21 czerwca, 2009

Czy i Ty zostaniesz Indianinem?

21 czerwca – to dzień wyboru w 1963 roku włoskiego duchownego o wdzięcznym nazwisku Giovanni Battista Montini, na papieża, który na tę okoliczność przyjął imię Paweł VI.

Papież Paweł VI zasłynął między innymi z tego, że prowadził zapoczątkowany przez swego poprzednika Sobór Watykański II - ostatni, jak dotąd, Sobór w Kościele katolickim, zakończony 8 grudnia 1965 roku. Był to Sobór wprowadzający wiele pozytywnych zmian w Kościele Rzymskokatolickim, i co ciekawe, dokumenty soborowe po raz pierwszy w historii Kościoła spisane zostały bez użycia formuły anathema sit ("niech będzie wyklęty").

Wspominam dziś tego papieża, ponieważ znany mi jest interesujący, moim zdaniem, szczegół z nim związany. Otóż mało kto wie, że siostrzeniec rzeczonego papieża Pawła VI, Giovanni Battista Treccani, również duchowny rzymskokatolicki, narodził się na nowo i został misjonarzem zielonoświątkowym.

W poszukiwaniu woli Bożej i poczucia spełnienia w posłudze kapłańskiej, korzystając z poparcia swojego wuja, przyszłego papieża, wyjechał do Ameryki Południowej, do służby duszpasterskiej w niewielkim miasteczku u podnóża Andów. Tam usłyszał z ust prostego Indianina świadectwo o nowym życiu z Jezusem i o potrzebie odwrócenia się od martwej religii. Oto co wyczytałem na temat jego nawrócenia:

„Pewnego dnia opuszczając kaplicę po modlitwie do Matki Boskiej spotkał Indianina, który zapytał go, co robił w kaplicy. W pierwszej chwili chciał opowiedzieć mu szczerze o swoim wewnętrznym stanie, lecz natychmiast zjawiła się myśl: Czy on ubrany w szaty duchownego mógłby wyznać Indianinowi, że szuka pokoju z Bogiem? Poddając się jednak wewnętrznemu przymusowi uniżył się przed Indianinem i odpowiedział, że modlił się o spokój dla swojej duszy. „Nie jest to najlepsze miejsce dla tego rodzaju modlitwy” – powiedział Indianin. „Znajdzie ksiądz pokój tylko w bliskości Jezusa”. Indianin był człowiekiem zbawionym i złożył proste świadectwo młodemu księdzu, mówiąc mu o pokoju i radości, którą on znalazł przez wiarę w Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela.

Po raz pierwszy Treccani usłyszał proste poselstwo Ewangelii o Jezusie Chrystusie i o krwi Baranka Bożego, która oczyszcza od wszelkiego grzechu. Słuchał więc uważnie. W końcu Indianin zaprosił go na ich nabożeństwo. Nie było to jednak rzeczą prostą dla młodego księdza katolickiego usiąść między ludźmi, których uważał za heretyków. Ale nie mógł oprzeć się sile, która popychała go do tych ludzi.

Pewnego więc dnia przyszedł do nich i usiadł w ostatniej ławce w sali modlitewnej, czując jednocześnie niepewność i strach, że może być przez kogoś rozpoznany. Ewangelia była głoszona w mocy Ducha Świętego. Treccani wiedział już, że tutaj znalazł to, czego bezskutecznie szukał przez wiele lat. Wszystko w nim mówiło „tak” w odpowiedzi na wyraźne poselstwo o zbawieniu. Nie może być ono zapracowane – myślał – zbawienie od Boga jest darem łaski Bożej, cudownym, bezcennym darem! Zbawienie jest już dziełem dokonanym. Człowiek nie może nic tu dodać.

Po pierwszy kontakcie z ewangelicznymi chrześcijanami nastąpiły dni wielkiej walki wewnętrznej. Przełożeni dowiedziawszy się o jego wizycie w zborze protestanckim dali mu jasno do zrozumienia, że są przeciwni takim odwiedzinom. Starał się więc zapomnieć o wrażeniu, jakie wywarło na nim to zgromadzenie. Ze zwiększoną gorliwością rzucił się w wir nowych zadań w Kościele, aby tylko nie poddać się ostatecznie urokowi Ewangelii.

