23 czerwca, 2009

Dzień Ojca

Mamy dziś w Polsce Dzień Ojca. Nie wiem jeszcze jak przeżyję ten dzień i czy moje dzieci w wirze swoich obowiązków zwrócą na ten szczegół uwagę ;) Ja zwracam, bo od 28 lat jestem ojcem. Znam nie tylko to przedziwne uczucie, gdy trzy pary oczu w rozmaitych emocjach mówią do mnie ‘tato’ ale i odczuwam wynikającą z tego uczucia odpowiedzialność.

Po raz pierwszy Dzień Ojca obchodzili mieszkańcy miejscowości Spokane w USA 19 czerwca 1910 roku. Z taką inicjatywą wystąpiła Sonora Louise Smart Dodd, która w ten sposób chciała oddać hołd swojemu ojcu, którego uważała za niezwykłego człowieka. Po śmierci żony sam wychował on bowiem sześcioro dzieci. W 1924 roku święto to zaakceptował już Prezydent Stanów Zjednoczonych, Calvin Coolidge, a w 1966 roku prezydent Lyndon Johnson ustalił datę obchodów Dnia Ojca w USA na trzecią niedzielę czerwca. Jak widać, Polska nie aż tak we wszystkim naśladuje Amerykę, bo u nas Dzień Ojca zawsze przypada na dzień 23 czerwca.

Jeżeli chodzi o mnie, to od 15 lat nie mam już komu tu na ziemi powiedzieć – tato. Mój ojciec umarł dość nagle w wieku 66 lat, w wyniku jakiegoś dziwnego zakażenia krwi, którego nabawił się w trakcie robót gospodarczych przy domu. Na szczęście, na krótko przed śmiercią dostąpił pojednania z Bogiem i chociaż tutaj nie miałem z nim nadmiaru bliskich relacji, to mam nadzieję, że zobaczę go, gdy i ja przejdę na tamten brzeg.

Moje myśli są dziś szczególnie przy Bogu Ojcu. Jest to coś absolutnie wyjątkowego, że taki zwykły człowiek jak ja, może mówić do Boga – Ojcze. Skąd mam takie prawo? Wynika ono z wiary, z przyjęcia Syna Bożego. Uwierzyłem, że Jezus jest Synem Bożym, który zmarł za moje grzechy, usprawiedliwił mnie w oczach Bożych i dał mi dar życia wiecznego. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego [Jn 1,12].

Właśnie na tej podstawie, że przez wiarę moje życie jest ukryte w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie – mam prawo mówić do Boga – Ojcze. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy [Rz 8,15–16]. W związku z tym, mogę też liczyć ze strony niebiańskiego Ojca na wszystko, co w każdej sferze mojego życia jest dla mnie najbardziej stosowne i korzystne – bo On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego? [Rz 8,32]. Mam tu na myśli zarówno dobre słowo i rozmaite dary, jak też rózgę ojcowskiej dyscypliny.

Ta wielka wspaniałomyślność Ojca w niebie, wzbudza we mnie wielki respekt i szacunek do Niego! Im bardziej Go znam, tym bardziej Go czczę! Jestem przy tym daleki od gestów, które mogłyby być zrozumiane jako próba spoufalania się z Nim! Jak mądremu synowi, mającemu ważnego ojca nie przychodzi do głowy, by publicznie popisywać się zażyłością z nim stosując rozmaite zdrobnienia, tak i moja bliskość z Bogiem Ojcem ma być godna Boga. Nie jestem i nigdy nie będę synem Bożym w takim sensie jak Jednorodzony Syn Boży – Jezus Chrystus! Jestem synem tylko przez pośrednictwo Syna Bożego. Bóg jest moim Ojcem wyłącznie dlatego, że jestem w Synu Jego, Jezusie Chrystusie.

Jakże się cieszę, że narodziłem się na nowo, że Chrystus przez wiarę zamieszkał w moim sercu! Nie każdy może, a ja mam prawo codziennie mówić do Boga: Ojcze nasz, któryś jest w niebie...

5 komentarzy:

  1. "Jestem przy tym daleki od gestów, które mogłyby być zrozumiane jako próba spoufalania się z Nim! Jak mądremu synowi, mającemu ważnego ojca nie przychodzi do głowy, by publicznie popisywać się zażyłością z nim stosując rozmaite zdrobnienia [...]"

    Jak piękna może byc różnorodnośc! Ja - z podobnych przesłanek - od dłuższego czasu staram się nie myślec o Bogu inaczej jak o "Tacie", tak też zwracam się do Niego często w modlitwie prywatnej i publicznej. Jest coś uwalniającego w zmianie (chocby na małą, własną skalę) postrzegania Boga z wizerunku poważnego, żeby nie powiedziec groźnego, Ojca (który my jako Polacy znamy zapewne aż za dobrze) na wizerunek bliskiego człowiekowi Abba-Tatusia, który - co ciekawe jest to obraz starotestamentowy - pochyla się do człowieka jak do dziecka, podnosi i przytula go do policzka.

    Myślę, że wielu Polaków czeka jeszcze na objawienie Boga jako właśnie takiego Ojca. Nasze zadanie polega na tym, aby im to objawienie zanieśc!

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy moja córka miała kilka latek, podczas odwiedzin bardzo szacownego prezbitera siadała mu na kolana i ciągnęła go za nos i uszy. Parę lat później już tak nie robiła, chociaż ten prezbiter nadal nas odwiedzał i był w jeszcze większej zażyłości z naszą rodziną. Co się stało? Prezbiter stał się dalszy? Nie, był ten sam i taki sam. To moja córka stała się dojrzalsza w myśleniu i zaczęła rozumieć, że ranga tego człowieka domaga się, aby podchodzić do niego z wiekszym respektem i szacunkiem.

