierzącymi i świeckimi władzami. Był czas, że posłużył się Asyrią, aby wykonać swój wyrok nad Izraelem. Potem użył Babilonii, która przez siedemdziesiąt lat trzymała w niewoli uprowadzoną ludność Judei. Biblia zna przypadek, że pogański król został nazywany Bożym pasterzem, który wykona całkowicie Jego wolę [Iz 44,28]. 

Godne uwagi i wyciągnięcia stosownych wniosków jest to, jak należało się zachować, gdy następowała realizacja Bożych rozstrzygnięć. Za przykład weźmy najazd Babilończyków na Judę. Naturalnym odruchem mieszkańców Jerozolimy, stymulowanym przez fałszywych proroków, była walka z najeźdźcą. A co głosił prorok Jeremiasz? Tak mówi Pan: Oto Ja daję wam do wyboru: drogę życia albo drogę śmierci. Kto pozostanie w tym mieście, zginie od miecza albo z głodu, albo od zarazy; kto zaś wyjdzie i podda się Chaldejczykom oblegającym was, zachowa życie i będzie mu jego życie zdobyczą. Gdyż zwróciłem swoje oblicze przeciwko temu miastu na zło, a nie na dobro - mówi Pan - będzie ono wydane w ręce króla babilońskiego, i spali je ogniem [Jr 21,8-10].

Czasy ostateczne wiążą się z koniecznością wykonania wielu wyroków Bożych. Biblia, opisując je, w żaden sposób nie pozwala nam się łudzić, że można będzie zmienić bieg tych rozstrzygnięć. System tego świata, albo - jak wolą niektórzy - Nowy Porządek Świata, jest elementem, a zarazem Bożym narzędziem w realizacji tego, co Bóg postanowił. Jeżeli jakiś chrześcijanin sądzi, że można podjąć walkę i pokonać System, to tak, jakby twierdził, że kijem można zawrócić Wisłę. Żadnymi protestami i wysiłkami nie można zatrzymać ekspansji zła prowadzącego do objawienia się Antychrysta. Biblia zapowiada te rzeczy, a więc musi się to stać [Mk 13,7]. 

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Niepodejmowanie walki z Systemem tego świata nie jest żadną kapitulacją chrześcijanina. Świadczy o świadomości, że System ten nie może być pokonany przez ludzi. Nasz przeciwnik jest na celowniku samego Chrystusa Pana, który w odpowiednim momencie pociągnie za spust. Żyjący w ciele naśladowcy Jezusa nie są powołani do walki z tym, którego Pan Jezus zabije tchnieniem ust swoich i zniweczy blaskiem przyjścia swego [2Ts 2,8]. Póki co, przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie [1Pt 5,9]. Mamy być świadomi cierpień, jako części naszego losu na ziemi i mocni w wierze, a nie w atakach słownych, prawnych czy fizycznych na System.

O tak! Trzeba nam uważać, aby nie dać się mu omotać, nie zbratać się z nim i nie stać się jego częścią. Natomiast rozprawienie się z Systemem należy zostawić Panu. Zwłaszcza, gdy nas krzywdzi i spotyka nas niesprawiedliwość z jego strony. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan [Rz 12,19]. Trzeba nam wiedzieć, że w naszych środowiskach są ludzie zarażeni ideą ustanawiania Królestwa Bożego tutaj i teraz. Uważają się za powołanych do tego, by przygotować Chrystusowi ziemię. Mają zamiar zapanować nad nią, stopniowo przejmując nad nią władzę.

Głosiciele dominionizmu, bo tak zwie się ta idea, podejmując walkę z Systemem i ogłaszając w imię Jezusa swe rychłe zwycięstwo, robią na niektórych chrześcijanach wrażenie, ale tak się nie stanie. Słuchając ich i czytając, można pomyśleć, że gdyby oni żyli i działali w dawniejszych czasach, to powstrzymaliby ekspansję komunizmu, faszyzmu i każdego innego izmu. Biblia zaś mówi, że Bóg Najwyższy ma władzę nad królestwem ludzkim i ustanawia nad nim, kogo chce [Dn 5,21]. Czy w Chinach nie ma chrześcijan napełnionych Duchem Świętym? Są! Dlatego nie słyszymy, żeby walczyli z Systemem za pośrednictwem cielesnych środków. Powracając do przykładu Jerozolimy, gdy Bóg postanowił wydać ją w ręce Chaldejczyków, to nic nie mogło tego zmienić. Tak mówi Pan: Nie łudźcie samych siebie słowami: Chaldejczycy na pewno od nas odstąpią, gdyż nie odstąpią. Bo choćbyście pobili całe wojsko chaldejskie walczące z wami i pozostało z nich tylko kilku rannych, wtedy i ci, każdy w swoim namiocie, powstaliby i spaliliby to miasto [Jr 37,9-10]. 

Niech nikt z nas się nie łudzi, że można zatrzymać ekspansję zła i zmienić bieg wydarzeń. Żadne protesty, petycję, wytaczanie procesów sądowych, powoływanie się na Prawa Człowieka nic tu nie dadzą. Kto chce się kopać z koniem, niech się kopie, ale niech nie wciąga w to innych wierzących. Bóg dopuszcza do czasowej dominacji Systemu i swym brakiem zrozumienia tego lepiej nie stawajmy Bogu w poprzek. Antychryst musi się objawić, bo tak mówi Pismo, a my musimy przejść przez wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego [Dz 14,22]. 

Co zatem powinniśmy robić? Postępujmy zgodnie z nauką Chrystusową. Czytajmy uważnie Biblię i uwzględniajmy ją w całości, by się nie dać zapędzić w ślepy zaułek. Mamy wciąż bardzo wiele do zrobienia, ale nie jest to walka z Systemem. Zbliża się chwalebna chwila, gdy Chrystus Pan powróci i sam się z nim rozprawi. Podobnie, jak przy pokonywaniu Moabitów i Ammonitów, nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie, i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami! [2Krn 20,17].

 Starajmy się o to, by Duch Święty stale nas napełniał, a każdego dnia będziemy wiedzieli na czym powinniśmy się skupić i co robić, aby Bóg miał chwałę z naszego życia. Nie marnujmy czasu i energii na wojnę, która do nas nie należy. Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe. Dlatego nie bądźcie nierozsądni, ale rozumiejcie, jaka jest wola Pańska. I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha [Ef 5,15-18].