Pewnego dnia miała odbyć się wielka procesja, w której miał być niesiony ulicami miasta posąg jakiegoś świętego. Całe duchowieństwo na czele z biskupem zamierzało uczestniczyć w tej pompatycznej uroczystości. Ten dzień był decydującym punktem zwrotnym w życiu Treccanniego. Uciekł z procesji i udał się do zboru ewangelicznego. Usiadł w pierwszej ławce tej skromnej kaplicy. Na tym miejscu spotkał się w końcu z Jezusem Chrystusem, Zbawicielem duszy. Pokój Boży, którego tak pragnął od dawna, wypełnił całą jego istotę. „Ojciec Treccani” w tej wspaniałej chwili zrozumiał znaczenie zbawienia.

[...] A kiedy wierzący udali się nad małą rzeczkę płynącą niedaleko od ich miasta, aby ochrzcić przez zanurzenie nowo nawróconego do Jezusa Chrystusa i zajmującego miejsce między braćmi wiary ewangelicznej, stała się dziwna rzecz. Wielki tłum ludzi poszedł zobaczyć uroczystość chrztu tego, który będąc jeszcze niedawno „ojcem Treccanim”, teraz jest bratem w Chrystusie, zbawionym przez łaskę. Z pewnością był to jedyny taki chrzest w dziejach tego małego miasteczka w Ameryce Południowej. W niedługim czasie Bóg w swej łasce napełnił go Duchem Świętym. Brat Giovanni Battista Treccani nie jest już duchownym rzymskokatolickim. Jego przeżycia z Panem przekonały go, że wybrał prawdę w Słowie Bożym, a odrzucił ludzkie zwyczaje. Musiał jednakże zapłacić cenę, podobnie jak wielu innych: wyklęcie, wygnanie i prześladowanie.

[...] Wuj Treccaniego, kierując się duchem ekumenicznym i przyjąwszy postawę bardziej pojednawczą w stosunku do niego, napisał bardzo przyjazny list, pytając czy mógłby mu w czymś pomóc. Giovanni Battista odpowiedział, że potrzebny mu jest kielich do Wieczerzy Pańskiej. Papież natychmiast posłał mu żądaną rzecz".
[tłum z ang. J. Tołwiński, European Herald (wrzesień 1967).

Siostrzeniec papieża Pawła VI poszukiwał prawdziwej społeczności z Bogiem i Duch Święty ukazał mu drogę zbawienia. Ilu takich ludzi szuka Boga i dzisiaj? Tutaj, w naszym mieście, może nawet gdzieś bardzo blisko nas, żyją ludzie spragnieni wolności od grzechu i pokoju Bożego! "Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje?" [Rz 10,13–14].

Treccaniemu drogę wskazał Indianin. A kto wskaże drogę ludziom szukającym Boga w naszym mieście? Czy i Ty zostaniesz Indianinem?

Na fotografii Giovanni Battista Treccani [z podniesioną ręką]. Fot. pochodzi z czasopisma francuskiego "Viens et Vois" (czerwiec 1967)

4 komentarze:

  1. Myślę, że wszyscy doświadczamy tej zadziwiającej prawidłowości, że świadectwo o zbawieniu jest tym bardziej przejmujące i poruszające, z im prostszych i nieuczonych ust pada. "Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie." [1Kor 1:21]

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam bardzo praktyczną książkę na temat skutecznej osobistej słownej ewangelizacji. Autorem jest Mark Cahill, którego miałem przyjemność poznać bliżej w rozmowie przez e-mail, a książka nosi tytuł "Jedna rzecz, której nie możesz robić w niebie".

    Korzystamy z niej w czasie przygotowań do ewangelizacji m.in. wśród Polaków w UK.

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym budującym tekście pada stwierdzenie: "Wuj Treccaniego, kierując się duchem ekumenicznym...". Czy można dowiedzieć się czegoś więcej o tym duchu?
    Pozdrawiam!
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest tekst z niepolskiej gazety z 1967 roku. Co więc autor miał na myśli? Nie wiem. Ja osobiście nie utożsamiam się z duchem ekumenicznym w jego potocznym znaczeniu...

    OdpowiedzUsuń