    Bóg Ojciec jest wspaniałomyślny względem nas i pełen miłości! Nikt bardziej od Niego nas nie kocha! Ale On jest też Najwyższy! Słowo Boże objaśnia zaś, że miłe Mu jest to, gdy oddajemy Mu cześć z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28].

    Nie mówię, że mówienie do Boga - "Tatusiu" jest oznaką braku szacunku dla Niego. Słyszałem, jak jeden człowiek mówił do Boga w modlitwie: "Ty moja Mamuśko kochana" bo takimi słowami wyrażał najgorętsze swoje uczucia do Boga. Ale czy taki "prywatny" sposób określania Niebiańskiego Ojca jest godny Jego Majestatu? Może bardziej pasuje do osobistej "izdebki" modlitewnej niż do modlitwy publicznie zanoszonej?

    Jako mężowie kochający swoje żony posługujemy się czasem rozmaitymi serdecznymi, żeby nie powiedzieć, intymnymi określeniami i zdrobnieniami w osobistych rozmowach z nimi. Ale niekoniecznie nasze żony byłyby szczęśliwe, gdybyśmy tych serdeczności użyli w publicznej rozmowie...

    Gdy w dawnej Polsce córka z dobrego domu zwracała się do swego taty - 'pan ojciec' - czy to oznaczało zły obraz ojca w jej oczach i niewłaściwy poziom ich wzjemnych relacji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj dopiero zauważyłem odpowiedź br. pastora, więc już odpowiadam:

    Cytat: "Ale czy taki "prywatny" sposób określania Niebiańskiego Ojca jest godny Jego Majestatu? Może bardziej pasuje do osobistej "izdebki" modlitewnej niż do modlitwy publicznie zanoszonej?"

    Odnoszę wrażenie, że Nowy Testament rzadko rozdziela to co prywatne od tego, co publiczne. To chyba raczej domena - przynajmniej opacznie rozumianego w czasach Jezusa - Starego Przymierza. W ramach przymierza łaski, które przyniósł Jezus, ja osobiście (choć nie ogolniałbym tego od razu) wolalbym sie kierowac przejrzystością w życiu publicznym - jaki jestem prywatnie, taki jestem publicznie.

    Oczywiście nie chodzi o ekshibicjonizm duchowy, ale o przezroczystość w życiu - duże słowo - publicznym. Jestem zwolennikiem nie oddzielania tego, co prezentujemy na zewnątrz (językowo, bo o tym teraz mówimy), od rzeczywistości "w komorze modlitwy".

    Cytat: "Gdy w dawnej Polsce córka z dobrego domu zwracała się do swego taty - 'pan ojciec' - czy to oznaczało zły obraz ojca w jej oczach i niewłaściwy poziom ich wzjemnych relacji?"

    Nie wiem, ale - znowu hipotetycznie, bo żaden z nas przecież obecnie nie żyje w dawnej Polsce ;) - niekoniecznie musiało to oznaczać szczególną bliskość między ojcem a dzieckiem. Pamiętajmy, że były to jednak czasy, kiedy to rodzice (ojciec) decydowali o przyszłości dziecka, szkole, wychowaniu, zamążpójściu, etc... Myślę, że nie takiego obrazu Ojca w niebie chcielibyśmy dla ludzi nam współczesnych. Ten to już pewnie znają - pytanie jak i kiedy mogą doświadczyć Jego "tatusiowej" miłości? :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytat: "Odnoszę wrażenie, że Nowy Testament rzadko rozdziela to co prywatne od tego, co publiczne. To chyba raczej domena - przynajmniej opacznie rozumianego w czasach Jezusa - Starego Przymierza...".

    Nowy Testament jak najbardziej przy praktykowaniu pobożności wskazuje na konieczność odróżniania miejsca publicznego od prywatnego:

    Przykład 1. "Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie [...] Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie" [Mt 6,1.6].

    Przykład 2. "Dziękuję Bogu, że ja o wiele więcej językami mówię, niż wy wszyscy; wszakże w zborze wolę powiedzieć pięć słów zrozumiałych, aby i innych pouczyć, niż dziesięć tysięcy słów językiem niezrozumiałym. Bracia, nie bądźcie dziećmi w myśleniu, ale bądźcie w złem jak niemowlęta, natomiast w myśleniu bądźcie dojrzali" [1Ko 14,18-20].

    Przykład 3. "A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał" [Jn 11,42].

    To prawda, że mamy być szczerzy przed Bogiem i prywatnie i publicznie, ale Biblia nakłada na nas obowiązek przemyśliwania i przewidywania, jak nasze publiczne zachowanie zostanie odebrane "staramy się bowiem o to, co dobre, nie tylko przed Panem, ale i przed ludźmi" [2Ko 8,21].

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za podane przykłady, znam je, widać nie wyraziłem się wystarczająco jasno wcześniej, bo wydaje mi się, że podany przez pastora przykład nr 1...wspiera raczej mój punkt widzenia (nie wynoszenie pobożności, czyli nie zmienianie sposobu podejścia przed ludźmi).

    Pozostałe dwa przykłady są moim zdaniem nietrafione w świetle *naszej dyskusji*, bo nr. 2 mówi o modlitwie na językach (czyli najogólniej mówiąc - pozarozumowej, więc nie ma tutaj możliwości stosowania doboru słów z definicji), a przykład nr. 3 zdaje się nie mówi o formie, ale o treści ("powiedziałem *to*") :).

    Z resztą a propos publicznych wypowiedzi Jezusa, to przecież i nieprywatnie zwracał się do Ojca per "Abba", prawda? :)

    OdpowiedzUsuń